StoryEditor

Rzepak pod presją suszy, przymrozków i braków w ochronie. Eksperci: import będzie konieczny

Tegoroczny sezon rzepakowy od początku budzi niepokój. Plantacje są przerzedzone, zachwaszczone i mocno nierówne, a jednocześnie rynek już dziś wie, że własnego surowca w Polsce i całej Unii Europejskiej nie wystarczy.

14.07.2026., 20:00h

Podczas debaty na VIII Ogólnopolskiej Giełdzie Rzepaczano-Zbożowej eksperci, przetwórcy i rolnicy zgodnie przyznali: rzepak będzie trzeba importować, a o jego cenie zdecydują nie tylko plony, ale też logistyka, polityka i sytuacja na światowych rynkach.

W debacie udział wzięli:

  • Adam Stępień, dyrektor generalny Polskiego Stowarzyszenia Producentów Oleju,
  • Juliusz Młodecki, prezes KZPRiRB,
  • Agnieszka Kotarska, menadżer do spraw rzepaku i soi, Louis Dreyfus Company,
  • Anna Bykowska, członek zarządu ADM Direct Polska.
  • Jakub Agaś, Bunge Polska.

Debatę moderował dr Juliusz Urban, ekspert ds. rynków rolnych top agrar Polska.

To nie był dobry rok dla rzepaku

Już na początku debaty Juliusz Młodecki, prezes KZPRiRB, nie owijał w bawełnę. Jego zdaniem tegoroczny sezon jest dla rzepaku wyjątkowo trudny.

— To nie był dobry rok dla rzepaku i to, co jest na polach, pokazuje samo za siebie — mówił. — Wielu rolników po prostu czeka już na żniwa, żeby zebrać to, co zostało, i nie patrzeć dłużej na plantacje, które nie dają powodów do satysfakcji.

Jak podkreślił, problemem są nie tylko skutki pogody, ale też przerzedzone łany, które szybko zostały zachwaszczone. To dodatkowo pogarsza obraz plantacji i zwiększa frustrację producentów, którzy ponieśli wysokie nakłady na ochronę i prowadzenie uprawy.

Plon stoi w miejscu mimo nowych odmian

Młodecki zwrócił uwagę na coś jeszcze ważniejszego: mimo postępu hodowlanego średni plon rzepaku w Polsce od lat praktycznie się nie zmienia.

— Mamy dziś odmiany mieszańcowe o dużo wyższym potencjale, a średni plon nadal kręci się wokół 3,0–3,3 t/ha. To jest pytanie, na które wszyscy szukamy odpowiedzi — zaznaczył.

Jego zdaniem nie da się całej winy zrzucić na pogodę. Dużą część problemu stanowi ochrona, która jest dziś znacznie bardziej złożona niż jeszcze kilkanaście lat temu.

— Kiedyś rzepak chroniło się dwoma, trzema zabiegami. Dziś, jeśli chcemy zrobić to dobrze, potrzeba około ośmiu zabiegów — mówił.

Ochrona insektycydowa coraz trudniejsza

Największą bolączką pozostaje skuteczna ochrona przed szkodnikami. Jak podkreślał prezes KZPRiRB, dzisiejsze zaprawy działają zbyt krótko, a rolnicy są w praktyce bezradni wobec śmietki czy pchełki.

Właśnie dlatego związek wystąpił do Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi o czasowe dopuszczenie kolejnej substancji aktywnej — cyantyniliprolu — jako rozwiązania w sytuacji nadzwyczajnej.

— To byłby promyk nadziei, bo dziś zwalczanie śmietki czy pchełki jest niezwykle trudne — dodał.

Skąd wziąć rzepak? „Tam, gdzie jest najtaniej”

Kiedy rozmowa zeszła na import, pytanie było już oczywiste: skoro Polska i Unia będą potrzebować więcej surowca, skąd go sprowadzić? Jakub Agaś z Bunge Polska odpowiedział krótko:

— Rzepak przypłynie stamtąd, gdzie będzie najtaniej.

W jego ocenie dziś najtańszym kierunkiem dla Polski pozostaje Rumunia, a także kraje ościenne: Czechy, Słowacja i Niemcy, choć — jak zaznaczył — Niemcy nie są już tanim rynkiem. Na dalszym planie pozostają Australia, Ameryka Południowa czy USA.

Problemem jest Kanada, gdzie — jak przypomniał — 100 proc. kanoli jest modyfikowane genetycznie, co rodzi duże trudności handlowe.

Rumunia? Tak, ale tanio już nie będzie

Agnieszka Kotarska z Louis Dreyfus Company przyznała, że Rumunia rzeczywiście była ważnym kierunkiem, ale jej rola zaczyna się zmieniać.

— Okres Rumunii trochę już minął. Był moment miesiąc albo dwa temu, kiedy sprzedający z Rumunii rzeczywiście wchodzili na rynek i chcieli sprzedawać rzepak po rozsądnych poziomach — powiedziała.

Jak dodała, logistycznie nie każdy zakład w Polsce ma komfortowy dostęp do tego surowca. W przypadku Bodaczowa transport kolejowy nie jest idealnym rozwiązaniem, więc większe znaczenie mają samochody.

— To nie jest łatwy towar do kupienia. Rynek stał się mało płynny, a zrywy handlowe są chwilowe. Trzeba będzie ten towar szukać za wszelką cenę — zaznaczyła.

Przetwórcy nie chcą trzymać się tylko MATIF-u

Dyskusja dotknęła także cen i modeli sprzedaży. Anna Bykowska z ADM Direct Polska przypomniała, że nie wszystko da się dziś opisać prostym odniesieniem do giełdy MATIF.

— Patrząc na twarde dane, rzepaku nie zabraknie. Jesteśmy w komfortowej sytuacji globalnie, ale konflikty zbrojne, ceny paliw i El Niño będą wyznaczać ceny w nadchodzącym sezonie — oceniła.

Jej zdaniem w tym roku premie do MATIF-u mogą być nadal wysokie, choć wiele zależy od napływu importu.

— Jeśli towar przypłynie statkami albo przyjedzie pociągami, na pewno obniży to premie w kraju — podkreśliła.

Rolnicy chcą bezpieczeństwa, nie spekulacji

Z drugiej strony rolnicy coraz częściej oczekują nie tylko dobrej ceny, ale przede wszystkim bezpieczeństwa transakcji. Jak zauważył Arkadiusz Gasidło, preferowane są dziś umowy 70/30 lub depozytowe, w których rozliczenie następuje w późniejszym terminie.

— Rolnicy przede wszystkim oczekują bezpieczeństwa i dobrych cen — powiedział.

To pokazuje, że rynek coraz mniej przypomina prosty handel „z pola do zakładu”, a coraz bardziej opiera się na elastycznych modelach rozliczeń i przechowywania.

Alternatywy: soja i słonecznik wchodzą do gry

W debacie nie zabrakło też tematu roślin alternatywnych. Juliusz Młodecki przypomniał, że Polska ma dziś zasiane 103 tys. ha soi i 85 tys. ha słonecznika. Jego zdaniem te uprawy będą zyskiwać na znaczeniu, ale nie zastąpią rzepaku.

— Soja ma zapotrzebowanie, słonecznik jest alternatywą na słabszych glebach i przy niedoborze wody. Ale bez odpowiedniej skali nie będzie w Polsce przetwórstwa na poziomie opłacalnym — mówił.

Nowe zakłady i nowe moce przerobowe

Agnieszka Smarzewska z grupy Woźniak przedstawiła z kolei inwestycję w Lasocicach, gdzie powstaje zakład Estoria Plant.

— Będzie przerabiał 165 tys. ton soi rocznie oraz 280 tys. ton rzepaku rocznie — poinformowała.

To kolejny sygnał, że krajowy przemysł tłuszczowy nie zwalnia i nadal będzie szukał surowca zarówno w kraju, jak i poza nim.

Ceny rzepaku: 2200–2300 zł/t i walka o surowiec

W końcowej części debaty padły także pierwsze prognozy cenowe. W ocenie ekspertów sezon może rozpocząć się na poziomie zbliżonym do poprzedniego, ale wiele zależy od pogody w ostatnich tygodniach przed żniwami.

Agnieszka Kotarska oceniła, że w złotówkach ceny mogą być podobne do zeszłorocznych, a kurs walutowy może dodatkowo działać na korzyść sprzedających.

Z kolei Arkadiusz Gasidło wskazał, że w jego ocenie bazowa cena może wynieść około 2200 zł/t, a w spokojniejszym okresie jesiennym nawet 2200–2300 zł/t z gospodarstwa.

— Niezależnie od wysokości ceny rynek nie będzie płynny. Spodziewam się mocnej walki firm handlowych o zakup surowca w żniwa — zaznaczył.

Wnioski: rzepaku zabraknie, ale rynek nie odpuści

Debata pokazała jasno: rzepak pozostaje uprawą strategiczną, ale jego produkcja w Polsce nadal nie nadąża za potrzebami przemysłu. Presja chorób i szkodników, problemy z ochroną, nierówny przebieg pogody oraz rosnący popyt na surowiec sprawiają, że import będzie koniecznością.

Jednocześnie rynek nie wygląda na spokojny. Wręcz przeciwnie — jak ocenili uczestnicy dyskusji — najbliższe miesiące przyniosą walkę o towar, zmienność cen i dużą rolę kontraktów oraz elastycznych modeli sprzedaży.

Bartłomiej Czekała

Bartłomiej Czekała
Autor Artykułu:Bartłomiej Czekała
Pozostałe artykuły tego autora
Masz pytanie lub temat?Napisz do autora
POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ
14. lipiec 2026 21:10