Przetwórcy, zwłaszcza ci produkujący pasze, ale bardzo często także inne fabryki, produkcji nie zatrzymują, bo koszty postoju i ponownego rozruchu są ogromne.Taki przerywany świętami i przez to mocno skrócony tydzień nie tylko, że zmniejsza ilość dni roboczych, to kładzie się jeszcze cieniem na dłuższym okresie.
Plan pracy, czy plan urlopu?
Tygodnie, które przerywane są dniami świątecznymi wolnymi od pracy zawsze powodują ból głowy u managerów odpowiadających za utrzymanie ciągłości produkcyjnych fabryk. Jest to moment kiedy już zdecydowanie wcześniej muszą oni zaplanować obsadę stanowisk pracy, odpowiednią ilość surowców oraz logistykę produktów finalnych i ubocznych, a wszystko to w atmosferze powszechnego oczekiwania umożliwienia wolnych dni dla pracowników, którzy mają przecież swoje rodziny oczekujące, że spędzą z nimi przedłużony weekend.
Ognia z wodą się pogodzić nie da, dlatego często moce przerobowe się nieco ogranicza i zmniejsza obsługę, ale do kompletnego zatrzymania zakładu dopuścić nie można. Zatrzymanie maszyn i ponowne ich uruchomienie jest procesem niezmiernie kosztownym. Linie technologiczne w zakładach przemysłowych są tak skonstruowane, by pracować w procesie ciągłym, przy regularnym wykorzystaniu mocy. Każda przerwa powoduje zagrożenie awarią po zatrzymaniu i przy ponownym rozruchu, wszak mamy wtedy do czynienia z potężnym szarpnięciem no i oczywiście ogromnym jednostkowym poborem mocy. To tak jak rozrusznik w samochodzie. Dodatkowo produkcja jest zawsze rozliczana w ilościach wyprodukowanych jednostek w czasie i zatrzymania nie da się już nigdy nadrobić, a to powoduje straty finansowe firmy.
A przecież pracownicy, zwłaszcza tak cenni w obecnych czasach też mają swoje oczekiwania i plany urlopowe. Tak skomplikowana sytuacja szefów produkcji powoduje, że planując przeroby w tygodniu kończącym się długim weekendem pracują jednocześnie na dwoma planami: planem pracy i planem urlopów.
Paszowcy mają najgorzej
Sprawa utrzymania ciągłości produkcji dotyczy większości branż, ale bezwzględnie najtrudniejsza jest sytuacja branży, która zaopatruje swoich klientów w pasze. Przecież święto, nie święto, weekend, nie weekend zwierzęta jeść muszą. Nie wchodzi w grę kilkudniowa dieta, bo pomijając nawet sprawy etyczne związane z opieką nad zwierzętami, to utrzymanie efektywności produkcji żywca, mleka, czy jaj zobowiązuje do regularnego żywienia wcześniej opracowanymi dawkami.
Tym samym produkcja pasz w wolne weekendy wciąż postępuje i nie może być zagrożenia uszczuplenia asortymentu.Oczywiście rolnicy zajmujący się produkcją zwierzęcą są wystarczająco zapobiegliwi, ale to właśnie powoduje, że przed okresem wolnym od handlu zakupy wzrastają i potem tę lukę trzeba szybko uzupełnić. Wszak w Polsce na paszę rocznie zużywany 22–23 mln t zbóż.
Z przedstawicielami wielu firm z branży paszowej spotkamy się na Giełdzie Rzepaczno-Zbożowej, która już niebawem.
Zapisz się klikając na baner Giełdy poniżej!
Długi weekend uderza w zapasy surowca
To uzupełnianie stanów magazynowych pasz powoduje konieczność dokupienia surowców do ich produkcji. Ten proces jednak tak łatwo nie postępuje. Czerwiec jest zwykle bowiem okresem mniejszego ruchu w skupach. W tym roku problem się zaczyna powtarzać, a firmy paszowe wciąż liczące na nagromadzone w gospodarstwach zapasy starego zboża mogą się zawieść. Poza opróżnionymi magazynami u sporej części rolników obecne obniżenie i tak już słabej podaży powodują dodatkowo jeszcze dwa czynniki.
Ci rolnicy, którzy jeszcze zboże posiadają przyglądają się zapoczątkowanym w marcu może nieznacznym, ale regularnym wzrostom cen i wciąż czekają na więcej. Apetyty dodatkowo podkręcają emocje związane z drogimi środkami do produkcji, głównie nawozami z cenami, które nie pozwalają na odtworzenie kolejnego cyklu. Kolejnym czynnikiem utwierdzającym we wstrzymywaniu się ze sprzedażą jest oczywiście to, co się dzieje na polach. Pomimo obecnych opadów, wciąz jest bardzo sucho i większość jest zdania, ze straty w produkcji zbóż i rzepaku są bezpowrotne.
Długo wierzący w regularne uzupełnianie zapasów do swoich przetwórni paszowcy zaczynają już się niecierpliwić, a taki długi weekend dolewa oliwy do ognia, bo przecież i dla rolników zbliżających się do żniw jest to czas odpoczynku. O surowiec jest więc ciężko i niewielkie w gruncie rzeczy zapasy w przetwórniach zaczynają się kurczyć. Jest to powodem utrzymywanie się rosnącego trendu wzrostów cen lub stabilizacji na zbożowym rynku nawet wówczas, gdy ceny pszenicy na giełdzie MATIF ostro pospadały.
Pszenica na MATIF już tylko po 200 euro!
Pszenica na giełdzie MATIF, kroczek po kroczku zaczyna schodzić coraz bliżej 200 €/t i choć w czwartek (4.06.26 r,) my nie pracowaliśmy, to na paryskiej giełdzie notowania wrześniowe spadły do 201,50 €/t są o 9 euro tańsze niż w poprzednim tygodniu. W ciągu dwóch ostatnich tygodni pszenica na paryskiej giełdzie straciła już 15 euro na tonie.
Krajowy rynek odrywa się od MATIF i idzie swoją drogą
Na krajowym rynku w tym niepełnym tygodniu ceny się uspokoiły choć jedni skupujący wystraszeni spadającym MATIF-em ceny lekko obniżyli, to inni, chcąc pobudzić podaż je lekko podnieśli. W kontekście ciągłego zapotrzebowania rynku na zboża krajowy rynek odrywa się od reakcji na europejskiej giełdzie i podąża swoją drogą.
Wypadkowa z tych niewielkich zmian wychodzi niemal na zero, choć oddając istotę rzeczy trzeba stwierdzić, że średnia cena dla pszenicy konsumpcyjnej nawet wzrosła o symboliczną złotówkę do 780 zł/t. Punkty skupu nadal za pszenicę o zawartości 12,5% białka płacą 740–830 zł/t.
Kompletnie nie zmieniły się ceny pszenicy paszowej. W tym tygodniu średnia wynosząca 749 zł/t jest taka sama jak tydzień temu, a na polskim rynku paszówkę nadal sprzedamy po 680–840 zł/t.
Na zero wychodzi w tym tygodniu także bilans ruchów cen jęczmienia. Znów średnia cena jęczmienia wynosi 671 zł/t, a handel wciąż proponuje stawki 590–720 zł/t.
Pszenżyto za to w tym tygodniu podskoczyło średnio o 2 zł. Choć skupy za pszenżyto nadal oferują 600–720 zł/t, jednak aktualna średnia to już 654 zł/t
Słabiej ale też do góry idzie żyto, które w tym tygodniu podrożało średnio o 1 zł. Te podwyżki większych zmian w widełkach cenowych jednak nie przynoszą i ceny mieszczą się w zakresie 550–640 zł/t.
Więcej informacji o aktualnych cenach zbóż i o tym co nas czeka w żniwa i zaraz po nich uzyskasz na Giełdzie Rzepaczano-Zbożowej, na którą zapiszesz się klikając na giełdowe logo:
Swoją średnią cenę skorygował owies, który w tym tygodniu stracił 4 zł wracając do 526 zł/t, choć nadal go na rynku możemy sprzedać po 480–580 zł/t.
Nie straciła natomiast nic ze swojej wypracowanej wcześniej silnej pozycji lidera kukurydza. Średnia cena stanęła na stabilnym 832 zł/t, a oferty krajowe nadal są w zakresie 720–930 zł/t.
