Pierwszy rok z burakami
Gospodarstwo rolnika z powiatu rypińskiego, położonego we wschodniej części województwa kujawsko-pomorskiego to około 7,5 ha użytków rolnych, 12 krów mlecznych i produkcja nastawiona na zabezpieczenie paszy dla zwierząt. W tym roku pojawiło się jednak coś nowego. Po ponad dwóch dekadach przerwy do gospodarstwa wróciły do uprawy buraki cukrowe.
- To pierwszy rok. Buraki wróciły do gospodarstwa po około 20–25 latach - mówi rolnik z powiatu rypińskiego.
Pod uprawę przeznaczył 2,5 ha. Pozostałą część areału zajmuje lucerna oraz pszenżyto.
Dużą rolę odegrała pomoc znajomych, którzy od wielu lat prowadzą własną plantację buraków cukrowych. - Korzystałem głównie z wiedzy znajomego. To człowiek, który od lat uprawia buraki i ma w tym duże doświadczenie - przyznaje. Rolnik podkreśla, że praktyczna wiedza przekazana przez wieloletniego plantatora okazała się niezwykle cenna przy podejmowaniu decyzji dotyczących ochrony plantacji, nawożenia czy prowadzenia uprawy w trudnym sezonie. Korzystał również z informacji przekazywanych przez cukrownię oraz doradców branżowych, jednak to właśnie doświadczenia praktyków były dla niego najważniejszym źródłem wiedzy.
Przymrozki nie wyrządziły większych szkód
Początek sezonu nie należał do łatwych. Wielu plantatorów obawiało się kwietniowych przymrozków, które miejscami mocno uszkodziły młode rośliny. W przypadku gospodarstwa z powiatu rypińskiego sytuacja okazała się jednak znacznie lepsza.
- Przymrozki były, ale akurat buraki nie ucierpiały mocno. Dzień czy dwa i się otrząsnęły - relacjonuje rolnik.
Plantacja buraka cukrowego została założona przy rozstawie 17,5 cm, a rzeczywista obsada wyniosła około 115 tys. roślin na hektar. Większym problemem okazał się brak deszczu. Niedobór opadów dawał się we znaki przez większą część sezonu.
- W marcu naliczyłem 6 litrów opadu, w kwietniu 10, a w maju 19. Generalnie jedziemy na oparach - mówi rolnik. Dopiero w czerwcu spadło około 60 mm deszczu, jednak wysokie temperatury sprawiły, że rośliny nadal odczuwały niedobór wody.
- Mamy teraz takie temperatury, że nie ma kiedy wjechać w pole. Są już miejsca, które po prostu nie wstają przez upały - dodaje.
Zobacz także: Rolnik z Mazowsza po przymrozkach: Zbioru rzepaku praktycznie nie będzie
Ochrona plantacji wymagała szybkiej reakcji
W pierwszym sezonie nie zabrakło również problemów związanych z ochroną roślin. W gospodarstwie wykonano dwa zabiegi herbicydowe, a później konieczna była walka ze szkodnikami.
- Później pojawiła się śmietka, trzeba było wykonać oprysk. Następnie była mszyca i również trzeba było reagować - wylicza.
W planach pozostaje jeszcze dokarmianie borem oraz zabiegi fungicydowe chroniące plantację przed chorobami liści.
Mimo że był to jego pierwszy rok z burakami cukrowymi, rolnik nie ograniczał się do podstawowych zabiegów. Ochronę plantacji rozpoczął od dwóch zabiegów herbicydowych opartych m.in. na preparatach Goltix Titan i Powertwin z dodatkiem adiuwanta. Na jednej z działek konieczne było również rozszerzenie programu o dodatkowy środek chwastobójczy.
– Pierwszy zabieg był wykonany preparatem Goltix Titan i Powertwin. Drugi był podobny, a na jednej działce dołożony został jeszcze dodatkowy preparat na chwasty Venzar – wyjaśnia.
Później konieczne okazały się również zabiegi przeciwko śmietce oraz mszycom. W planach pozostaje jeszcze dokarmianie dolistne borem oraz ochrona fungicydowa przeciw chorobom liści.
„Najważniejsze, że udało się wejść do grona plantatorów”
W ostatnich miesiącach wiele mówi się o spadających cenach buraków nadprogramowych i niepewności związanej z kolejnym sezonem kontraktacyjnym. Rolnik podchodzi jednak do sytuacji spokojnie.
- Jestem zadowolony przede wszystkim z tego, że udało się dostać do grona plantatorów. To było dla mnie najważniejsze - podkreśla. Jak zaznacza, jeszcze rok wcześniej możliwości wejścia do systemu kontraktacji były znacznie bardziej ograniczone.
Lucerna pozostaje podstawą żywienia stada
Choć największe zainteresowanie budzą obecnie buraki, filarem gospodarstwa pozostaje produkcja pasz dla 12 krów mlecznych. Na 3,5 ha uprawiana jest lucerna, która w całości trafia na skarmianie zwierząt. Rolnik wykonuje zwykle cztery pokosy rocznie. - Staram się celować w cztery pokosy. Nie chodzi o bicie rekordów, tylko o to, żeby roślina zdążyła dobrze odrosnąć - wyjaśnia. Jak szacuje, roczny plon wynosi od 30 do 40 bel z hektara, choć w najlepszych latach udawało się osiągać jeszcze wyższe wyniki.
Z nawozami czeka na lepsze ceny
Dużym znakiem zapytania pozostają również ceny nawozów. Część potrzebnego potasu udało się kupić jeszcze przed wzrostami cen, jednak z zakupem nawozów fosforowych rolnik nie zamierza się spieszyć.
- Za fosforem na razie czekam. Jeśli tona kosztuje około 4 tys. zł, to trudno mówić o opłacalnym zakupie - ocenia. Jego zdaniem rynek powinien jeszcze skorygować ceny, dlatego decyzje zakupowe odkłada na później.
Patrycja Bernat
