Osieki to malutka wieś na Pomorzu Środkowym w powiecie słupskim, skryta wśród dużych kompleksów leśnych i terenów rolniczych. Otacza ją kilkaset hektarów pastwisk, obsianych trawą wysokiej jakości. Tuż obok działa Ośrodek Hodowli Zwierzyny Warcino, którym zarządza Nadleśnictwo Warcino. Kuszące soczystą zielenią pastwiska należą do gospodarstwa Jana Zazgornika.
– Zieleń wcale nie jest taka soczysta, jakby mogła i powinna być – mówi Mieczysław Woźny, który w tej sprawie występuje jako pełnomocnik właściciela gospodarstwa. Woźny jest rzeczoznawcą, specjalizującym się w szacowaniu szkód powodowanych przez zwierzęta dziko żyjące. A od kilku lat, jako pełnomocnik Jana Zazgornika, m.in. prowadzi w jego imieniu korespondencję z instytucjami odpowiedzialnymi za szkody łowieckie i gospodarkę łowiecką. Od wielu lat zajmuje się szacowaniem szkód, ale jak sam mówi, z taką skalą zniszczeń jeszcze się nie spotkał.
Dziki niszczą pastwiska. Ekologiczna hodowla jest zagrożona
Gospodarstwo w Osiekach nastawione jest na ekologiczny chów bydła mięsnego rasy angus. Jego podstawą jest ok. 650 ha użytków zielonych, a stado liczy ok. 600–700 sztuk bydła. W tym systemie łąki i pastwiska są podstawą produkcji – na jedną dużą sztukę przypada w przybliżeniu hektar użytków zielonych. Poszczególne kwatery, na które podzielono rozległe pastwiska, są użytkowane przemiennie: część jest koszona, część wypasana, a bydło w ciągu sezonu może wracać na tę samą łąkę kilka razy. Pieczołowita pielęgnacja i troska o pastwiska to w przypadku hodowli angusów kwestia kluczowa. Bydło tej rasy latem żywi się wyłącznie trawą i zielonką, zimą sianokiszonką zebraną z tych samych łąk. Paszy treściwej te zwierzęta nie dostają. Angusy doskonale nadają się do ekstensywnego chowu pastwiskowego. Bardzo dobrze wykorzystują trawę, a jednocześnie słyną z wołowiny wysokiej jakości, kruchej i soczystej.
Taki system sprawia jednak, że gospodarstwo jest szczególnie uzależnione od kondycji użytków zielonych. Ekologiczny charakter gospodarstwa ma jeszcze jedną konsekwencję. Do renowacji łąk i pastwisk nie można używać przypadkowego materiału siewnego.
– Potrzebne są wysokiej jakości, certyfikowane nasiona, przeznaczone do produkcji ekologicznej. Są znacznie droższe od zwykłego materiału siewnego, a do tego trudniej dostępne, zwłaszcza gdy trzeba odtworzyć dziesiątki czy setki hektarów łąk i pastwisk – tłumaczy Mieczysław Woźny.
A w tym gospodarstwie konieczność renowacji wielkich powierzchni użytków zielonych pojawia się od kilku lat z regularnością niemal wpisaną już w rolniczy kalendarz. Tyle że zamiast pór siewu i zbiorów wyznaczają ją kolejne wizyty dzików.
– Pierwsze poważne szkody szacowaliśmy już w 2021 roku, ale prawdziwy problem zaczął się rok później. Kiedy przyjechałem na miejsce, zobaczyłem ok. 400 hektarów użytków zielonych tak zbuchtowanych, jakby ktoś przewrócił ziemię do góry nogami. Zajmuję się szacowaniem szkód łowieckich od wielu lat, ale czegoś takiego wcześniej nie widziałem. Łąki zostały odnowione, poniesiono ogromne koszty, a dziki wróciły i ponownie zaczęły je niszczyć. I tak właściwie jest do dziś: naprawiamy szkody, a po pewnym czasie wszystko zaczyna się od nowa i to dwa razy w roku – opowiada Mieczysław Woźny.
Ponad 963 tys. zł odszkodowań. Kto odpowiada za szkody?
Za pierwszym razem szkody wyrządzone przez dziki szacowało Nadleśnictwo Warcino. Nieprzypadkowo, bo gospodarstwo leży, jak wspomnieliśmy, w sąsiedztwie Ośrodka Hodowli Zwierzyny Warcino, obejmującego obwód łowiecki nr 108, którego nadleśnictwo jest zarządcą. Zgodnie z Prawem łowieckim to dzierżawca albo zarządca obwodu odpowiada za szacowanie szkód łowieckich powstałych na gruntach znajdujących się w jego granicach oraz za wypłatę należnych odszkodowań.
Potem jednak Nadleśnictwo inaczej zakwalifikowało część pastwisk. Uznało, że skoro są trwale ogrodzone, to zgodnie z art. 26 Prawa łowieckiego nie wchodzą w skład obwodu łowieckiego nr 108. Ta kwalifikacja miała zasadnicze znaczenie, bo o ile za szkody powstałe w granicach obwodu odpowiada jego dzierżawca lub zarządca, to za szkody wyrządzone przez zwierzynę na terenach niewchodzących w skład obwodów łowieckich odpowiedzialność ponosi Skarb Państwa. W konsekwencji kolejne zgłoszenia dotyczące szkód na ogrodzonych pastwiskach w Osieku zaczęto przekazywać Zarządowi Województwa Pomorskiego, który szacuje takie szkody i wypłaca odszkodowania z budżetu państwa, czyli naszych podatków.
– W praktyce oznacza to, że od kilku lat na tych ponad 650 ha gruntów nikt nie poluje. Dziki mają tu spokój i potrafią chodzić po pastwiskach nawet w biały dzień – zwraca uwagę Mieczysław Woźny.
Kwoty odszkodowań dla gospodarstwa z Osieku robią wrażenie. Za szkody z wiosny 2022 roku ustalono odszkodowanie w wysokości 476 684,18 zł, za kolejną szkodę z tego samego roku – 164 583,31 zł, a w protokole z maja 2023 roku wartość następnych szkód określono na 322 428,87 zł. Łącznie daje to ponad 963 tys. zł.
Michał Piotrowski, rzecznik prasowy Urzędu Marszałkowskiego Województwa Pomorskiego, przekazał nam dane, pokazujące, że szkody łowieckie na terenach, za które odpowiada Skarb Państwa, generują niemałe koszty. W latach 2022–2026 do Zarządu Województwa zgłoszono łącznie 134 szkody, a wartość oszacowanych strat sięgnęła niemal 2,4 mln zł. Najgorzej było w 2022 roku, kiedy wyceniono je na ponad milion złotych. W kolejnych latach było to odpowiednio blisko 628 tys., 529 tys. i 173 tys. zł, a w niepełnym jeszcze 2026 roku – niespełna 40 tys. zł. W ciągu całego analizowanego okresu poszkodowanym wypłacono ok. 1,4 mln zł. Z danych urzędu wynika również, że na pieniądze często trzeba było długo czekać. Średni czas od ostatecznego oszacowania szkody do wypłaty wynosił od 40 dni w 2022 roku do aż 110 dni w 2024 roku.
Na tle tych danych skala problemu w gospodarstwie Zazgornika jest jeszcze bardziej uderzająca. Udokumentowane szkody w tym gospodarstwie to ponad 40% wartości wszystkich szkód łowieckich oszacowanych przez Zarząd Województwa Pomorskiego w latach 2022–2026.
Nie oznacza to jednak, że taka kwota od razu trafiła do rolnika. Wypłaty przeciągały się, a w urzędowej korespondencji pojawiał się nawet argument o braku środków w budżecie.
– Odszkodowania dostaliśmy dotąd za dwa lata, ale przecież nie o to nam chodzi, żeby państwo co roku płaciło za kolejne szkody – podkreśla Mieczysław Woźny. – To zaklęte koło. Po zbuchtowaniu te użytki odnawiamy, siejemy trawę, a ona nie zdąży jeszcze dobrze się ukorzenić i odbudować darni, kiedy dziki znowu wchodzą i wszystko buchtują. Potem przyjeżdża komisja na kolejne szacowanie, widzi słabszą, przerzedzoną łąkę i mówi, że ona gorzej plonuje, więc szkoda jest mniejsza. Tylko że ta łąka jest w takim stanie nie dlatego, że o nią nie dbamy, lecz dlatego, że od kilku lat nie ma szansy normalnie się zregenerować. Naprawiamy ją, ponosimy koszty, a zanim renowacja przyniesie pełny efekt, dziki niszczą ją ponownie.
Odszkodowania zamiast zapobiegania. Kto powstrzyma dziki?
To klasyczny przypadek leczenia (wypłata odszkodowań), a nie zapobiegania (odstrzał dzików). Co się dzieje w tej kwestii w tej historii? Kluczową rolę do odegrania mają tutaj osoby i instytucje odpowiedzialne za gospodarkę łowiecką na tym terenie. O odstrzał dzików pytamy Polski Związek Łowiecki, Zarząd Okręgowy w Słupsku.
Związek zwraca uwagę, że w ostatnich latach wyraźnie wzrosła realizacja planów pozyskania dzików w okręgu słupskim. Jeszcze w sezonie 2022/23 wykonano 72% planu, rok później już 101%, w sezonie 2024/25 – 129%, a w 2025/26 aż 158%. Dane te nie obejmują odstrzałów sanitarnych, prowadzonych dodatkowo w związku z ASF. Oznacza to, że w ciągu zaledwie czterech sezonów wykonanie planów odstrzału dzików wzrosło ponaddwukrotnie. Co z tego, skoro, jak wyjaśnia Michał Pobiedziński, łowczy okręgowy PZŁ w Słupsku:
– Polski Związek Łowiecki nie sprawuje nadzoru nad gospodarką łowiecką w obwodzie nr 108, ponieważ OHZ Warcino zarządzają Lasy Państwowe – Nadleśnictwo Warcino. My jedynie uczestniczyliśmy w spotkaniach i wizji lokalnej oraz prowadziliśmy rozmowy z Nadleśnictwem Warcino i Regionalną Dyrekcją Lasów Państwowych w Szczecinku, szukając możliwości ograniczenia problemu.
Problem dostrzegł także Urząd Marszałkowski. W maju 2026 roku informował Woźnego w piśmie, że zwrócił się do Nadleśnictwa Warcino jako zarządcy obwodu nr 108 o podjęcie działań zaradczych na terenach otaczających użytki zielone gospodarstwa. Marszałek poszedł nawet krok dalej – rozpoczął procedurę zmiany granic obwodów łowieckich, zakładającą, że tereny sąsiadujące z gospodarstwem Zazgornika znalazłyby się pod zarządem lub w dzierżawie innego podmiotu.
