Rynek zbóż
Zostaniemy z tym zbożowym problemem na dłużej
Pomimo braku wyraźnej reakcji zbożowego rynku na wojnę na Bliskim Wschodzie, trudno nie odnieść wrażenia, że problem na międzynarodowym rynku jest jak tlący się z wolna krater wulkanu. Nieznaczna podwyżka notowań pszenicy na MATIF nie musi być wcale przypisywana wydarzeniom w Iraku i okolicach. Wszak kursy pszenicy na dalsze terminy już od pewnego czasu pokazywały poziomy przekraczające 200 euro i w momencie wygasania kontraktów marcowych majowe notowania się do takich poziomów dostosowały.
To wcale nie znaczy, że problem niskich cen zniknął, co więcej wydaje się wręcz, że może się nawet pogłębiać. Przecież cała okolica związana z szeroko rozumianym konfliktem w centralnej części Azji Wschodniej jest celem nie tylko dzisiejszych ataków rakietowych, jest też celem eksportu pszenicy i to w niebagatelnych ilościach ok. 20 mln t. Ten cel jest obecnie nieosiągalny, albo w znacznej mierze ograniczony ze względów logistycznych.
Dodatkowo w ewentualnym handlu pojawiają się rosnące koszty frachtu, morskiego związane z drożejącą ropą naftową, ale i idącymi w górę ubezpieczeniami. To wszystko powoduje, że zapasy pszenicy u eksporterów będą się utrzymywać nadal na bardzo wysokich poziomach, a z czasem nawet nabrzmiewać.
Marne to pocieszenie, że nasz rynek nie będzie jedynym duszącym się od własnego zboża. Czekać nas może bowiem jeszcze dodatkowy strzał w kolejnym sezonie, w którym zostaniemy z drogo wyprodukowanym, pod wpływem drożejących nawozów towarem. A po zgaszaniu dymiących zgliszczy w Iranie i okolicy, możemy mieć nadal problemy ze zbytem naszych zbóż poza granice kraju.
