Wojna na Bliskim Wschodzie, drożejąca ropa i gaz. Co to znaczy dla cen zbóż, rzepaku i nawozów? Analizuje to nasz rynkowy ekspert - dr Juliusz Urban.
Krajowy rynek zbóż: pozorny spokój i coraz ciaśniejszy rynek
Zdaniem dra Juliusza Urbana, krajowy rynek zbóż w ostatnich tygodniach wyraźnie wyhamował, jeśli chodzi o dynamikę zmian cen i wolumenów obrotu. Ekspert zwraca uwagę, że po okresie ożywienia handlu nastąpiło wyraźne przygaszenie aktywności.
Jak relacjonuje, skupujący mówią dziś o „większym uspokojeniu” rynku.
- Już niby się w handlu ruszało, a teraz znowu ruch przygasł. Ceny zmieniają się bardzo nieznacznie – podkreśla Urban. W jego ocenie nie oznacza to jednak, że rynek zbóż wszedł w fazę stabilizacji, lecz raczej, że pozostaje w zawieszeniu pomiędzy chęcią sprzedaży a niepewnością co do opłacalności.
W przypadku pszenicy konsumpcyjnej obserwowany jest niewielki, ale konsekwentny trend wzrostowy. W ciągu dwóch tygodni średnia cena tego zboża wzrosła o 4 zł, osiągając obecnie poziom około 723 zł za tonę, przy czym skupy i młyny oferują rolnikom za pszenicę o zawartości białka 12,5% od 690 do 770 zł za tonę. Urban zwraca uwagę, że są to ruchy bardziej kosmetyczne niż przełomowe, jednak mogą świadczyć o stopniowym równoważeniu się podaży i popytu.
Wolniej, a w ostatnim tygodniu wręcz bez widocznych zmian, zachowuje się pszenica paszowa. Tu średnia cena ustabilizowała się na poziomie około 683 zł za tonę, a oferty skupu mieszczą się w przedziale 640–730 zł. Różnice między zbożem konsumpcyjnym a paszowym nie są duże, co może skłaniać część gospodarstw do elastycznego podejścia do kierunku sprzedaży w zależności od parametrów jakościowych partii.
Przenżyto, żyto i owies bez turbulencji
Po okresie spadków pszenżyto wreszcie zatrzymało zniżkę, a notowana w ostatnich dniach, choć symboliczna, podwyżka o złotówkę tony sygnalizuje pierwszą próbę odbicia.
- Nieznaczna podwyżka nie była w stanie skorygować wcześniejszych spadków, bo wcześniej cena spadła o 3 zł, ale wraca nadzieja na bardziej opłacalny handel pszenżytem – komentuje Urban. Średnia cena wynosi obecnie około 621 zł za tonę, a rozpiętość ofert – od 560 do 670 zł – pokazuje, jak silnie lokalne uwarunkowania wpływają dziś na wycenę tego zboża.
Najwięcej optymizmu analityk dostrzega w notowaniach żyta, które po korekcie w połowie lutego praktycznie nieprzerwanie idzie w górę. W ostatnim tygodniu wzrost wyniósł 4 zł, a w perspektywie dwóch tygodni łącznie 8 zł na tonie. Średnio żyto skupowane jest dziś po około 572 zł, przy cenach od 520 do 640 zł w zależności od regionu i punktu skupu. Urban podkreśla, że żyto, często traktowane po macoszemu, w obecnych realiach zaczyna odgrywać coraz ważniejszą rolę w strukturze zasiewów i sprzedaży, szczególnie tam, gdzie gleby są słabsze.
Nieco inną dynamikę prezentuje rynek owsa, na którym wahania są wprawdzie widoczne, ale ich skala nie budzi nadmiernych emocji. Po trzyzłotowym wzroście w poprzednim tygodniu obecnie notowana jest symboliczna korekta o złotówkę w dół, co daje średnią cenę około 511 zł za tonę i przedział ofert 460–580 zł.
Kukurydza odreagowuje rynek
W przypadku kukurydzy dr Urban mówi wprost o „zwykłym rynkowym odreagowaniu”. Po mocnym, jedenastozłotowym skoku w jednym z wcześniejszych tygodni, obecnie cena obniżyła się o 2 zł, co sprowadziło średnią cenę suchego ziarna do około 718 zł za tonę. To wciąż poziom nieznacznie niższy niż w przypadku pszenicy konsumpcyjnej, ale wystarczający, by kukurydza pozostawała atrakcyjną alternatywą w strukturze produkcji. W skupach rolnicy otrzymują za nią obecnie od 670 do 760 zł za tonę.
Rzepak pod presją ropy naftowej: silne wzrosty, ale paliwo do nich nie jest nieograniczone
Znacznie bardziej dynamiczny obraz wyłania się z rynku rzepaku, który w ostatnich tygodniach był jednym z głównych beneficjentów wzrostu cen ropy naftowej i napięć na Bliskim Wschodzie. Dr Juliusz Urban mówi wręcz o „sporym wstrząsie” i „mocnym podskoku” cen tego surowca.
Średnia cena rzepaku w firmach handlowych zwiększyła się w ostatnim tygodniu aż o 37 zł, osiągając poziom około 2073 zł za tonę. Jest to efekt zarówno wzrostów na giełdzie Matif, jak i ograniczonej podaży z towaru starego, który systematycznie znika z magazynów. Co istotne, obraz rynku nie jest jednolity – wciąż są skupy, które od jesieni utrzymują ceny na poziomie 1900–1950 zł, jednak przetwórcy płacą znacznie więcej, bo od 2100 do 2250 zł za tonę, i to na warunkach bez dodatkowych dopłat.
Silne wzrosty notowań rzepaku na giełdach światowych są zdaniem Urbana naturalną reakcją na skok cen ropy naftowej, ponieważ część nasion trafia do produkcji biopaliw. W jego ocenie ten wektor wsparcia nie będzie jednak działał w nieskończoność.
- Jeśli nie zmieni się już znacznie kurs ropy naftowej, to widać, że dla rosnących notowań rzepaku to paliwo się wyczerpało. Wczoraj ropa jeszcze drożała, a rzepak staniał – zauważa. Zwraca przy tym uwagę, że notowania starego rzepaku na Matifie zbliżają się do psychologicznej granicy 500 euro za tonę, której – w jego przekonaniu – rynek długo nie utrzyma.
Na horyzoncie pojawia się już nowy sezon, a wraz z nim pytania o skalę ewentualnych strat zimowych w uprawach rzepaku w Europie.
- Wciąż nie mamy jasności, czy i jakich obszarów dotyczyć mogły straty zimowe – podkreśla ekspert. To dodatkowy element niepewności, który może w kolejnych tygodniach wpływać na decyzje rolników o sprzedaży pozostałego towaru oraz na politykę kontraktowania nowego zbioru.
Matif, Chicago i polskie podwórko: dlaczego wzrosty na giełdach nie robią „rewolucji” w kraju?
Na poziomie europejskim i światowym ceny zbóż pozostają w trendzie umiarkowanie wzrostowym. Pszenica na paryskiej giełdzie Matif utrzymuje się w okolicach 200 euro za tonę, a kukurydza powróciła do podobnych poziomów. To z jednej strony potwierdza wcześniejsze sygnały płynące z rynku opcji i kontraktów terminowych, z drugiej – nie przekłada się wprost na wyraźniejsze zwyżki na rynku krajowym.
- Matif pszeniczny mamy około 200 euro, tak jak wcześniej wskazywały opcje na późniejsze kontrakty. Kukurydza też powróciła w te okolice. Teraz pewnie cię zaskoczę, ale na krajowym rynku wielkich zmian nie przewiduję – mówi wprost dr Urban. Wyjaśnia, że obecnie wzrostom cen zbóż na świecie towarzyszą czynniki ograniczające ich wpływ na Polskę, wśród których szczególnie ważne są rosnące koszty frachtu morskiego i ubezpieczeń, związane z sytuacją w rejonie Zatoki Perskiej.
Według eksperta, mimo że wojna na Bliskim Wschodzie i blokada Cieśniny Ormuz kurczą potencjalny rynek zbytu na ziarno (zwłaszcza w krajach Środkowego Wschodu, które importują ponad 20 mln ton pszenicy rocznie), to wciąż spore zapasy u głównych eksporterów – Rosji, Ukrainy czy USA – działają hamująco na dynamiczne wzrosty notowań. Jednocześnie rosnące koszty transportu i ryzyka wojennego prowadzą do większej regionalizacji handlu, w której coraz większą rolę odgrywają czynniki lokalne i koszt dowiezienia ziarna do portu.
Urban zwraca uwagę, że „rynek jest ciasny, a transport podrożeje”. Im dłużej ceny w krajowych punktach skupu pozostaną na stabilnym, choć dla wielu gospodarstw wciąż niezadowalającym poziomie, tym większa będzie presja związana z wstrzymywaną akcją eksportową. Z jednej strony słabsza złotówka poprawiła opłacalność sprzedaży zagranicznej, z drugiej – „to zboże fizycznie gdzieś trzeba wywieźć, a to jest coraz trudniejsze i bardziej kosztowne”.
Analityk przypomina także, że doświadczenia poprzednich sezonów uczą ostrożności wobec nadziei na „wiosenne odbicie”. Nawet jeśli wiosną ceny zbóż nie spadną, spadki mogą pojawić się później, o ile długa zima nie opóźni znacznie kolejnych żniw. To oznacza, że decyzje o przetrzymywaniu ziarna w magazynach w oczekiwaniu na lepsze ceny należy podejmować z dużą rozwagą.
Ropa, rakiety i baryłka za ponad 80 dolarów. Jak konflikt na Bliskim Wschodzie zmienia reguły gry?
W drugiej części podcastu omówiliśmy wpływ wydarzeń na Bliskim Wschodzie na rynki surowcowe. W ocenie eksperta to właśnie ten czynnik jest obecnie najważniejszym źródłem turbulencji na rynkach energii, a pośrednio również w rolnictwie.
Po serii amerykańskich i izraelskich ataków oraz odwetowych działań Iranu i sprzymierzonych ugrupowań radykalnych notowania ropy naftowej gwałtownie wystrzeliły w górę. W przypadku ropy Brent z poziomu około 73,16 dolara za baryłkę jeszcze 27 lutego cena wzrosła do ponad 80 dolarów, a 4 marca wyniosła 84,10 dolara, co oznacza wzrost o około 15%. Podobną skalę zwyżki odnotowała ropa WTI, której kurs z około 67,32 dolara za baryłkę podniósł się do 76,83 dolara.
Urban przypomina przy tej okazji, że baryłka to około 159 litrów ropy – co dobrze uzmysławia skalę wartości, jaką reprezentuje każdy duży tankowiec stojący dziś na kotwicy u wejścia do Cieśniny Ormuz. A tych statków jest już, jak wskazuje, co najmniej 150.
- To ważny szlak żeglugowy, którym przepływa około 20% światowych dostaw ropy naftowej i podobny odsetek gazu – podkreśla.
Do gwałtownego wzrostu cen przyczyniły się nie tylko same ataki rakietowe i dronowe, ale właśnie blokada tej cieśniny oraz groźby irańskich dowódców, że „podpalą każdy statek, który spróbuje ją przekroczyć”. W ostatnich dniach świat obiegły informacje o uszkodzonych i ostrzelanych tankowcach, ofiarach śmiertelnych wśród marynarzy oraz poważnym pożarze w jednym z największych na świecie centrów magazynowania ropy w emirackiej Fudżajrze po uderzeniu irańskiego drona.
Skutkiem tych wydarzeń jest gwałtowny wzrost stawek ubezpieczeniowych dla statków operujących w rejonie Zatoki Perskiej oraz wycofywanie przez wiodących ubezpieczycieli ochrony od ryzyka wojny. Jak cytuje Urban wypowiedź jednego z szefów działu ubezpieczeń morskich w firmie Marsh, stawki mogą wzrosnąć o 50–100%, z około 0,25% wartości statku do 0,5–1%. Dla porównania, po inwazji Rosji na Ukrainę ubezpieczenie jednostek wchodzących do Odessy sięgało 5% wartości.
W praktyce oznacza to, że nawet jeśli globalne zapasy ropy i zboża pozostaną na relatywnie wysokim poziomie, ich fizyczne przemieszczenie między kontynentami będzie znacznie droższe i bardziej ryzykowne, co nie pozostanie bez wpływu na opłacalność eksportu z takich krajów jak Polska.
Gaz LNG z Kataru i polskie magazyny
Konflikt na Bliskim Wschodzie wpływa nie tylko na ropę, ale także na rynek gazu ziemnego. Po atakach dronów na instalacje w Mesaieed i Ras Laffan katarska firma QatarEnergy zdecydowała się na wstrzymanie produkcji skroplonego gazu ziemnego w tych zakładach. Ma to znaczenie również dla Polski, ponieważ Katar jest jednym z istotnych dostawców LNG do naszego kraju, pokrywając kilkanaście procent krajowego zużycia. Wieloletnie kontrakty PGNiG (obecnie Orlen) z QatarEnergy opiewają na wolumen przekraczający 2 mld metrów sześciennych rocznie.
Choć eksperci uspokajają, że dzięki dywersyfikacji dostaw – przede wszystkim importowi LNG z USA – bezpieczeństwo zaopatrzenia Polski w gaz nie jest obecnie zagrożone, to sytuacja ma bezpośredni wpływ na ceny. Na europejskim hubie TTF, po zimowym szczycie z 23 stycznia, kiedy cena sięgnęła około 40 euro za MWh, w lutym nastąpił spadek do poziomu niespełna 30 euro za MWh, by 4 marca notowania wystrzeliły do 55 euro za MWh.
Równocześnie dane operatora magazynów Gaz Storage Poland pokazują, że napełnienie krajowych magazynów gazu systematycznie spada z poziomu 100% we wrześniu, przez 70% na koniec stycznia, do około 50% na początku marca. To naturalny efekt zużycia gazu w sezonie grzewczym, ale w połączeniu z informacjami o problemach z produkcją LNG w Katarze stanowi czytelny sygnał dla rynku nawozowego.
Nawozy w cieniu drogiej energii
Dr Urban przypomina, że producenci nawozów azotowych od lat podkreślają uzależnienie cen tej grupy produktów od cen gazu. - Wydarzenia z rynku gazu oczywiście powinny odbić się wprost na cenach nawozów azotowych – zauważa.
Jednocześnie zwraca uwagę, że już dziś na rynku widać oznaki napięcia: rolnicy sygnalizują trudności z zakupem nawozów, a handlowcy najprawdopodobniej wstrzymują sprzedaż zgromadzonych zapasów w oczekiwaniu na jeszcze wyższe ceny.
Dodatkowo informacja o czasowym wstrzymaniu przyjmowania nowych marcowych zamówień na nawozy azotowe przez Grupę Azoty, przy jednoczesnym utrzymaniu produkcji i realizacji wcześniejszych zamówień, potwierdza, że rynek wchodzi w fazę dużej niepewności cenowej. Nie zostało natomiast wstrzymane przyjmowanie zamówień na nawozy wieloskładnikowe. W ocenie Urbana, choć można się cieszyć, że producent nie „śrubuje” cen na ślepo, to trudno liczyć na utrzymanie dotychczasowych stawek.
UWAGA! 5.03. 2026 r., już po nagraniu podcastu GA ogłosiła wznowienie przyjmowania zamówień na bieżących warunkach rynkowych.
- Osobiście nie wierzę, że na początku wiosennego sezonu sprzedawcy nawozów nie skorzystają z takich wyraźnych przesłanek do podnoszenia cen” – mówi wprost.
Jego zdaniem wszystkie te informacje – o drogim gazie, blokadach w rejonie Ormuzu, napiętej sytuacji w Grupie Azoty – przyspieszą decyzje zakupowe rolników. Zgromadzone wcześniej nawozy zaczną szybko znikać z magazynów hurtowników i producentów, bo w obliczu ryzyka braku towaru „nikt już nie będzie patrzył, że ceny zbóż są niskie, a nawozy drogie”. Dla wielu gospodarstw priorytetem stanie się po prostu dostępność nawozu przed kluczową fazą wegetacji.
Diesel drożeje dzień po dniu. Wiosna będzie droga w paliwo
Bezpośrednim skutkiem skoku cen ropy na światowych rynkach jest szybkie podniesienie cenników paliw w krajowych rafineriach. Jak wynika z danych portalu e-petrol.pl przytoczonych w podcaście, średnia cena oleju napędowego w hurcie – liczona jako cena netto z akcyzą i opłatą paliwową – wzrosła w ciągu jednego dnia o około 9%. Jeszcze 3 marca wynosiła 4811,2 zł za metr sześcienny (około 4,81 zł za litr), by dzień później sięgnąć 5237,2 zł za metr sześcienny (około 5,24 zł za litr).
Na stacjach detalicznych ten ruch przełożył się już na podwyżki rzędu nawet 1 zł na litrze diesla. Dla rolników, którzy wchodzą w okres intensywnych prac polowych, oznacza to wyraźny wzrost kosztów produkcji, który trudno będzie zrekompensować przy obecnych cenach skupu zbóż. W praktyce oznacza to konieczność jeszcze uważniejszego planowania zabiegów uprawowych, logistycznych i transportowych.
