StoryEditor

Grad nie pyta o zgodę. Rolnicy tracą plony w minutę, a Polska nadal nie ma tarczy ochronnej!

Jedna burza wystarczy, by z pięknego pola zostały połamane łodygi, porwane liście i cisza zamiast plonu. Dla wielu rolników grad nie jest już „nieszczęśliwym przypadkiem”, lecz realnym zagrożeniem, które może zniszczyć miesiące pracy w kilka minut. Mimo to Polska wciąż nie ma spójnego systemu ochrony przeciwgradowej. I właśnie to staje się dziś problemem większym niż sama burza.

09.07.2026., 21:09h

Coraz częstsze ekstremalne zjawiska pogodowe uderzają w polskie rolnictwo z coraz większą siłą. Gwałtowne burze, gradobicia i deszcze nawalne z 30 czerwca i 1 lipca spustoszyły gospodarstwa w gminach Lipno i Krzywiń. Minister rolnictwa Stefan Krajewski zapowiedział przyspieszenie szacowania strat i uruchomienie pomocy dla poszkodowanych rolników.

„Patrzysz na pole i wiesz, że nie zbierzesz już nic”

Dla rolnika grad i ulewa nie są już tylko „niespodzianką pogody”. To często kilka minut, które przekreślają cały sezon pracy. Po przejściu żywiołu zostają połamane rośliny, wybite łany, stojąca woda i bezradność.

Tak właśnie wyglądała sytuacja w gminie Lipno (Wielkopolska), gdzie - jak informuje resort rolnictwa - żywioł dotknął około 75 proc. wszystkich użytków rolnych. Szkody przekraczające 70 proc. wystąpiły na powierzchni około 4560 ha u blisko 200 rolników.

Najbardziej ucierpiały zboża, rzepak, kukurydza, buraki i warzywa.

Lipno i Krzywiń najbardziej poszkodowane w Wielkopolsce

Największe zniszczenia odnotowano w gminach Lipno i Krzywiń. W tej drugiej gminie szkody objęły około 42 proc. użytków rolnych. Szczególnie duże straty wystąpiły w uprawach kukurydzy, gdzie na części pól zalegająca woda sięgała miejscami nawet 1,2 m.

To pokazuje skalę problemu, z którym coraz częściej mierzą się rolnicy - nie chodzi już o pojedyncze uszkodzenia, ale o realne zagrożenie dla całej produkcji.

Minister Krajewski: trzeba jak najszybciej uruchomić pomoc

W poszkodowane gospodarstwa przyjechał minister rolnictwa i rozwoju wsi Stefan Krajewski, który spotkał się z rolnikami z gminy Lipno oraz przedstawicielami samorządów i administracji odpowiedzialnej za szacowanie szkód.

- Zależy nam na tym, żeby jak najsprawniej powstały protokoły szacowania szkód. To pozwoli uruchomić pomoc. Będę robił wszystko, żeby środki trafiły do poszkodowanych gospodarstw jak najszybciej - powiedział minister.

Podkreślił też, że tempo uruchomienia wsparcia zależy od sprawnego zakończenia szacowania strat.

„Nie chcę obiecywać rzeczy, których nie da się zrealizować”

Szef resortu rolnictwa zapowiedział również działania zmierzające do jak najszybszego przekazania zaliczek płatności bezpośrednich oraz środków pomocowych. Jednocześnie zaznaczył, że nie chce składać obietnic bez pokrycia.

— Nie chcę składać obietnic, których później nie będzie można zrealizować. Wolę mówić o rozwiązaniach, które rzeczywiście jesteśmy w stanie wdrożyć i konsekwentnie realizować — zaznaczył Stefan Krajewski.

Potrzebna nie tylko pomoc po klęsce, ale także lepsza ochrona

Każda taka nawałnica kończy się podobnie: stratami w plonie, nerwami i pytaniem, czy pomoc przyjdzie na czas. Rolnicy mogą liczyć na wsparcie po szkodzie, ale coraz częściej pojawia się też pytanie o prewencję - o systemy, które pozwolą chronić produkcję zanim zniszczy ją kolejna burza.

Bo dla rolnika to nie jest tylko „stracony plon”. To miesiące pracy, koszty, kredyt, plan na cały sezon i często byt całego gospodarstwa.

Grad coraz częściej uderza w całe rolnictwo

Problem nie dotyczy tylko upraw takich jak zboża, rzepak, kukurydza, warzywa polowe czy inne uprawy towarowe. Ogromne straty gradowe notują co roku także właściciele sadów i plantacji jagodowych, a tam czesto szkody są najbardziej widoczne. To jest coraz większy problem całego rolnictwa. A wraz z rosnącą liczbą ekstremalnych zjawisk pogodowych staje się on coraz bardziej dotkliwy. Grad pojawia się częściej, gwałtowniej i niszczy intensywniej niż jeszcze kilka lat temu.

Inne kraje już działają. Polska wciąż liczy straty

W wielu państwach ochrona przed gradem nie jest już tematem teoretycznym, lecz elementem zwykłej infrastruktury rolniczej.

Mołdawia utrzymuje państwowy system aktywnej walki z gradem oparty na rakietach przeciwgradowych, zarządzany przez jednostkę podległą resortowi rolnictwa. System obejmuje 132 stanowiska startowe, ponad 2 tysiące rakiet w zapasie i chroni około 1,6–1,7 mln hektarów gruntów rolnych. Koszt? Około 3 euro za hektar rocznie.

To pokazuje, że ochrona przed gradem nie musi być luksusem. Może być po prostu narzędziem ochrony produkcji żywności.

Rakiety, siatki, generatory. Świat nie czeka na cud

Różne kraje wybrały różne rozwiązania, ale wspólny wniosek jest jeden: z gradem trzeba walczyć, a nie tylko po nim liczyć szkody:

  • Rumunia korzysta z rakiet z jodkiem srebra.
  • Bułgaria rozwija system rakietowy na dużą skalę.
  • Francja stawia głównie na naziemne generatory jodku srebra.
  • Niemcy częściej wybierają siatki przeciwgradowe i ubezpieczenia.
  • Austria i Włochy rozwijają rozwiązania lotnicze oraz siatkowe.

Technologie są różne, ale logika wszędzie ta sama: lepiej chronić plon, niż później tylko liczyć straty.

Ubezpieczenie nie zatrzyma gradu

Ubezpieczenia są potrzebne, ale nie rozwiązują problemu. Nie zatrzymują burzy, nie osłaniają pola i nie ratują plonu w momencie uderzenia. Owszem, rozkładają skutki finansowe szkód. Ale nie chronią tego, co dla rolnika najważniejsze: plonu, czasu i kosztów włożonych w produkcję. Dlatego sama wiara w odszkodowanie to za mało.

Polska już miała wiedzę i ludzi

To nie jest tak, że w Polsce nigdy nie próbowano budować takich rozwiązań. W latach 60. w krakowskim oddziale PIHM działała Pracownia Rakietowych Sondowań Atmosfery. Zespół Jacka Walczewskiego i Andrzeja Ksyka opracował rakiety RASKO.

Czyli: była wiedza, byli specjaliści, była technologia. Nie udało się natomiast zbudować trwałego systemu.

I to jest właśnie największy problem - nie brak możliwości, ale brak decyzji.

Państwo powinno chronić plony tak samo jak drogi czy wały

Jeśli państwo potrafi inwestować w infrastrukturę drogową, ochronę przeciwpowodziową i systemy alarmowe, powinno również umieć chronić produkcję żywności przed jednym z najbardziej niszczycielskich zjawisk pogodowych.

Zwłaszcza tam, gdzie stawka jest wysoka: w zagłębiach sadowniczych, warzywniczych i na dużych areałach produkcyjnych. Dla takich regionów jak Grójec, Sandomierz czy inne intensywne obszary rolnicze to nie jest temat poboczny. To kwestia bezpieczeństwa gospodarczego.

Grad nie czeka. A rolnik zostaje sam

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że grad nie daje czasu na reakcję. Nie pyta, czy niszczy jabłonie, borówki, rzepak czy pszenicę. Po prostu przechodzi przez pole i zostawia po sobie pustkę. A jeśli Państwo Polskie nadal nie ma na to odpowiedzi, rolnicy mają prawo czuć, że zostali z tym sami. Dobrze, że minister Krajewski obiecał poszkodowanym pomoc i oby ją otrzymali. Ale tu potrzebna jest pomoc systemowa, a nie doraźna. Nie interwencja, a prewencja. Działanie nie po szkodzie, a przed szkodą.

Bartłomiej Czekała

Bartłomiej Czekała
Autor Artykułu:Bartłomiej Czekała
Pozostałe artykuły tego autora
Masz pytanie lub temat?Napisz do autora
POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ
09. lipiec 2026 23:01