Rozmowa odbyła się podczas VIII Giełdy Rzepaczano-Zbożowej. Kowalski podkreślał, że sytuacja w hodowli nadal jest trudna, jednak sam rynek paszowy pozostaje stabilny i ma przestrzeń do dalszego rozwoju.
Choroby w hodowli hamują rynek, ale nie zatrzymują wzrostu
Zdaniem przedstawiciela De Heus Polska końcówka poprzedniego roku przyniosła więcej niepewności, niż ostatecznie się zmaterializowało. Branża obawiała się skutków ptasiej grypy i pomoru, które mogły silnie uderzyć w produkcję zwierzęcą i popyt na pasze.
- Zapowiadało się dużo gorzej. Mieliśmy dość dynamiczną sytuację związaną z ptasią grypą i pomorem. Mieliśmy mieć spadek 3–4 proc. produkcji pasz, a skończyło się niewielkim wzrostem, niecały 1 proc. - mówił Kowalski.
Jego zdaniem także nowy sezon nie powinien przynieść większych spadków. De Heus zakłada raczej kontynuację dodatniego trendu, choć już bez wcześniejszej dynamiki.
- W tym roku jestem optymistą i nie zakładam takich spadków jak w czerwcu poprzedniego roku - zaznaczył.
Bydło, trzoda i drób wciąż napędzają sprzedaż pasz
Kowalski zwrócił uwagę, że mimo spadku pogłowia trzody chlewnej sprzedaż pasz w Polsce nadal rośnie. Jednym z powodów jest zmiana sposobu żywienia zwierząt, szczególnie w przypadku trzody i bydła, gdzie coraz częściej stosuje się pasze suche.
- Bydło, trzoda. Mimo spadku pogłowia w trzodzie zakładam, że sprzedaż pasz jednak rośnie. Obserwujemy tę samą tendencję - mówił.
W jego ocenie potencjał wzrostu nadal istnieje, zwłaszcza w branży drobiarskiej, choć tu także rynek jest ograniczany przez choroby i niepewność epizootyczną.
Wzrost już nie tak szybki jak kiedyś
Przedstawiciel De Heus Polska zaznaczył jednak, że tempo wzrostu sprzedaży pasz nie będzie już przypominało lat, gdy rynek rósł o 5–6 proc. rocznie.
- Myślę, że w dłuższej perspektywie czasu zakładam wzrost. Natomiast to już nie będzie wzrost rzędu 5–6 proc., tak jak w latach poprzednich - wyjaśnił.
Jak dodał, wraz z dojrzewaniem rynku procentowa dynamika spadnie, choć wolumenowo nawet 1 proc. wzrostu na dużym rynku oznacza dziś więcej niż dawniej.
To oznacza, że rynek paszowy w Polsce raczej nie wystrzeli, ale wciąż będzie się rozwijał.
Pszenica konsumpcyjna coraz bliżej paszowej
W rozmowie pojawił się także temat zbóż i ich znaczenia dla rynku paszowego. Kowalski zwrócił uwagę, że w końcówce sezonu jakość ziarna nie powinna się znacząco pogorszyć, ponieważ prognozy pogody nie wskazują większych zagrożeń.
- Prognoza pogody nie pokazuje niczego niepokojącego, widzimy suchy i gorący okres, więc nie zakładam tego, żeby jakość zbóż się pogorszyła - mówił.
Jego zdaniem w nowym sezonie można raczej oczekiwać większego udziału pszenicy konsumpcyjnej, a różnica cenowa między nią a pszenicą paszową będzie niewielka.
- Będziemy konkurować na niewielkiej różnicy pomiędzy pszenicą konsumpcyjną a pszenicą paszową - ocenił.
Dla firm paszowych oznacza to konieczność bardzo precyzyjnego monitorowania rynku i szybkiego reagowania na zmiany jakości surowca.
Rolnicy nadal sprzedają falowo
Jednym z ważniejszych wątków rozmowy była także gotowość rolników do sprzedaży ziarna. Kowalski przyznał, że polski rynek zbóż nie jest jeszcze tak dojrzały jak rynki zachodnie, gdzie handel odbywa się regularnie i przewidywalnie.
- Polski rynek nie jest tak dojrzały jak na Zachodzie, gdzie ten handel odbywa się regularnie. My mamy swoje kotwice cenowe - mówił.
Jak zauważył, wielu rolników nadal czeka na cenowe „górki”, co bywa ryzykowne. Dlatego, jego zdaniem, lepszym rozwiązaniem jest rozłożenie sprzedaży na kilka etapów.
- Jeśli rolnik ma 200 ton do sprzedania i 100 ton sprzeda teraz, a 100 zostawi, to przy wzroście ceny będzie zadowolony, że część sprzedał, a przy spadku - że część zachował - tłumaczył.
Według Kowalskiego w nadchodzącym sezonie podaż będzie nadal falowa, co może utrudniać część zakupów, ale jest typowe dla polskiego rynku.
Rynek paszowy ma potencjał, ale bez wielkich fajerwerków
Podsumowując, przedstawiciel De Heus Polska ocenia, że rynek paszowy w Polsce nadal będzie rósł, choć już wyraźnie wolniej niż w ostatnich latach. Sprzyja temu rozwój produkcji zwierzęcej, zmiana sposobu żywienia i duża skala rynku. Ograniczeniem pozostają jednak choroby w hodowli, mniejsza dynamika wzrostu i wciąż mało przewidywalne zachowania sprzedażowe rolników.
Bartłomiej Czekała
Fot. Szymon Śliwiński
