StoryEditor

Susza, przymrozki i słabe marże. Rolnicy i handlowcy zgodni: sezon będzie trudny, ale rynek trzyma się mocno

Wielkopolska, Zamojszczyzna, Lubelszczyzna i zachodnia Polska — wszędzie obraz pól jest dziś inny, ale wniosek podobny: tegoroczny sezon nie oszczędza nikogo. W debacie zbożowej podczas VIII Ogólnopolskiej Giełdy Rzepaczano-Zbożowej eksperci, rolnicy i handlowcy mówili jednym głosem: pogoda mocno rozjechała potencjał upraw, ale rynek — mimo niższych marż i presji kosztowej — wciąż działa.

12.07.2026., 18:00h

W debacie zbożowej podcza VIII edycji Giełdy udział wzięli:

  • Wojciech Krzywosądzki - grain trader Luis Dreyfus Company
  • Jakub Kowalski - kierownik sekcji skupu zbóż De Heus Polska 
  • Marcin Sobczuk - prezes Zamojskiego Towarzystwa Zbożowego
  • Zbigniew Stajkowski - wiceprezes Wielkopolskiej Izby Rolniczej

Debatę moderowali: dr Juliusz Urban i Bartłomiej Czekała z AgroHorti Media.

Pola w Polsce wyglądają bardzo różnie. „To był trudny rok z perspektywy przyrody”

Już pierwsza część debaty pokazała, jak mocno warunki pogodowe podzieliły kraj. Zbigniew Stajkowski z Wielkopolskiej Izby Rolniczej mówił, że w Wielkopolsce wiosenna susza dała się we znaki bardzo wyraźnie, a opady były skrajnie nierówne.

— Ten rok jest specyficzny. Susza jeszcze tak bardzo mocnej, jak w Wielkopolsce na wiosnę, nie mieliśmy. Pierwsze większe opady przyszły dopiero około 20 kwietnia i były bardzo zróżnicowane — relacjonował.

Rzepak, jak przyznał, nie odbudował się tak, jak oczekiwano po zimie. Plantacje są dziś mocno nierówne, a przymrozki i problemy ze стартem wiosennym zrobiły swoje. Stajkowski ocenił, że choć 3,5 t/ha na papierze wygląda dobrze, to średnio ten wynik może być trudny do osiągnięcia.

Podobnie dramatyczny obraz przedstawił Marcin Sobczuk z Zamojszczyzny. Tam sytuacja była jeszcze trudniejsza.

— To była jedna z ciekawszych i trudniejszych wiosen w historii. Najniższa liczba opadów w kraju od stycznia, 100 milimetrów do wczoraj. Marzec praktycznie bez opadów, kwiecień też, a potem nie przyszedł mokry maj — wyliczał.

W jego gospodarstwie przymrozki z początku maja dosłownie skasowały część rzepaku i buraków.

— Pierwszy raz w historii trzydzieści parę hektarów rzepaku zostało skasowane. To już nie był przymrozek, tylko 8–9 stopni mrozu — mówił.

Zboża nie wyglądają źle, ale presja chorób może zabrać plon

W zachodniej Wielkopolsce sytuacja była nieco lepsza. Ten region dostał więcej wody niż wschód kraju, a intensywne deszcze poprawiły kondycję łanów.

— W moim rejonie suma opadów od początku roku to około 260 mm. W zeszły weekend spadło łącznie 85 litrów, ale były to opady intensywne, nie huraganowe, więc łan został utrzymany — mówił Bartłomiej Czekała.

Jednocześnie przypomniał, że po takich opadach rośnie presja chorób grzybowych na kłos.

— Jeśli ktoś nie zabezpieczył kłosa zabiegiem T3, to myślę, że odczuje to w plonie — ostrzegł.

Zapasów nie brakuje, ale rynek nie jest przegrzany

Jednym z ważniejszych tematów debaty były zapasy zbóż. Juliusz Urban zwrócił uwagę, że według prezentacji Jakuba Kowlaskiego poziom zapasów końcowych do zużycia ma wynieść 16 proc. dla pszenicy i 12,5 proc. dla kukurydzy. Eksperci podeszli jednak do tych liczb z dużą rezerwą.

Wojciech Krzywosądzki z Louis Dreyfus Company podkreślił, że rynek dziś nie jest ani pusty, ani przegrzany.

— Od dwóch, trzech tygodni nie tylko wytwórniom pasz, ale też młynom nie brakuje towaru na rynku. My nie widzimy też przesadnej chęci sprzedaży ze strony rolników, więc ten stan jest po prostu komfortowy — ocenił.

Jakub Kowalski z De Heus dodał, że aktywność zakupowa trwa, choć wolumeny są mniejsze niż kilka tygodni wcześniej.

— Ja oczywiście kupuję cały czas, choć coraz mniejsze ilości są już do kupienia. W ostatnich tygodniach konkurencja też była aktywna, co pokazuje, że strona popytowa nadal działa — mówił.

Jego zdaniem historycznie poziom zapasów nie wygląda groźnie, a rynku nie trzeba się bać.

image

Rynek zbóż i rzepaku pod lupą. Magazyny zapełniają się zbożem, a rzepak będzie szukał importu [PODCAST]

Trzoda spada, ale pasze nadal rosną

Ważny fragment debaty dotyczył rynku paszowego. Kowalski wskazywał, że mimo spadku pogłowia trzody chlewnej zużycie pasz nadal rośnie, bo produkcja zwierzęca staje się coraz bardziej profesjonalna.

— Dziś hodowle chcą stabilnej, zbilansowanej paszy. Dlatego mimo spadku pogłowia sprzedaż pasz wzrasta — tłumaczył.

Wojciech Krzywosądzki dodał, że wynika to również z długofalowych zmian w strukturze rolnictwa.

— Kiedyś świnie karmiono obierkami, ziemniakami, otrębami czy serwatką. Dziś to już profesjonalna hodowla i potrzeba profesjonalnej paszy — mówił.

Marże kurczą się drugi sezon z rzędu

Handlowcy nie ukrywali też, że dla nich również nie jest to łatwy czas. Jacek Śpiewak zwracał uwagę na spłaszczone ceny w całym kraju.

Cena pszenicy na południu kraju jest w zasadzie taka sama jak na północy. Nie ma już takich czasów, że kupowało się tanio na Lubelszczyźnie i woziło do portu, robiąc 20–30 zł na tonie — mówił.

Dziś — jak podkreślał — zarabianie 5 zł na tonie musi wystarczyć. Firmy szukają więc oszczędności w logistyce i automatyzacji.

— Stawiamy na kolej, rozwijamy magazyny, myślimy o platformie zakupowej i automatyzacji awizacji. To ma ograniczać koszty skupu — wyjaśniał.

Wojciech Krzywosądzki przypomniał z kolei, że duże firmy patrzą na rynek w skali globalnej, a nie jednego sezonu.

— My jako koncern międzynarodowy patrzymy na rynek globalnie. Widzimy potencjał w Polsce i myślimy w dekadach, nie w sezonach — zaznaczył.

image

Prezes Agrolok: Rynek rolny wchodzi w fazę stabilizacji, a marże dalej są pod presją

Kukurydza wciąż ma potencjał, ale nie wszędzie

W debacie sporo miejsca poświęcono kukurydzy. Eksperci zgodzili się, że potencjał wzrostu nadal istnieje, choć sytuacja regionalna jest bardzo różna.

Marcin Sobczuk podkreślał, że na Lubelszczyźnie widać mniej kukurydzy niż kilka lat temu, bo część gospodarstw zrezygnowała po słabszej opłacalności mokrego ziarna.

— Dwa lata temu 10 ton mokrej kukurydzy nie pokrywało kosztów. Dziś widać więcej dyni, fasoli, ziemniaka i innych upraw — mówił.

Z kolei Stajkowski zaznaczył, że kukurydza nadal ma duży potencjał, zwłaszcza tam, gdzie gospodarstwa korzystają z usług i szukają dodatkowych źródeł dochodu.

— To roślina, przy której można dużo zrobić usługowo — od siewu po zbiór — a rolnik może dorabiać poza gospodarstwem — wyjaśniał.

Żyto może zaskoczyć ceną, ale bez rewolucji

Temat żyta wzbudził sporo emocji. Wojciech Krzywosądzki ocenił, że żyto nadal jest wyraźnie tańsze od jęczmienia i pszenżyta, a większego boomu cenowego raczej nie będzie.

— Spread może się zmniejszyć, ale nie spodziewałbym się dużych wzrostów — mówił.

Jakub Kowalski zaznaczył jednak, że jeśli jakościowego żyta będzie mniej, cena konsumpcyjnego może się zbliżyć do pszenicy, a nawet ją przebić.

— Takie sytuacje już się zdarzały — przypomniał.

image

Jak na handel zbożami paszowymi wpływa stabilizacja cenowa? Ekspert: to dziś najciekawsze zjawisko na rynku!

Ceny pszenicy? 760–820 zł i duża niepewność

Na koniec tradycyjnie padły prognozy cen pszenicy na żniwa. I tu różnice w ocenach były wyraźne, choć wszyscy zgodzili się co do jednego: rynku nie da się dziś przewidzieć co do złotówki.

Jakub Kowalski wskazał na poziom 760–780 zł/t za pszenicę paszową dowiezioną do fabryki. Jacek Śpiewak mówił o 780 zł w paszarni i 820 zł w porcie. Marcin Sobczuk spodziewał się raczej 700–760 zł, bo — jak przyznał — rolnicy coraz częściej będą chcieli sprzedać zboże od razu po żniwach.

— Jeszcze niedawno myślałem, że cena zakręci się koło 800 zł, ale dziś to chyba pobożne życzenie — stwierdził.

Z kolei Wojciech Krzywosądzki nie podał konkretnego poziomu, ale ocenił, że scenariusz na pszenicy będzie podobny jak w tym roku.

Jedno jest pewne: bez rozwoju nie będzie przyszłości

Debata pokazała jasno, że rolnictwo i handel wchodzą w kolejny sezon z dużą ostrożnością. Susza, przymrozki, słaba opłacalność i kurczące się marże nie ułatwiają życia żadnemu z uczestników łańcucha. Ale równie mocno wybrzmiało coś jeszcze: jedyną odpowiedzią na ten kryzys jest profesjonalizacja, konsolidacja i rozwój.

Wszyscy są dziś ogniwami jednego łańcucha — rolnicy, handlowcy, przetwórcy i eksporterzy — i wszyscy odczuwają te same presje. A jedyną drogą ucieczki pozostaje rozwój.

Bartłomiej Czekała

Bartłomiej Czekała
Autor Artykułu:Bartłomiej Czekała
Pozostałe artykuły tego autora
Masz pytanie lub temat?Napisz do autora
POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ
12. lipiec 2026 19:01