Jacek Zarzecki, wiceprzewodniczący Polskiej Platformy Zrównoważonej Wołowiny ocenia, że dzięki marce "Polska Wołowina" rynek może wzrosnąć o kwotę rzędu od 700 mln do 1 mld euro.
Na powodzeniu całego projektu mają skorzystać nie tylko zakłady mięsne, ale również hodowcy i konsumenci.
Nasza wołowina potrzebuje wspólnej marki
Polska należy do najważniejszych producentów wołowiny w Unii Europejskiej, a zdecydowana większość krajowej produkcji trafia na eksport. Mimo mocnej pozycji na rynku wciąż istnieje przestrzeń do zwiększenia rozpoznawalności polskiego mięsa i jego wartości handlowej.
Branża chce to zmienić, rozwijając wspólną markę "Polska Wołowina". Inicjatywę wspiera osiem największych zakładów, odpowiadających za ponad 60% ubojów i ponad 70% eksportu. Celem jest stworzenie oznaczenia kojarzonego z konkretnymi standardami, a nie tylko z krajem pochodzenia.
Jak podkreśla Jacek Zarzecki, branża chce konkurować przede wszystkim jakością i powtarzalnością produktu, a nie wyłącznie ceną. Samo polskie pochodzenie nie zawsze wystarcza, by uzyskać za mięso wyższą cenę. Potrzebna jest dobra promocja i oznaczenie, które pomoże budować zaufanie odbiorców, a także wyróżnić krajowy produkt na tle konkurencji.
Rynek polskiej wołowiny może wzrosnąć o jedną trzecią
Według Zarzeckiego rozwój wspólnej marki może przyczynić się do wzrostu rynku polskiej wołowiny o około jedną trzecią. Jak szacuje przedstawiciel branży, potencjalna skala tego wzrostu może odpowiadać kwocie rzędu 700 mln–1 mld euro.
To prognoza, a nie gwarantowany rezultat. Jej realizacja będzie zależeć m.in. od tego, czy polska wołowina zyska większą rozpoznawalność, a odbiorcy będą skłonni płacić więcej za produkt o potwierdzonej jakości.
Jak wskazuje Jacek Zarzecki, polskie mięso nie musi ustępować jakością produktom z krajów, które od lat skutecznie budują swoją pozycję na światowym rynku. Problemem pozostaje jednak mniejsza rozpoznawalność polskiej wołowiny.
Przykładem jest sytuacja, w której polskie mięso sprzedawano w Pradze pod marką kojarzoną z wołowiną argentyńską. Pokazuje to, że o pozycji produktu decydują nie tylko jego właściwości, ale również marka i sposób prezentacji.
Koniec z loterią przy zakupie wołowiny?
Jednym z głównych założeń projektu jest opracowanie systemu oznaczania jakości kulinarnej mięsa. Chodzi o to, by konsument wiedział, czego może oczekiwać od konkretnego kawałka i do jakiego sposobu przygotowania najlepiej go wykorzystać.
– Kupowanie wołowiny jest dzisiaj trochę jak loteria – wskazuje Jacek Zarzecki. Nawet jeśli mięso przygotuje się w ten sam sposób, efekt może być różny.
Branża chce ograniczyć tę nieprzewidywalność. Planowane oznaczenie ma uwzględniać właściwości mięsa i jego przeznaczenie. Dzięki temu kupujący łatwiej rozpozna, który kawałek nadaje się na steki, a który lepiej sprawdzi się na przykład do przygotowania zrazów.
Według Zarzeckiego takie rozwiązanie byłoby pionierskie w Europie. Podobne systemy funkcjonują m.in. w Australii, Japonii i Stanach Zjednoczonych. Prace nad polskim rozwiązaniem już trwają, a zakładanym terminem jego wprowadzenia są najbliższe 2 lata.
Dla konsumenta oznaczałoby to łatwiejszy wybór i większą przewidywalność efektu kulinarnego. Dla branży – szansę na budowanie zaufania do polskiej wołowiny.
Hodowcy powinni otrzymywać premię za jakość
Jednym z najważniejszych pytań pozostaje to, czy na rozwoju marki skorzystają również rolnicy utrzymujący bydło. Według Jacka Zarzeckiego obecny system rozliczeń wciąż w zbyt dużym stopniu koncentruje się na masie zwierzęcia.
– Rolnik dzisiaj dostaje pieniądze za wagę, a powinien dostawać premię za jakość – podkreśla Zarzecki.
To istotny warunek powodzenia całego przedsięwzięcia. Jeżeli polska wołowina ma być kojarzona z wysokimi standardami, system powinien premiować producentów dostarczających surowiec spełniający określone wymagania.
Tomasz Rasiński, wiceprezes organizacji reprezentującej producentów bydła, zwraca uwagę, że jakość zaczyna się już w gospodarstwie. Potrzebny jest jednak mechanizm, który pozwoli podzielić korzyści ze sprzedaży między hodowców a zakłady przetwórcze.
Rozwój eksportu może otworzyć dostęp do bardziej wymagających rynków, na których liczą się konkretne parametry mięsa. Jeżeli lepsza jakość przełoży się na korzystniejsze ceny skupu, rolnicy zyskają dodatkową motywację do dostosowywania produkcji do oczekiwań odbiorców.
Znaczenie ma także sposób prowadzenia opasu i wykorzystanie potencjału zwierząt. Jak wskazuje Rasiński, dobrej jakości wołowinę można uzyskać również z bydła ras mlecznych, pod warunkiem zastosowania odpowiedniej technologii. Jedną z cech cenionych przez odbiorców jest marmurkowatość, czyli rozmieszczenie tłuszczu wewnątrz mięśni.
Dla hodowców najważniejsze będzie więc nie samo pojawienie się nowego oznaczenia, lecz to, czy spełnianie określonych standardów pozwoli uzyskać lepszą cenę za bydło. Potrzebne będą jasne kryteria oceny i wiarygodny system premiowania jakości.
Polska wołowina ma mocną pozycję eksportową
Znaczenie wspólnej marki pokazują dane dotyczące pozycji Polski w europejskiej produkcji i handlu wołowiną.
Podczas spotkania z mediami 29 października minister rolnictwa Stefan Krajewski wskazywał, że Polska jest piątym producentem wołowiny w Unii Europejskiej i odpowiada za około 10% unijnej produkcji. Jest także drugim największym unijnym eksporterem tego mięsa, po Irlandii.
Krajowa branża jest mocno uzależniona od rynków zagranicznych. Według danych przedstawionych podczas konferencji blisko 80–90% polskiej wołowiny trafia na eksport, a większość sprzedaży zagranicznej kierowana jest do państw Unii Europejskiej.
Do najważniejszych odbiorców należą Włochy, Niemcy i Holandia. Polska ma na tych rynkach silną pozycję, ale dalszy rozwój wymaga utrzymania konkurencyjności i szukania kolejnych możliwości sprzedaży.
Wspólne oznaczenie ma pomóc wzmocnić pozycję krajowych producentów. Jego zadaniem będzie nie tylko informowanie o pochodzeniu mięsa, lecz także budowanie skojarzeń z określonym standardem jakości.
Identyfikowalność ma zwiększyć zaufanie konsumentów
Ważnym elementem rozwoju marki będzie możliwość prześledzenia drogi produktu – od gospodarstwa, przez ubój i rozbiór, aż po sklep.
Minister Stefan Krajewski wskazywał na prace nad rozwiązaniami dotyczącymi identyfikowalności, które mają ułatwić sprawdzenie pochodzenia mięsa na kolejnych etapach łańcucha dostaw.
Dla konsumentów coraz większe znaczenie mają informacje o tym, skąd pochodzi żywność i w jaki sposób została wyprodukowana. Przejrzysty system może więc zwiększyć wiarygodność oznaczenia "Polska Wołowina".
Znaczenie mają również konkretne standardy produkcji. Jednym z systemów jakości jest QMP, obejmujący produkcję wołowiny. Według informacji przedstawionych podczas konferencji uczestniczy w nim ponad 250 tys. sztuk bydła. Oparcie wspólnej marki na jasno określonych wymaganiach może pomóc w budowaniu zaufania do produktu.
Konsumenci również mogą zyskać
Budowanie marki nie jest wyłącznie projektem eksportowym. Korzyści mogą odczuć także polscy konsumenci.
Jednym z problemów przy zakupie wołowiny jest trudność w ocenie jej jakości przed przygotowaniem posiłku. Oznaczenie wskazujące przeznaczenie kulinarne i parametry produktu może ułatwić wybór oraz ograniczyć ryzyko rozczarowania.
Jacek Zarzecki zwracał uwagę na wzrost spożycia wołowiny w Polsce. Według przywołanych przez niego danych konsumpcja w przeliczeniu na mieszkańca wzrosła z około 1,2 kg w 2015 r. do blisko 4 kg obecnie. Pokazuje to, że rynek krajowy również może mieć znaczenie dla rozwoju branży.
Czytelne oznaczenie jakości i przeznaczenia kulinarnego może ułatwić wybór mięsa oraz zwiększyć szansę, że konsument uzyska oczekiwany efekt podczas przygotowywania posiłku.
Czy wspólna marka zmieni sytuację polskiej wołowiny?
Projekt "Polska Wołowina", o którym szerzej pisaliśmy tutaj ma połączyć działania dotyczące jakości kulinarnej, komunikacji rynkowej i standardów produkcji. Powodzenie inicjatywy będzie zależeć od współpracy zakładów mięsnych, hodowców i pozostałych uczestników rynku.
Dla rolników kluczowe będzie to, czy lepsza pozycja polskiej wołowiny przełoży się na korzystniejsze warunki sprzedaży i premiowanie jakości. Zakłady będą liczyć na możliwość konkurowania czymś więcej niż ceną, a konsumenci – na łatwiejszy wybór i bardziej przewidywalny efekt kulinarny.
O powodzeniu projektu zdecyduje to, czy wspólna marka stanie się dla odbiorców rzeczywistym potwierdzeniem jakości, a nie tylko kolejnym logo na opakowaniu.
Krzysztof Zacharuk
