36 hektarów upraw i produkcja zwierzęca
Gospodarstwo Wojciecha Wygryza znajduje się w województwie wielkopolskim, w rejonie Gniezna. Obejmuje około 36 ha gruntów oraz produkcję zwierzęcą opartą na jałówkach opasowych i trzodzie chlewnej. Struktura zasiewów obejmuje rzepak ozimy około 4,5 ha, pszenicę około 12 ha, pszenżyto około 8 ha, jęczmień ozimy około 6,5 ha, kukurydzę na ziarno około 2,5 ha, łąki przeznaczone na paszę dla zwierząt. Jak podkreśla rolnik, głównym źródłem dochodu pozostaje produkcja roślinna, dlatego szczególną uwagę poświęca kondycji upraw polowych.
Przymrozki mocno uderzyły w rzepak
Jednym z najpoważniejszych problemów sezonu były przymrozki, które wystąpiły w okresie, gdy rzepak wchodził już w fazę kwitnienia.
- To nie był jeden dzień. W naszym rejonie przymrozki trwały kilka dni. Rzepak praktycznie zaczynał kwitnąć i dostał bardzo mocno - mówi Wojciech.
Rolnik zgłosił szkody do ubezpieczyciela zarówno z tytułu przezimowania, jak i późniejszych przymrozków. Jednak jego zdaniem ocena szkód nie odzwierciedlała rzeczywistej sytuacji na polu.
- Przyjechał rzeczoznawca i wyliczył tylko 6% strat. A odszkodowanie wypłacane jest dopiero od 8% - dodaje rolnik.
Zabiegi wykonane mimo trudnych warunków
Pomimo problemów pogodowych gospodarstwo nie rezygnowało z ochrony plantacji. Rolnik wykonał standardowe zabiegi fungicydowe i regulacyjne w rzepaku, korzystając z krótkich okien pogodowych.
- Robiłem wszystko zgodnie z technologią. Było ciężko trafić z terminami, ale zabiegi zostały wykonane - zaznacza Wygryz.
Jego zdaniem gospodarstwa, które ograniczyły ochronę lub zrezygnowały z części zabiegów, mogą odczuć negatywne skutki jeszcze bardziej podczas zbiorów. Choć plantacja nie należy do najgorszych w okolicy, właściciel nie spodziewa się rekordowych wyników. - Więcej niż 3 tony z hektara raczej nie obstawiam - mówi. Zaznacza jednak, że rzepak jest rośliną trudną do oceny przed żniwami. - Nieraz wygląda słabo, a później daje niezły plon. Bywa też odwrotnie - wygląda pięknie, a ziarno jest drobne - mówi Wojciech. Mimo to w rejonie Gniezna rolnicy nie liczą na wyjątkowo wysokie wyniki.
Uprawa orkowa kontra bezorkowa. „Monte Cassino”
Rolnik od lat pozostaje zwolennikiem tradycyjnej uprawy orkowej. Według jego obserwacji różnice między polami prowadzonymi w systemie orkowym i bezorkowym są w tym sezonie bardzo wyraźne.
- Tam, gdzie było zaorane, chwastów jest zdecydowanie mniej. Na polach bezorkowych jest prawdziwe Monte Cassino - zaznacza rolnik.
Szczególnie widoczna jest presja maków i rumianku, które w wielu gospodarstwach stały się trudne do opanowania. Zdaniem rolnika ograniczenie liczby przejazdów ma swoje zalety, ale wiąże się również z większą presją chwastów. Oprócz przymrozków rolnik wskazuje suszę jako drugi kluczowy problem sezonu. Według jego relacji opady w regionie były bardzo niewielkie, a ostatnie deszcze pojawiły się niemal w ostatniej chwili.
- Ten ostatni deszcz był ostatnim ratunkiem. Rośliny już zaczynały się zwijać, i to nawet na dobrej ziemi - relacjonuje gospodarz.
Gospodarz dysponuje glebami klasy IIIa, które zwykle pozwalają osiągać bardzo dobre wyniki produkcyjne. W tym roku spodziewa się jednak plonów niższych niż w sezonie poprzednim.
- W zeszłym roku było bardzo dobrze. W tym roku wszystko będzie trochę słabsze przez suszę - mówi rolnik.
Presja szkodników mniejsza niż w innych regionach
W przeciwieństwie do wielu sygnałów napływających z innych części kraju, w okolicach Gniezna nie odnotowano dużej presji skrzypionki czy mszyc.
- Nie wykonywałem zabiegów przeciw skrzypionce. Chodziłem po polach i nie widziałem większego problemu - tłumaczy Wygryz.
Zdaniem rolnika sytuacja różni się znacząco pomiędzy regionami i trudno mówić o jednolitym obrazie całego kraju. Kukurydza budzi niepokój. Ciekawą obserwacją są różnice pomiędzy odmianami kukurydzy. Jedna z wcześniej wysiewanych odmian rozwija się prawidłowo, natomiast druga, dotychczas bardzo dobrze oceniana, sprawia problemy. Rolnik zauważył nierówne wschody oraz słabszy wigor roślin.
- To była odmiana, która przez lata sprawdzała się bardzo dobrze. W tym roku coś jest nie tak - mówi Wojciech.
Sprawa została zgłoszona do firmy nasiennej, a gospodarz oczekuje na wizytę przedstawiciela i ocenę plantacji. Jednocześnie zaznacza, że kukurydza ma jeszcze czas na odbudowę potencjału plonowania.
Ostrożniejsze nawożenie i niepewność przed nowym sezonem
Rosnące koszty produkcji skłoniły gospodarstwo do bardziej zachowawczej strategii nawożenia.
- W tym roku ograniczyłem nawozy. Przy obecnych cenach zbóż trudno było uzasadnić wysokie nakłady - mówi Wojciech.
Rolnik sceptycznie podchodzi również do zapowiedzi dopłat do nawozów. Jego zdaniem system dopłat może jedynie doprowadzić do dalszego wzrostu cen produktów.
- Jak pojawią się dopłaty, to nawozy po prostu podrożeją. Lepsza byłaby stabilizacja cen niż kolejne programy wsparcia - zaznacza Wojciech.
Największy problem? Ubezpieczenia upraw
Rolnik uważa, że obecny system ubezpieczenia upraw nie daje producentom realnej możliwości weryfikacji wycen szkód. Postuluje również o możliwość podziału jednej plantacji pomiędzy kilku ubezpieczycieli.
- Dlaczego nie mogę ubezpieczyć połowy pola w jednej firmie, a połowy w drugiej? Wtedy byłoby porównanie wycen i większa przejrzystość - pyta się gospodarz.
Takie rozwiązanie mogłoby zwiększyć konkurencję pomiędzy firmami oraz poprawić wiarygodność procesu szacowania strat. Dodatkowo wskazuje, że rzeczoznawcy coraz rzadziej uwzględniają uszkodzenia łodyg rzepaku powstałe po przymrozkach, mimo że w przeszłości były one ważnym elementem oceny szkód.
- Kiedyś pęknięcia łodyg były dokumentowane i uwzględniane przy wycenie. Teraz słyszę, że nie bierze się ich pod uwagę - mówi Wojciech.
Tegoroczny sezon w Wielkopolsce pokazuje, jak silnie na wyniki produkcyjne wpływa połączenie kilku niekorzystnych czynników, przymrozków, suszy, niepewności rynkowej oraz problemów z oceną szkód ubezpieczeniowych.
Choć część upraw nadal ma szansę poprawić swoją kondycję przed żniwami, rolnicy z regionu Gniezna podchodzą do prognoz z dużą ostrożnością. Najbliższe tygodnie pokażą, czy ostatnie opady pozwolą ograniczyć straty i uratować część potencjału plonowania.
Patrycja Bernat
