Rolnicy szukają różnych sposobów, aby ułatwić klientom zakup lokalnej żywności i wyróżnić własne produkty. Jednym z takich rozwiązań są samoobsługowe mlekomaty, warzywomaty czy truskawkomaty. Gospodarstwo z niemieckiego Salzbergen wybrało jednak inną drogę – uruchomiło truskawkowy drive-in, w którym klienci składają zamówienia i odbierają je bez wysiadania z samochodu.
Pomysł miał być jedynie uzupełnieniem działającego już sklepu gospodarskiego. Szybko okazało się jednak, że zainteresowanie klientów znacznie przekracza możliwości przygotowanej infrastruktury.
Silvan Schulze-Weddige prowadzi w Salzbergen ekologiczne uprawy truskawek i szparagów. Jak opisuje portal topagrar.com, już w pierwszy weekend po otwarciu jego punktu kolejka samochodów sięgała pobliskiej drogi krajowej. Niektórzy klienci czekali na zamówienie ponad dwie godziny.
Skala zainteresowania zmusiła rolnika do szybkiej zmiany organizacji ruchu, wymiany niemal całego sprzętu i zatrudnienia prawie 20 pracowników. Początkowo zakładał, że do obsługi punktu wystarczy jedna osoba.
Pomysł na sprzedaż truskawek podpatrzył w Holandii
Schulze-Weddige prowadzi gospodarstwo Gut Holsterfeld w Dolnej Saksonii. Koncepcję punktu typu drive-in podpatrzył podczas wyjazdu do Holandii, gdzie razem ze swoją partnerką trafił na podobne przedsięwzięcie. Rolnik uznał, że taki model sprzedaży może sprawdzić się również w jego gospodarstwie. Sprzyjała temu lokalizacja – przy drodze krajowej oraz niedaleko autostrady A30.
Nie na skup i nie przez pośrednika. Ci rolnicy inaczej sprzedają własne plony
Przygotowania rozpoczęły się zimą. Zespół musiał zaplanować trasę przejazdu samochodów, znaleźć odpowiednie terminale do składania zamówień i uzyskać wymagane pozwolenia. Zezwolenia budowlanego wymagała między innymi konstrukcja z szyldem o wysokości ponad czterech metrów, pod którą przejeżdżają klienci.
Początkowe założenie było proste: system miał działać w dużej mierze cyfrowo, a do realizacji zamówień miała wystarczyć jedna osoba.
Nie tylko świeże truskawki. W ofercie znalazło się 11 produktów
Rolnik nie ograniczył sprzedaży do owoców w łubiankach. Wspólnie ze swoją partnerką Lisą, związaną zawodowo z technologią żywności, przygotował ofertę złożoną z 11 pozycji.
Klienci mogą zamawiać między innymi truskawki w czekoladzie, tartaletki, koktajle mleczne, mrożone napoje oraz lody spaghetti. Produkty zawierają świeże truskawki albo przygotowany z nich sos. W sezonie szparagowym asortyment uzupełniają również hot dogi ze szparagami.
Tak skonstruowana oferta pokazuje, że wartość sprzedawanych plonów można zwiększać nie tylko przez zmianę sposobu pakowania, lecz także przez przetwarzanie ich w proste produkty gotowe do spożycia. W tym przypadku wymagało to jednak odpowiedniego zaplecza, sprzętu i organizacji pracy.
Klienci stali w kolejce przez ponad dwie godziny
Drive-in rozpoczął działalność 8 maja. Jeszcze przed otwarciem właściciel promował nowy punkt w mediach społecznościowych. Zainteresowanie szybko przerosło jego oczekiwania. Klienci nagrywali kolejki samochodów i publikowali filmy w internecie. Jak podaje topagrar.com, jedno z takich nagrań uzyskało około 400 tys. wyświetleń.
W pewnym momencie sytuacja stała się na tyle trudna, że obsługa musiała czasowo zamknąć wjazd. Bez takiej decyzji nie byłaby w stanie rozładować powstałego korka. Co ciekawe, największym problemem nie było przygotowanie i wydawanie produktów. Zatory powstawały przede wszystkim podczas składania zamówień przy cyfrowych terminalach.
Zespół zmienił więc organizację przejazdu i wydłużył trasę, na której mogą ustawiać się samochody. Informacje o przewidywanym czasie oczekiwania zaczęły pojawiać się na tablicach ustawionych przy punkcie oraz na stronie internetowej gospodarstwa.
Sprzęt półprofesjonalny szybko przestał wystarczać
Duża liczba zamówień ujawniła również ograniczenia zaplecza technicznego. Początkowo rolnik kupił półprofesjonalne urządzenia do przygotowywania koktajli, lodów i mrożonych napojów. Przy kilkuset klientach dziennie sprzęt nie zapewniał jednak odpowiedniej wydajności. Schulze-Weddige wymienił więc niemal wszystkie urządzenia na profesjonalne wyposażenie gastronomiczne.
Przykład gospodarstwa z Salzbergen pokazuje, że nawet pozornie prosty pomysł na dodatkową sprzedaż może szybko przekształcić się w osobny rodzaj działalności. Wraz ze wzrostem liczby klientów rosną bowiem wymagania dotyczące wydajności urządzeń, logistyki, bezpieczeństwa ruchu i zatrudnienia.
Warzywomat nad jeziorem. Młode małżeństwo sprzedaje warzywa 24 godziny na dobę
Miała wystarczyć jedna osoba. Potrzebnych było prawie 20 pracowników
Po kilku pierwszych tygodniach ruch nieco się uspokoił, ale nadal pozostaje duży. Punkt działa od piątku do niedzieli, w godzinach od 11.00 do 20.00. Każdego dnia obsługuje średnio ponad 300 samochodów. Dotychczasowy rekord wyniósł 420 klientów w ciągu jednego dnia.
Pierwotny plan zakładający obsługę drive-inu przez jednego pracownika szybko stracił aktualność. W krótkim czasie właściciel zatrudnił prawie 20 osób.
Dodatkowym wyzwaniem okazało się dostarczanie gotowych produktów do kiosku, w którym klienci odbierają zamówienia. Większość z nich powstaje obecnie w budynkach gospodarstwa znajdujących się po drugiej stronie drogi.
Rolnik planuje rozbudowę punktu sprzedaży
Przed kolejnym sezonem Schulze-Weddige zamierza powiększyć kiosk. Chce również przystosować część wiaty maszynowej położonej bezpośrednio za punktem do przygotowywania żywności.
Obiekt będzie wcześniej wymagał przebudowy, ale przeniesienie części produkcji bliżej miejsca wydawania zamówień powinno ograniczyć problemy logistyczne.
Truskawkowy drive-in w Salzbergen był pierwszym takim punktem w Niemczech. Według topagrar.com podobne rozwiązanie wdrożyło już kolejne gospodarstwo w Bottrop-Kirchhellen.
Internetowy rozgłos nie gwarantuje stałej sprzedaży
Właściciel Gut Holsterfeld przyznaje, że duże zainteresowanie klientów i pozytywne opinie cieszą, ale jednocześnie podchodzi do sukcesu ostrożnie. Nie ma pewności, czy popularność punktu utrzyma się po zakończeniu pierwszego sezonu.
Dlatego najważniejszym zadaniem nie jest już samo przyciąganie kolejnych osób. Rolnik chce sprawić, aby klienci, którzy odwiedzili gospodarstwo z ciekawości lub ze względu na popularność projektu w mediach społecznościowych, zaczęli regularnie wracać.
Historia z Salzbergen pokazuje, że nietypowa forma sprzedaży może znacznie zwiększyć zainteresowanie produktami rolnymi. Jednocześnie sukces może oznaczać konieczność szybkiego zwiększenia zatrudnienia, wymiany sprzętu i przebudowy zaplecza. Sam pomysł przyciąga klientów, ale o jego trwałości zdecydują sprawna obsługa, jakość produktów i zdolność gospodarstwa do przekształcenia chwilowej popularności w stałą sprzedaż.
Oprac. Maria Khamiuk na podst. topagrar.com
