Rynek zbóż
Coraz większy wpływ kukurydzy
Nie ma co się oszukiwać, jeśli się mówi o cenach zbóż, to w naturalny wręcz sposób tematykę szybko kieruje się na notowania i ceny pszenicy. Pszenica w światowym handlu wyznacza trendy, choć jej produkcja jest prawie o 500 mln t niższa od kukurydzy, a eksport jednej i drugiej jest porównywalny. Eksport pszenicy wynosi 213 mln t, a kukurydzy bez mała 211 mln t.
Także na krajowym rynku jeśli rozmawiamy o cenach, to pierwsze informacje, które padają dotyczą pszenicy i to głównie tej konsumpcyjnej. Może dlatego, że w naszym regionie klimatycznym nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić żywienia podstawowego bez produktów pszennych, ale już w innych regionach na świecie podobną rolę odgrywają kukurydza, ryż, czy sorgo.
Przecież kiedy weźmiemy pod uwagę zużycie zbóż, to globalnie wykorzystanie kukurydzy jest o 60% wyższe od pszenicy. To jest masa przekraczająca 1,3 mld t! Dlatego w momentach kiedy na rynku zbożowym obserwujemy mniejsze plony i zakłócenia w dystrybucji, to co się dzieje ze zbiorami kukurydzy zaczyna mieć coraz większe znaczenie.
Po żniwach rynek zaczyna się układać, niby wszystko już wiadomo. Zbóż podstawowych jest mniej, ale nie na tyle żeby głód zaglądał nam w oczy. Unieruchomione przez konflikt na Morzu Czarnym zboża u największych eksporterów w naszym makroregionie będą siłą rzeczy zwiększać stan zapasów końcowych. I teraz ten mniejszy eksport wpływający na wzrosty notowań, będzie ścierał się, jak ze wstecznym wiatrem z zapasami czekającymi na sprzedaż i potrzebami finansowymi. Dwa zupełnie przeciwstawne kierunki, będą powodować niepewność i nie raz zachwieją nadzieją na utrzymanie dobrych cen.
A tu jeszcze ta kukurydza. Przecież jesteśmy dopiero przed żniwami kukurydzianymi. I choć w całej Europie, także i u nas sytuacja z kukurydzą nie wygląda za dobrze, to nie możemy zapominać, że obecne ceny właśnie na niepewności zostały wyśrubowane. Może się zdarzyć więc tak, że nawet, gdy czarne scenariusze z niskimi plonami kukurydzy się potwierdzą, to rynek te złe wieści dawno już skonsumował i najzwyczajniej w świecie nie będzie miał gdzie już iść do góry. A właśnie ten świat ze swoimi zbiorami będzie tę sytuację uspokajał. Bo od dawna już wiadomo, że jak myślimy kukurydza, to nasze pierwsze myśli nie kierują się ku Europie, tym bardziej ku Polsce (choć jesteśmy trzecim producentem kukurydzy w UE), tylko ku obu Amerykom. Warto o tym pamiętać zwlekając ze sprzedażą do ostatniej chwili.
Rynek rzepaku
Z rzepakiem nie ulegajmy panice
Ceny rzepaku w tym tygodniu spadły i rzeczywiście przetwórcy są jak na razie pokryci w swoich bieżących potrzebach surowcowych. Dodatkowo słyszymy, że polski rynek został zasilony rzepakiem z Czech i Słowacji. To oznacza jednak, że nasi krajowi przetwórcy oferowali na tyle atrakcyjne ceny, że ten rzepak do nich zjechał lub zjedzie w najbliższym czasie. Obserwując jednak, to co się dzieje na międzynarodowym rynku i ciągłe chęci do mieszania polityki z handlem ropą naftową możemy mieć nadzieję na powracające rynkowe wstrząsy.
Siedząc w tym sezonie na rzepaku nie należy więc ulegać panice i jeśli możliwości finansowe i magazynowe pozwalają, to spokojnie podejmować decyzje o sprzedaży części partii, w chwilach kiedy mamy górki cenowe. Ważne jest jednak, by właśnie z tymi wspomnianymi możliwościami nie przefajnować, bo jeśli już dziś widać, że kasy na nawozy lub uprawy jesienne zabraknie, albo pojemność magazynowa może nas limitować przy zbiorach kukurydzy, to są ostatnie chwile na wybranie najkorzystniejszej opcji sprzedaży. Potem możliwości zaczną się zawężać. Nic gorszego do poszukiwania rozwiązania na chybcika, kiedy możliwości jest naprawdę niewiele.
Bardzo ważne jest jednak, by mieć stały kontakt ze skupującymi, by nie przeoczyć okazji, gdy któryś z nich przejawia większe chęci do zakupów. Przy sporych skokach notowań warto też nie zapominać o kontakcie z firmami handlowymi. Nie zawężajmy się do przetwórców, często firmy handlowe mają w swoim portfelu wcześniej zawarte umowy i mogą zaproponować równie dobre, albo lepsze warunki i to z wjazdami na już. Te wjazdy na już będą się niestety coraz mocniej ograniczać. Potrwa to zapewne do późnej jesieni.
Tutaj pobierzesz darmowy PDF z informacjami o rynku rzepaku!
Kursy walut
Carpe Diem – słaba złotówka pozwala na więcej
Takie chwile jak ta, gdy złotowka się osłabia zarówno do euro, jak i do dolara są momentami kiedy nasze towary kierowane na eksport zyskują wręcz w oczach.
Dlatego warto nie pomijać takich chwil, bo i eksporterzy w zbożach i przetwórcy rzepaku są wówczas szczególnie przyjaźnie nastawieni do zakupów i skłonni płacić nieco więcej. Korzystajmy z takich dni, niczym w powiedzeniu Horacego Carpe Diem!
