Rekord na świecie, ale rynek nie będzie wolny od napięć
Gasidło podkreślał, że obecna sytuacja na rynku jest wyjątkowa. Z jednej strony mamy rekordową światową produkcję nasion oleistych, z drugiej rosnący popyt na oleje roślinne i dynamiczny rozwój biopaliw.
- Obecnie rynek rzepaku znajduje się w bardzo interesującym miejscu. Mamy jednocześnie rekordową światową produkcję, rekordowy popyt na oleje roślinne, dynamiczny rozwój biopaliw, jak również rosnące znaczenie geopolityki oraz energii na ceny surowców rolnych - mówił ekspert Bielmaru.
Według jego prognoz globalna produkcja rzepaku w sezonie 2026/2027 ma sięgnąć blisko 97 mln ton, co byłoby historycznym maksimum i wynikiem o 1,4 mln ton wyższym niż przed rokiem.
Unia Europejska stabilna, ale zależna od importu
W Unii Europejskiej sytuacja ma być znacznie spokojniejsza niż na innych rynkach, choć nadal uzależniona od dostaw z zewnątrz. Gasidło ocenił, że produkcja unijna powinna wynieść 20,5–20,7 mln ton, a to oznacza wysoki poziom importu, który pozostanie potrzebny także w nowym sezonie.
- Nasz lokalny rynek, czyli Unii Europejskiej, będzie bardzo stabilnym rynkiem, jeśli chodzi o produkcję - zaznaczył.
Jego zdaniem kluczowe będzie nie tylko to, ile rzepaku zbierzemy w Europie, ale również jak będzie się rozwijał przerób, popyt na biodiesel i ceny ropy naftowej.
Biopaliwa mogą wyznaczać kierunek cen
Jednym z najmocniejszych wątków wystąpienia był wpływ biopaliw na rynek oleistych. Gasidło wskazywał, że rosnące ceny energii i ropy mogą skłaniać kolejne państwa do wprowadzania obowiązkowego blendingu.
- Popyt na biopaliwa coraz bardziej determinuje produkcję oleju roślinnego. Ma to też związek z wydarzeniami na Bliskim Wschodzie, gdzie wzrost cen ropy powoduje, że państwa zaczynają mocniej zastanawiać się nad obowiązkowym blendingiem - mówił.
Przykładem mają być m.in. Australia i Stany Zjednoczone, gdzie kierunek zmian jest już wyraźny, nawet jeśli punkt wyjścia jest różny.
Kanada i Australia pod znakiem zapytania
Największe ryzyka dla rynku Gasidło wiąże z dwoma kluczowymi eksporterami: Kanadą i Australią. W obu krajach problemy pojawiły się już na etapie siewów.
W Kanadzie przeszkodą była przedłużająca się zima i zamarznięta, nadmiernie wilgotna gleba. W Australii z kolei rolnicy mierzą się z suszą i trwającym jeszcze siewem.
- To są dwa duże czynniki ryzyka cenowego - podkreślił ekspert.
Prognozy dla Kanady wahają się od 19,2 mln ton w ostrożniejszych szacunkach do 22 mln ton według USDA. Australia ma natomiast zebrać od 6,2 do 6,8 mln ton, wyraźnie mniej niż rekordowe 7,7 mln ton rok wcześniej.
Chiny, Indie i Rosja także zmieniają układ sił
W globalnym bilansie coraz większą rolę odgrywają również Chiny, które produkują około 16 mln ton rzepaku rocznie, ale zużywają nawet 20 mln ton. To sprawia, że pozostają dużym importerem.
Z kolei Indie utrzymują stabilną produkcję na poziomie 11–12 mln ton, pozostając jednym z największych importerów olejów roślinnych. Gasidło zwrócił też uwagę na Rosję, gdzie produkcja rzepaku w trzy lata wzrosła o 70 proc.
- To fenomen, jeśli chodzi o tempo wzrostu - ocenił.
Rumunia może być game changerem dla Polski
W Europie jednym z najważniejszych pozytywnych elementów ma być Rumunia. Według prognoz tamtejsze zbiory mogą wynieść około 3 mln ton, a nadwyżka eksportowa sięgnie 1,5 mln ton.
Gasidło nie ukrywał, że właśnie ten kierunek może być kluczowy także dla Polski.
— Rumunia to game changer. Część tego rzepaku trafi do Polski, kontrakty są już zawarte — mówił.
W jego ocenie niemiecki i rumuński surowiec pomogą zrekompensować słabszy sezon w Polsce, choć nie rozwiążą całego problemu.
Polska z niższym areałem i słabszym plonem
Najmocniejszy sygnał ostrzegawczy dotyczy właśnie Polski. Gasidło wskazał, że areał rzepaku w kraju może spaść do 1–1,05 mln ha, a średni plon obniżyć się do ok. 3 t/ha lub nieznacznie powyżej.
W efekcie zbiory mogą wynieść 3–3,2 mln ton, czyli o ok. 400 tys. ton mniej niż rok wcześniej.
- Polska jest najsłabszym ogniwem. Mamy deficyt rzepaku i on się pogłębia - zaznaczył.
Jego zdaniem krajowy rynek coraz wyraźniej zbliża się do parytetu importowego, a to oznacza konieczność poszukiwania surowca poza granicami.
Ukraina tłoczy coraz więcej, eksport nasion spada
Osobny blok wystąpienia dotyczył Ukrainy, która - jak podkreślał Gasidło - przechodzi z modelu eksportu surowca na model przetwórczy. Po wprowadzeniu 10-procentowego cła na nasiona rzepaku kraj ten ma jeszcze mocniej kierować surowiec do własnych tłoczni.
- Ukraina de facto przestaje być eksporterem prostych surowców rolnych, idzie w marże i przerób - mówił.
W tym sezonie przerób rzepaku na Ukrainie ma wynieść około 1,5 mln ton, a w kolejnym może zbliżyć się do 2 mln ton. To oznacza, że na unijny rynek coraz częściej będzie trafiał olej rzepakowy, a nie same nasiona.
W Polsce deficyt będzie wymuszał import
Na końcu Gasidło nie pozostawił wątpliwości: import rzepaku do Polski będzie koniecznością, niezależnie od tego, czy branży to się podoba, czy nie.
- Import będzie konieczny. Pytanie tylko, z jakich kierunków - podsumował.
W jego ocenie kolejne sezony będą coraz bardziej zależne od przepływów handlowych z Rumunii, Niemiec, Kanady czy Australii, ale też od rozwoju sytuacji na Ukrainie i decyzji politycznych dotyczących handlu.
Bartłomiej Czekała
Fot. Czekała
