StoryEditor

Mieli tylko 5 mamek, a już hodują czempiony. Postawili na charolaise i nie żałują

Zaczynali od zaledwie pięciu cielnych jałówek, a dziś mają 16 sztuk bydła rasy charolaise. Zwierzęta już zdobywają czempiony na wystawie w Szepietowie. Hodowca mówi, dlaczego wybrał właśnie charolaise, jak prowadzi stado i co jego zdaniem jest kluczem do bezproblemowych wycieleń.

01.09.2026., 10:00h

Paweł i Agnieszka Rydelek prowadzą niewielkie gospodarstwo w miejscowości Siwiki w województwie podlaskim, w powiecie łomżyńskim, w gminie Zbójna. Zaczynali od 5 jałówek charolaise i 7 ha użytków rolnych, niecałe trzy lata temu. Teraz w gospodarstwie jest 16 sztuk bydła (w tym wiosną będzie 10 mamek, po wycieleniach jałówek), a hodowcy sprzedają byczki rozpłodowe i zdobywają wysokie noty na podlaskiej wystawie bydła mięsnego. Łączą pracę w niewielkiej hodowli z firmą zajmującą się produkcją zrębek do ciepłowni. Gdyby mieli taką możliwość, chcieliby zajmować się tylko hodowlą. Odnoszą pierwsze duże sukcesy i to napędza ich do działania. Według nich jedynie z produkcji materiału hodowlanego dałoby się żyć przy odpowiednio większej skali. Mają jednak pewne ograniczenia, które trudno będzie przeskoczyć. Chociaż kto wie?

Dlaczego padło akurat na rasę charolaise?

Kilkanaście lat temu w gospodarstwie utrzymywano krowy mleczne.

- Kiedy żył mój ojciec, dużo mi pomagał, potem zrezygnowaliśmy. Przez sześć lat nie mieliśmy żadnych zwierząt. Stary budynek był już w złym stanie i nie można było utrzymywać tam bydła. Od strony lasu nie można go było po prostu wyremontować, dlatego musieliśmy uzyskać pozwolenie na odlesienie terenu – mówi Paweł Rydelek.

Nowy budynek ma około trzech lat, a cała decyzja o jego budowie dojrzewała mniej więcej cztery lata. Początkowo miał to być garaż do naprawy ciężkiego sprzętu wykorzystywanego w drugiej działalności, ale plany zaczęły się stopniowo zmieniać.

- Później wspólnie zdecydowaliśmy, że dobudujemy część dla krów. Na początku nie było jeszcze wiadomo, jakie zwierzęta będziemy utrzymywać. Myśleliśmy o opasach, a nie o krowach mlecznych – wyjaśnia hodowca. Na początku rolnik zastanawiał się nad polskimi rasami bydła, np. polską czerwoną, potem analizował możliwości i temperament rasy limousine.

- Niedaleko nas oglądałem nawet jałówki tej rasy. Były bardzo ładne, ale jednocześnie niezwykle niespokojne. Kiedyś przewoziłem limousine kupione przez kolegę i pamiętam, że były wręcz dzikie. Później oglądałem cielne, mniej więcej dwuletnie jałówki. Właściciel zapewniał, że są spokojne, ale po otwarciu drzwi zaczęły skakać po ścianach. Pomyślałem wtedy, że przy takich zwierzętach cały czas musi pracować mężczyzna, a mnie często nie ma w domu – dodaje Rydelek.

Chciał, aby żona Agnieszka mogła samodzielnie zajmować się zwierzętami podczas jego nieobecności.

image
FOTO: Kolasińska

- Z charolaise jest to możliwe. Nasze krowy można prowadzić, podejść do nich na pastwisku, pogłaskać. Oczywiście każda ma inny charakter, ale generalnie są spokojne i łagodne. Pod tym względem przypominają trochę krowy mleczne. Wybraliśmy charolaise również dlatego, że ta rasa bardzo nam się spodobała. Białe krowy przyciągają wzrok, było to widać chociażby na wystawach w Szepietowie – mówi hodowca. Ta francuska rasa bydła nie jest jeszcze w Polsce tak popularna jak limousine, ale ma bardzo dobre cechy użytkowe. Dobrze wykorzystuje pasze i ma mniejsze wymagania co do jej jakości.

- Potrzebuje dużo paszy, ale może być to pasza gorszej jakości. Nie trzeba podawać jej specjalnych mieszanek, choć cielęta oczywiście potrzebują dodatkowej paszy, żeby dobrze się rozwijać. Uważam, że przyrosty charolaise wcale nie są gorsze od przyrostów limousine. Powiedziałbym nawet, że mogą być lepsze – dodaje rolnik.

Początek hodowli po 6 latach przerwy w produkcji zwierzęcej

Bydło mięsne w gospodarstwie pojawiło się w listopadzie 2023 r. Paweł Rydelek kupił 5 jałówek cielnych od Krzysztofa Kamińskiego, hodowcy z Podlasia.

- Likwidował wtedy swoje stado, ponieważ przechodził na emeryturę. Jedna z nich wycieliła się jeszcze przed odbiorem, więc przyjechała do nas już z cielaczkiem – wspomina hodowca.

Od tamtej pory stado co roku się powiększa. Jałówki nie są sprzedawane, zostają na rozwój stada. Z kolei wszystkie urodzone w gospodarstwie byczki rolnicy sprzedają jako buhajki rozpłodowe.

- Wszystkie były naprawdę bardzo ładne. Jeden z nich został nawet w 2024r. wiceczempionem na VI Krajowej wystawie w Szepietowie, w kategorii razem z matką. Miał wtedy około sześciu miesięcy, ale był wyjątkowo piękny – podkreśla Rydelek. Oprócz byczka, wyróżniona przez sędziów w Szepietowie była przede wszystkim Ofelka, jałówka 9-miesięczna, która otrzymała supeczempiona tegorocznej najpopularniejszej podlaskiej wystawy.

image
Superczempionka wystawy w Szepietowie. OFELKA
FOTO: Kolasińska

Zamiast krycia naturalnego inseminacja

W gospodarstwie próżno szukać buhaja na pastwisku, hodowca ma inny plan na rozród. Stawia tylko na inseminację.

– Nie korzystamy z własnego buhaja, bo jest to wygodniejsze i pozwala lepiej kontrolować hodowlę. Możemy kryć krowy jednym buhajem, obserwować, jakie daje potomstwo, a później dobrać kolejnego. Korzystamy z katalogów i na tej podstawie wybieramy odpowiedniego reproduktora. Najczęściej nasze krowy są kryte buhajem CAMARO. Jego potomstwo jest bardzo ładne, zdrowe i bezproblemowe – mówi hodowca. Podkreśla, że wycielenia są łatwe nie tylko po tym byku, bo na razie nie mieli żadnych komplikacji przy porodach krów, krytych innymi buhajami.

- Wiele osób obawia się, że po charolaise mogą być trudne porody, ale moim zdaniem bardzo dużo zależy od właściwego doboru buhaja – zaznacza Rydelek i podkreśla, że jeśli pojawiają się problemy, to często wynikają z błędów hodowcy, który źle dobiera buhaje do krów.

- Poza tym, u nas kluczem jest termin pierwszego krycia. Czekamy do ukończenia 24 miesiąca życia, mimo, że inni hodowcy kryją wcześniej. Moim zdaniem to może być przyczyna trudnych porodów. To są duże zwierzęta i muszą się odpowiednio rozwinąć – podkreśla Paweł Rydelek. W gospodarstwie nie wykorzystuje się seksowanego nasienia, ponieważ nie ma presji na uzyskiwanie wyłącznie jałówek.

Buhajki rozpłodowe za minimum 15 tys. zł

- Do tej pory nie musieliśmy brakować żadnej sztuki. Sprzedaliśmy już kilka byczków w wieku mniej więcej 13-15. miesięcy, jako materiał rozpłodowy. Wystawiamy ogłoszenie w internecie. Na wystawie w Szepietowie rozdałem numer telefonu i później co drugi dzień ktoś dzwonił z pytaniem o buhaja albo jałówkę – mówi hodowca.

Wycielenia w stadzie są zaplanowane na wiosnę i jesień. Byczki odsadzane są zwykle w wieku 6-7. miesięcy.

image
FOTO: Kolasińska

- Po odsadzeniu przez mniej więcej miesiąc nie wypuszczamy ich, żeby się uspokoiły i zapomniały o wcześniejszym trybie żywienia – wyjaśnia rolnik.

Za buhajka w tym stadzie trzeba zapłacić około 15 tys. zł. Za wybitną sztukę nawet około 20 tys. zł.

Późne krycie jest bezpieczniejsze

Charolaise jest rasą późno dojrzewającą, więc z pierwszym kryciem warto zaczekać.

- Moim zdaniem jałówki charolaise powinny być kryte mniej więcej w wieku dwóch lat. Roczna jałówka może ważyć około 600 kg i wyglądać jak dorosła krowa, ale to nie oznacza, że jest już gotowa do zacielenia. Musi mieć odpowiedni wiek i rozwinięty organizm. Selekcjonerzy i zootechnicy najczęściej mówią o 24 miesiącach, ewentualnie o 22–23 miesiącach. Jeżeli ktoś zacieli jałówkę w wieku 15. miesięcy, bo uważa, że jest już duża, przy wycieleniu może pojawić się problem – mówi hodowca i dodaje, że wcześniejsze wycielenie mogłoby być problemem także pod względem dokumentacji i oceny zootechnicznej.

Jak PZHiPBM pomaga hodowcy?

Jeżeli chodzi o wsparcie Polskiego Związku Hodowców i Producentów Bydła Mięsnego, to Paweł Rydelek może liczyć na doradztwo i pomoc w razie potrzeby.

- Od początku współpracujemy z panem Jerzym Moniuszką. Zawsze można zadzwonić, zapytać i uzyskać poradę. Związek pomaga również w sprzedaży. Jeżeli podejmiemy decyzję, że chcemy sprzedać zwierzę, pan Jurek często wie, kto w okolicy szuka konkretnej sztuki. Jeździ po gospodarstwach, zna ludzi i dzięki temu czasami zwierzę jest sprzedane niemal od ręki – wyjaśnia hodowca.

Latem na pastwisko, w budynku kiszonka

Gospodarstwo znajduje się nad rzeką Pisą, w otulinie lasów. O grunty w tym rejonie jest trudno, a ich kwoty zwalają z nóg. To zagłębie produkcji mleka, a każdy hektar znika w kilka chwil.

- Mamy tylko około 4-5 ha blisko domu, które można przeznaczyć na wybieg i wypas. Łącznie gospodarstwo ma około 11 hektarów. Ziemi jest mało, a w naszej okolicy trudno ją kupić. Uprawiamy kukurydzę, trochę żyta i siano – mówi hodowca.

Bydło ma dostęp zarówno do pastwiska nad rzeką oraz budynku. W ciągu dnia przebywa na pastwisku, a na wieczór wraca do obory. Hodowcy nie mają obecnie założonego konkretnego celu i wielkości stada. Największym ograniczeniem jest budynek i powierzchnia gospodarstwa.

image
FOTO: Kolasińska

W budynku o wymiarach 15x18 m może być utrzymywane maksymalnie 20 dużych sztuk. Charolaise to duże zwierzęta, wymagające przestrzeni. Ponadto przy wnioskowaniu o ekoschemat dobrostan zwierząt, przyjmuje się około 6,5 m2 na matkę.

Pośrodku budynku znajduje się korytarz paszowy, a po prawej i lewej stronie przestronne boksy z dodatkowymi wygrodzeniami, które pozwalają oddzielić miejsce dla cieląt. Bydynek jest wysoki i przestronny, ale nie przejazdowy, z drugiej strony znajduje się duży garaż do naprawy maszyn wykorzystywanych w drugiej działalności.

Latem podstawą żywienia jest pastwisko i siano w zadaszonym paśniku oraz kiszonka z kukurydzy w budynku. Zimą podstawą żywienia jest z kolei siano i kiszonka z kukurydzy.

- Wcześniej podawaliśmy również sianokiszonkę, ale w tym roku z niej zrezygnowaliśmy. Jest kosztowna ze względu na foliowanie, a krowy zdecydowanie chętniej pobierają siano – mówi hodowca. Cielęta w kryjówkach dostają musli. Jego ilość jest zadawana w zależności od mleczności matki. Łatwo zweryfikować, czy produkuje wystarczającą ilość mleka dla cielęcia.

- Wieczorem otwieramy bramę i krowy przychodzą do budynku, żeby zjeść kukurydzę. Później tam nocują. Rano, kiedy otwieramy bramę, chętnie wychodzą na pastwisko, ale widać, że lubią wracać do budynku, bo tam czeka na nie dodatkowa pasza. Nie wyobrażam sobie utrzymywania tych krów na rusztach i betonie. Są za ciężkie i mogłyby mieć problemy z nogami oraz kolanami. Potrzebują słomy i miękkiego podłoża – wymienia hodowca. Bydło jest utrzymywane na głębokiej ściółce, a obornik wybierany jest mniej więcej co 3-5. miesięcy.

- Ścielimy obficie, żeby krowy miały sucho. Są białe, więc muszą być czyste. Obornik wykorzystujemy później na łąkach i jest on bardzo dobrym nawozem. Część naszych łąk jest prowadzona ekologicznie, dlatego można tam stosować obornik, ale nie inne nawozy. W gospodarstwie nie wszystko jest ekologiczne — ekologiczne są przede wszystkim łąki – mówi rolnik.

Dobry sezon na zgromadzenie bazy paszowej

Paweł Rydelek zaznacza, że obecnie dla bydła paszy wystarcza. Są lepsze i gorsze lata, ale na ten sezon rolnicy nie narzekają. Opady rozłożyły się korzystnie, więc można było zebrać siano, skosić zboże, a kukurydza na kiszonkę wygląda bardzo dobrze. Rolnik planuje zbiór 20 września.

- Nie pamiętam, kiedy ostatnio wszystko udało się zrobić tak sprawnie. Szkoda tylko, że ceny zbóż są tak niskie. Na to jednak nie mamy większego wpływu. Niezależnie od tego, czy pasza jest lepsza, czy gorsza, chcą jeść do pełna. Kiedy są nienajedzone, stają się niespokojne – dodaje rolnik.

Deficytowa słoma na wagę złota

Słoma to towar deficytowy dla gospodarstwa, gdzie niewielki areał jest przeznaczony na zboże. Tak czy inaczej do użytkowania łąk i uprawy kukurydzy potrzebny jest obornik, a zwierzętom ściółka w głębokim budynku.

- Nawet na dobrej ziemi, na której mogłoby rosnąć pszenżyto albo inne lepsze zboże, siejemy żyto, ponieważ rośnie wysokie i daje dużo słomy. Mamy tylko około 1,5 hektara, to bardzo mało. Rocznie potrzebujemy około 100 bel słomy, a z hektara mamy ich 10-15, więc sporo musimy dokupić, to duże obciążenie – mówi Rydelek. Cena słomy zrównała się w tym rejonie z ceną siana (ok. 100-120 zł/belę).

Bydło to na razie dodatkowa działalność

Bydło mięsne jest dla rodziny dodatkową działalnością. Poza gospodarstwem prowadzą firmę usługową związaną z leśnictwem.

Dzieci również pomagają przy zwierzętach. Najwięcej pracy przy bydle mają wieczorem, kiedy rozdają kukurydzę, poza tym nie ma przy nich na razie bardzo wielu obowiązków.

- Gdyby była taka możliwość, czyli zakup dodatkowych pastwisk i gruntów w okolicy, nie zastanawialibyśmy się. Chcielibyśmy rozwinąć stado i zajmować się tylko tym – zaznacza Paweł Rydelek.

Dorota Kolasińska
Autor Artykułu:Dorota Kolasińska
Pozostałe artykuły tego autora
Masz pytanie lub temat?Napisz do autora
POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ
01. wrzesień 2026 14:01