Rynek tuczników znów pokazuje brutalną twarz. Po tąpnięciu dwa tygodnie temu niemiecka VEZG utrzymała cenę na poziomie 1,50 euro/kg wbc w klasie E, czyli ok. 6,37 zł. To jednak stabilizacja tylko z nazwy, bo dla producentów świń ta stawka nadal oznacza głęboką stratę i coraz większą frustrację.
Jeszcze mocniej widać to w Polsce. Z naszej cotygodniowej sondy wynika, że średnia cena żywca to obecnie 4,30 zł/kg, a średnia stawka za wbc w klasie E – 5,68 zł/kg. Podobny poziom, 4,35 zł/kg, wskazała także analiza WIR. Brzmi źle? Bo jest jeszcze gorzej: w niektórych punktach skupu żywiec kupowany jest nawet poniżej 4 zł/kg. Dla wielu gospodarstw to już nie jest granica opłacalności, ale zwykła walka o przetrwanie.
Duuużo pod kreską!
Analitycy Izby policzyli, ile powinien kosztować tucznik, by pokryć bieżące koszty produkcji. W modelu opartym na zbożach z zakupu wychodzi niespełna 7,70 zł netto/kg wagi żywej. Gdy w grę wchodzą zboża własne, próg rośnie do ponad 8,30 zł netto/kg. Oznacza to jedno: obecne ceny pokrywają zaledwie około połowy realnych nakładów ponoszonych przez rolników.
To nie jest chwilowy dołek, ale efekt narastającej presji. Duzi gracze w Europie, zwłaszcza Hiszpania, zmagają się z problemami eksportowymi i nadwyżki przerzucają na rynek UE. Efekt? Jeszcze większa presja cenowa, także w Polsce.
Na krajowym rynku panuje chaos i przerażenie. W wielu zakładach i punktach skupu stawki nadal krążą wokół 5,70–5,80 zł/kg, a nierzadko są jeszcze niższe. Sytuacja producentów świń robi się coraz bardziej dramatyczna. Brakuje rynków zbytu poza UE, globalna konkurencja rośnie, a krajowy popyt nie daje żadnego wsparcia. Jeśli nic się nie zmieni, druga połowa 2026 roku może być dla branży wyjątkowo bolesna. To już nie ostrzeżenie. To sygnał alarmowy.
