StoryEditor

Zarzecki: Parlament pokazał Komisji żółtą kartkę. Rolnictwo nie może być ofiarą polityki

– Rolnictwo nie może być traktowane jak „piąte koło u wozu” i poświęcane w imię interesów innych branż – mówi Jacek Zarzecki, wiceprzewodniczący Polskiej Platformy Zrównoważonej Wołowiny, komentując decyzję Parlamentu Europejskiego o skierowaniu umowy UE–Mercosur do Trybunału Sprawiedliwości i jej konsekwencje dla sektora wołowiny.

22.01.2026., 17:30h

Albert Katana: Wczoraj europosłowie z różnych stron sceny politycznej poparli rezolucję kierującą umowę z Mercosur do TSUE – co to oznacza dla sektora wołowiny?

Jacek Zarzecki: Ta rezolucja oznacza, że Parlament Europejski ma dość bycia spychanym na drugi czy na trzeci plan w decydowaniu o Unii Europejskiej. Nie zgadza się na to, żeby Komisja Europejska nie liczyła się z głosem Parlamentu – przypomnę, jedynego organu UE wybieranego w sposób demokratyczny przez mieszkańców Unii. Ani Komisja Europejska, ani Rada UE nie są wybierane w bezpośrednich wyborach.

Po drugie, Parlament zauważa istotne wady umowy z Mercosurem – jak np. ograniczenie obowiązującej w UE tzw. zasady ostrożności, która zobowiązuje do niedopuszczania do obrotu handlowego żywności, co do której jest podejrzenie, że może być niebezpieczna. W przypadku umowy z Mercosurem stosowanie tej zasady może skutkować koniecznością wypłaty odszkodowań, jeśli któreś z państw Ameryki Płd. dowiedzie, że poniosło straty finansowe. Parlament chce więc, aby Europejski Trybunał Sprawiedliwości zbadał, czy wszystko w umowie z Mercosur jest zgodne z prawem UE.

Czy to znaczy, że Parlament się po prostu obraził na Komisję? 

Jacek Zarzecki: Nie – nie chodzi tylko o dobre samopoczucie europosłów. Chodzi też o to, że Parlament zauważa istotną rolę rolnictwa w gospodarce Unii Europejskiej i nie zgadza się, by rolnictwo było traktowane przez Komisję jak „piąte koło u wozu”. Rolnictwo nie może być poświęcane na ołtarzu geopolityki w imię interesów innych branż.

Jest to więc sygnał wysłany Komisji, a przede wszystkim przewodniczącej Von der Leyen, który można określić go „żółtą kartką” – pewne zasady zostały przekroczone i należy wrócić do ich przestrzegania.

Parlament dał Komisji „żółtą kartkę”, ale na próbę wystawienia „czerwonej” już się nie zgodził – wniosek o odwołanie Ursuli von der Leyen złożony następnego dnia, czyli dziś, przez Patriotów dla Europy, został odrzucony.

Jacek Zarzecki: Nie bądźmy dziećmi. Czy kiedykolwiek partia rządząca zgodziła się na odwołanie swoich przedstawicieli na wniosek opozycji? W Unii Europejskiej rządzi koalicja EPL-Renew-S&D, a PfE i pozostałe frakcje prawicowe są w opozycji. Przewodnicząca KE wywodzi się z EPL, a jej odwołanie skutkowało by odwołaniem całej Komisji Europejskiej. Nie było jeszcze w historii UE takiej sytuacji, żeby Komisja została odwołana na wniosek Parlamentu. Zdarzyło się, owszem, że przewodniczący KE sam podał się do dymisji – w roku 1999 zrobił to Jacques Santer, który zrezygnował wraz z całą Komisją.

Jeśli więc ktoś uważa, że koalicja rządząca powinna zagłosować za takim wnioskiem opozycji, to albo nie zna polityki, albo udaje, że jej nie zna.

Przejdźmy do rolnictwa. W internecie wrze od krytyki polskich rolników – zarzuca się im np. że bronią własnych interesów kosztem interesów konsumentów. Czy polski sektor wołowiny ma prawo publicznie mówić o ryzykach Mercosur, czy ma milczeć, bo ktoś w internecie uzna to za „lobbing”?

Jacek Zarzecki: Przede wszystkim sektor wołowiny ma mówić o tym, jaka jest rzeczywistość – a ona nie jest taka, jaką się niektórym wydaje. I to robimy, opierając się na faktach, a nie na emocjach.

Pokazujemy liczby i wykazujemy, jakie zagrożenia niesie ze sobą umowa z Mercosur. Mówimy o zagrożeniach nie tylko dla polskich i europejskich producentów wołowiny, ale także dla zdrowia konsumentów. To nie tylko kwestia bezpieczeństwa żywnościowego – czyli tego, czy w sklepach zawsze będzie żywność. Bo co grozi w sytuacji zerwania łańcucha dostaw, wiemy dobrze z doświadczenia pandemii.

To także kwestia bezpieczeństwa żywności – czyli tego, co trafia na stoły polskich i europejskich konsumentów.

Liczymy się z tym, że wielu na tej umowie zyska, czy ma szansę zyskania, nawet jeśli te zyski są niewielkie, albo liczone w taki sposób, że komuś się wydaje, że na tym zarobi. Ale my nie chcemy po prostu być tymi, którzy zapłacą rachunek za kolację zjedzoną przez innych.

Jeśli chodzi o bezpieczeństwo żywności, internetowi krytycy zarzucają polskim hodowcom, że są hipokrytami, bo mówią o podwójnych standardach, a sami źle traktują zwierzęta, faszerują te zwierzęta antybiotykami.

Jacek Zarzecki: To jest nieprawda. Polskie standardy dobrostanu zwierząt należą do najwyższych w Unii Europejskiej, a Unia ma najwyższe standardy na świecie. W krajach Mercosur nie ma porównywalnych przepisów ani realnej kontroli – są co najwyżej wytyczne. Nie ma obowiązku rejestrowania zwierząt ani substancji im podawanych. Pokazała to delegacja Irish Farmers’ Association i Irish Farmers Journal w Brazylii, gdzie antybiotyki dla zwierząt można kupić w dowolnej ilości, bez recepty i nadzoru weterynaryjnego.

W Polsce nad bezpieczeństwem produkcji i żywności czuwa pięć służb. W Brazylii system idzie w stronę kontroli zdalnej i analizy ryzyka. Porównujemy więc dwa zupełnie różne modele. To tak, jakby zestawiać Mercedesa z Polonezem Caro „w gazie”.

My jesteśmy tym Mercedesem. Brazylia czy Argentyna są Polonezem.

I skończmy z bajką, że umowa z Mercosur da konsumentom tańsze, lepsze steki. Wołowina z Ameryki Południowej jest w Europie od lat i jej cena nie zależy od ceł, tylko od marketingu. Zysk z obniżonych ceł nie trafi do konsumenta, tylko do pośredników.

Wielu Polaków uważa, że tę cenę płaci się za to, że amerykańskie krowy pasą się swobodnie na rozległych pampasach, natomiast polskie są trzymane w oborach i karmione soją GMO.

Jacek Zarzecki: To też jest mit. W Unii Europejskiej i w Polsce soja w żywieniu bydła stanowi promile paszy – podstawą są pasze objętościowe. Zwierzęta przebywają w oborach głównie ze względu na warunki klimatyczne, ale system utrzymania zawsze zależy od rasy, celu produkcji i modelu gospodarstwa. Coraz silniej promowana jest zrównoważona wołowina, która zakłada częściowy albo pełny wypas pastwiskowy.

Polskie standardy w zakresie dobrostanu bydła należą do najwyższych w Europie, a Unia Europejska ma najwyższe wymogi dobrostanowe na świecie. Ponad połowa bydła utrzymywanego w Polsce objęta jest podwyższonym dobrostanem, a na ten cel przeznaczamy około 30 proc. unijnych środków na dobrostan zwierząt.

W Unii Europejskiej oczywiście stosuje się także tucz bydła, ale odbywa się on w warunkach ściśle regulowanych i pod stałą kontrolą – zdrowie zwierząt monitorowane jest przez całe ich życie. Tymczasem w krajach Mercosur standardem jest feedlot: intensywny tucz na ograniczonej przestrzeni, bez pastwisk, z minimalnym ruchem, gdzie kontrola zdrowia odbywa się dopiero na 45–90 dni przed ubojem. To są dwa zupełnie różne systemy utrzymania zwierząt, funkcjonujące według zupełnie innych reguł.

Niemniej konsumenci w Europie uważają, że steki argentyńskie są wybitne. Czy da się je porównać z polskimi?

Jacek Zarzecki: Sarkastycznie można powiedzieć, że absolutnie da się porównać, bo znana jest sytuacja, gdy w czeskiej Pradze polski stek był sprzedawany pod brandem wołowiny argentyńskiej.

Natomiast na poważnie - podczas World Steak Challenge 2025 polski stek z młodej jałówki rasy Hereford został uznany za najlepszy na świecie. W Izraelu polska wołowina stale wygrywa w rankingach jakości. A kilka lat temu w Wielkiej Brytanii rolnicy zaprotestowali przeciwko temu, że w sieci Asda polska wołowina była kupowana częściej, niż brytyjska.

Wiele mówi się o tym, że polska żywność wygrywa, bo jest tania – nie. Polska wołowina wygrywa nie ceną, lecz jakością. My po prostu produkujemy świetną wołowinę.

To, czego dziś brakuje, to spójna marka i jasna informacja dla konsumenta. Pracujemy nad tym i jesteśmy na finiszu wdrażania pierwszej strategii promocji sektorowej. Wciąż jednak w świadomości wielu klientów wołowina Wagyu stoi wyżej niż polska – nie dlatego, że jest obiektywnie lepsza, lecz dlatego, że ma markę i system oceny jakości kulinarnej. Chcemy to zmienić, dając konsumentowi w sklepie realną pewność: że sięgając po konkretny element polskiej wołowiny, za każdym razem dostaje powtarzalną jakość i smak, który może konkurować z najlepszymi na świecie.

Dziękuję za rozmowę

Albert Katana
Autor Artykułu:Albert Katana
Pozostałe artykuły tego autora
Masz pytanie lub temat?Napisz do autora
POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ
22. styczeń 2026 19:02