Zdaniem Jacka Strzeleckiego, analityka rynków rolnych, takie myślenie nie tylko nie odpowiada realiom współczesnego handlu, ale może także osłabiać pozycję polskich producentów na światowych rynkach.
Eksport stał się jednym z filarów rozwoju krajowego sektora rolno-spożywczego. Dla wielu branż sprzedaż zagraniczna jest dziś podstawowym kierunkiem rozwoju, ale jednocześnie oznacza konieczność funkcjonowania według zasad światowego rynku.
O cenach produktów coraz częściej decydują globalna podaż i popyt, kursy walut oraz międzynarodowa konkurencja, a nie krajowe decyzje polityczne.
Jak zauważa w rozmowie z top agrar Polska Jacek Strzelecki, część środowiska rolniczego nadal ma problem z zaakceptowaniem realiów współczesnego rynku. – Albo mamy wolny rynek, albo mamy system centralnego planowania. Ten system skończył się dawno temu – podkreśla.
Państwo nie zastąpi rynku
Powracające postulaty interwencyjnego skupu zbóż pokazują, że wielu producentów nadal oczekuje działań, które miałyby stabilizować ceny. Zdaniem eksperta takie rozwiązania są jednak nierealne.
Minister rolnictwa nie może dowolnie ingerować w rynek, ponieważ obowiązują go przepisy krajowe i unijne dotyczące pomocy publicznej. Skup produktów rolnych może być prowadzony jedynie w wyjątkowych sytuacjach kryzysowych i na ściśle określonych zasadach, a nie jako narzędzie wpływania na ceny rynkowe.
To oznacza, że przyszłość polskiego rolnictwa będzie w coraz większym stopniu zależeć od konkurencyjności producentów, a nie od administracyjnych interwencji.
Eksport to nie tylko rekordowa wartość sprzedaży
Zdaniem Strzeleckiego wyniki eksportu warto analizować ostrożnie. Rosnąca wartość sprzedaży zagranicznej nie zawsze oznacza bowiem, że Polska eksportuje więcej żywności.
Jak wyjaśnia ekspert, na ostateczne wyniki znacząco wpływają kursy walut. Zdarza się, że przy mniejszym wolumenie sprzedaży eksporterzy osiągają wyższe przychody dzięki korzystnemu kursowi euro. Dlatego, oceniając kondycję eksportu, należy analizować zarówno jego wartość, jak i ilość sprzedawanych produktów.
Największym problemem jest brak wiary we własną siłę
Najmocniej w rozmowie wybrzmiewa jednak krytyka sposobu, w jaki w Polsce mówi się o eksporcie. Zdaniem Strzeleckiego krajowa debata zbyt często koncentruje się na zagrożeniach płynących z importu, zamiast podkreślać sukcesy polskich producentów: – Posługujemy się strachem. Ciągle się czegoś obawiamy. To jest niezrozumienie naszej pozycji.
Ekspert przekonuje, że Polska wypracowała bardzo silną pozycję na europejskim rynku żywności, czego najlepszym przykładem jest branża drobiarska.
– Jesteśmy największym producentem drobiu w Unii Europejskiej. Połowę swojej produkcji eksportujemy. To chyba raczej Brazylia musi obawiać się nas, a nie my Brazylii – uważa.
Podobnie ocenia perspektywy innych sektorów, m.in. mleczarstwa oraz branży owocowo-warzywnej. Jego zdaniem polska żywność od lat skutecznie konkuruje zarówno na rynku unijnym, jak i poza Europą, dlatego budowanie narracji o ciągłym zagrożeniu ze strony importu nie znajduje uzasadnienia.
Na światowych rynkach wygrywa ten, kto produkuje taniej
Silna pozycja eksportowa nie oznacza jednak, że polskie rolnictwo może spocząć na laurach. Według Strzeleckiego najbliższe lata będą okresem coraz ostrzejszej konkurencji cenowej.
Jakość produktów pozostaje ważnym atutem, ale coraz częściej nie wystarcza do zdobycia przewagi rynkowej. O sukcesie decydują przede wszystkim koszty produkcji.
Ekspert wskazuje, że producenci powinni koncentrować się na poprawie efektywności, natomiast państwo powinno wspierać konkurencyjność poprzez tworzenie lepszych warunków prowadzenia działalności – przede wszystkim ograniczanie kosztów energii i innych obciążeń wpływających na opłacalność produkcji.
Nie da się eksportować i jednocześnie zamknąć rynku
Strzelecki zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt, który często umyka w publicznej dyskusji. Kraj nastawiony na eksport musi jednocześnie akceptować obecność produktów z zagranicy.
Próby administracyjnego ograniczania importu mogłyby w krótkim czasie uderzyć właśnie w polskich eksporterów, dla których dostęp do zagranicznych rynków jest podstawą dalszego rozwoju.
– Nie da się eksportować z naszego rynku, nie godząc się jednocześnie na import z innych rynków. Bardzo szybko obróciłoby się to przeciwko nam i przyniosło ogromne straty ekonomiczne.
Polski eksport potrzebuje większej pewności siebie
W ocenie Jacka Strzeleckiego Polska nie ma dziś problemu z jakością żywności ani z jej rozpoznawalnością na rynkach zagranicznych. Znacznie większym wyzwaniem pozostaje utrzymanie konkurencyjnych kosztów produkcji oraz zmiana sposobu myślenia o własnym potencjale.
Paradoks polega na tym, że kraj, który od lat skutecznie zdobywa kolejne rynki eksportowe, wciąż zbyt często przedstawia siebie jako uczestnika zagrożonego zagraniczną konkurencją.
Tymczasem przyszłość polskiego sektora rolno-spożywczego będzie zależeć nie od oczekiwania kolejnych interwencji państwa, lecz od dalszego wzmacniania konkurencyjności i konsekwentnego wykorzystywania silnej pozycji, którą polscy producenci wypracowali na międzynarodowych rynkach.
Krzysztof Zacharuk
