26 mln dolarów nie wystarczyło, by rolnicy sprzedali ziemię
Rodzina Huddlestonów od pokoleń prowadzi gospodarstwo w hrabstwie Mason w amerykańskim stanie Kentucky. Na około 500 ha ziemi utrzymuje m.in. bydło. Gdy przedstawiciel nieujawnionej firmy zaproponował rodzinie 26 mln dolarów za znaczną część gruntów, rolnicy ostatecznie nie zgodzili się na sprzedaż.
O tej historii pisaliśmy już pod koniec marca. W relacji lokalnej telewizji Delsia Bare, córka właścicielki gospodarstwa, podkreślała, że rodzina woli zachować krowy, zamiast zastępować je komputerami. Wysoka oferta nie zrekompensowałaby jej utraty ziemi, która od pokoleń stanowi podstawę utrzymania rodziny.
Odmowa nie zatrzymała jednak całej inwestycji. Inni właściciele zgodzili się sprzedać grunty, a w maju 2026 r. lokalne władze ostatecznie zatwierdziły zmianę przeznaczenia 28 nieruchomości położonych w pobliżu Maysville. Łącznie chodzi o ponad 2 tys. akrów, czyli przeszło 800 ha. Centrum danych może więc powstać obok gospodarstwa, którego właściciele nie oddali inwestorowi ani hektara.
Przypadek z Kentucky pokazuje, że problem nie zawsze kończy się na indywidualnej decyzji: sprzedać ziemię czy ją zachować. Rolnik może pozostać w gospodarstwie, ale decyzje sąsiadów i samorządu zmienią jego otoczenie, lokalny rynek ziemi oraz sposób korzystania ze wspólnej infrastruktury.
Centra danych coraz częściej trafiają na obszary rolnicze
Centra danych to obiekty wypełnione serwerami, które przechowują i przetwarzają informacje. Umożliwiają działanie usług internetowych, chmury, aplikacji i systemów wykorzystujących sztuczną inteligencję. Rozwój AI przyspieszył jednak zapotrzebowanie na znacznie większe obiekty, dysponujące ogromną mocą obliczeniową.
Według analizy American Farm Bureau Federation w Stanach Zjednoczonych działa lub powstaje około 4925 centrów danych. Coraz więcej inwestycji trafia na tereny wiejskie, gdzie łatwiej znaleźć duże działki, dostęp do infrastruktury energetycznej oraz miejsce na dalszą rozbudowę.
Rosnące napięcie między sektorem technologicznym a rolnictwem opisał również The Wall Street Journal. Dziennik przedstawił m.in. sytuację hodowców bydła z Montany. Około 50 km od gospodarstwa Clinta McRae przedsiębiorstwo energetyczne kupiło blisko 6 tys. akrów, czyli około 2,4 tys. ha pastwisk. Okoliczni ranczerzy podejrzewają, że teren może w przyszłości posłużyć pod centrum danych. Firma zastrzega jednak, że nie podjęła jeszcze decyzji dotyczącej jego wykorzystania.
McRae obawia się przede wszystkim konkurencji o wodę. W czasie kolejnego suchego roku ograniczenia mogą objąć rolnictwo, mimo że od dostępu do wody zależą pastwiska, kondycja krów i odchów cieląt. To właśnie lokalna dostępność zasobów, a nie samo istnienie centrów danych, staje się głównym źródłem konfliktu.
Dlaczego inwestorzy wybierają właśnie grunty rolne?
Centrum danych nie może powstać w przypadkowym miejscu. Potrzebuje stabilnego i wydajnego zasilania, dostępu do sieci światłowodowej, odpowiedniej ilości wody lub innego sposobu chłodzenia, a także terenu, na którym można zbudować hale, drogi, stacje elektroenergetyczne i instalacje awaryjne.
Grunty rolne często spełniają część tych warunków. Tworzą duże, zwarte działki, są już oczyszczone, wyrównane i pozbawione gęstej zabudowy. American Farm Bureau Federation zwraca uwagę, że pozwala to inwestorom ograniczyć koszty i skrócić przygotowanie terenu. Na obszarach wiejskich łatwiejsza bywa również zmiana przeznaczenia gruntów z rolniczego na przemysłowe.
Dochodzi do tego ogromna różnica możliwości finansowych. Rolnik ocenia cenę ziemi przez pryzmat plonów, obsady zwierząt i dochodu, który grunt może przynosić przez kolejne lata. Dla firmy realizującej inwestycję wartą kilka lub kilkanaście miliardów dolarów koszt zakupu ziemi stanowi jedynie część całego budżetu. Może więc zaoferować kwotę, której gospodarstwo zainteresowane powiększeniem areału nie jest w stanie przebić.
Presja nie dotyczy wyłącznie działek bezpośrednio przeznaczonych pod budowę. Już sama możliwość zmiany planu zagospodarowania nadaje ziemi wartość spekulacyjną. Według Farm Bureau może to podnosić ceny sprzedaży oraz dzierżawy również tam, gdzie centrum danych jeszcze nie powstało. W rezultacie rolnikom trudniej kupić ziemię, powiększyć gospodarstwo albo przekazać je następcy w skali pozwalającej utrzymać produkcję.
Ziemia wypada z produkcji na stałe
Pole zajęte przez centrum danych nie zmienia się jedynie w miejsce ustawienia jednej hali. Duże kampusy wymagają także dróg, parkingów, ogrodzeń, podstacji, linii energetycznych, zbiorników, generatorów awaryjnych oraz infrastruktury technicznej.
American Farm Bureau Federation podkreśla, że po przekształceniu ziemi rolnej w teren przemysłowy rzadko wraca ona do produkcji. Nawet gdy samo centrum przestanie działać, pozostają budynki, utwardzona powierzchnia i instalacje, których usunięcie wymagałoby dużych nakładów.
Nowa zabudowa może też dzielić większe kompleksy gruntów. Gospodarstwo nadal działa, ale pomiędzy jego polami pojawiają się drogi, linie przesyłowe albo tereny przemysłowe. To utrudnia przejazd maszyn, wypas zwierząt oraz racjonalną organizację produkcji.
Nie oznacza to jednak, że centra danych odpowiadają za całe kurczenie się powierzchni rolniczej w USA. Według spisu rolnego USDA między 2017 a 2022 r. areał użytkowany przez amerykańskie gospodarstwa zmniejszył się o 20,1 mln akrów, czyli o 2,2%. Na ten proces wpływają również budownictwo mieszkaniowe, inne inwestycje przemysłowe, zmiany struktury gospodarstw i przekształcenia obszarów wiejskich. Centra danych są więc kolejnym czynnikiem, który w wybranych regionach może przyspieszać utratę ziemi.
Największa konkurencja może dotyczyć energii
Centrum danych pracuje przez całą dobę. Energię zużywają nie tylko serwery, lecz także urządzenia chłodzące, systemy bezpieczeństwa, zasilanie awaryjne oraz pozostała infrastruktura. Szczególnie energochłonne są serwery przystosowane do obsługi sztucznej inteligencji.
Opublikowana w czerwcu 2026 r. aktualizacja raportu Lawrence Berkeley National Laboratory wskazuje, że w 2030 r. centra danych mogą odpowiadać za około 11,8% całego zużycia energii elektrycznej w Stanach Zjednoczonych. Autorzy przedstawiają przy tym szeroki zakres możliwych wyników – od 9,5 do 15,3%. W scenariuszu referencyjnym sektor zużyłby w 2030 r. około 649 TWh.
Podobny kierunek pokazuje Międzynarodowa Agencja Energetyczna (IEA). Według jej bazowego scenariusza globalne zużycie prądu przez centra danych niemal podwoi się i w 2030 r. osiągnie około 945 TWh. Nadal będzie to niespełna 3% światowego zapotrzebowania, jednak obiekty skupiają się w określonych regionach. Dlatego ich wpływ na konkretną sieć może być znacznie większy, niż sugeruje globalny udział.
Dla rolników ważne staje się zatem nie tylko pytanie, czy w kraju wystarczy energii. Liczy się również to, czy lokalna sieć ma odpowiednią przepustowość, kto zapłaci za jej rozbudowę i czy podłączenie bardzo dużego odbiorcy nie utrudni kolejnych inwestycji w gospodarstwach, przetwórniach albo instalacjach nawadniających.
Nie można przy tym z góry zakładać, że każde centrum danych automatycznie podniesie rachunki pozostałych odbiorców. Przedstawiciel branżowej organizacji Data Center Coalition przekonywał w rozmowie z „The Wall Street Journal”, że w niektórych stanach dodatkowe wpływy od wielkich odbiorców pozwoliły zamrozić lub obniżyć taryfy. Wynik zależy jednak od warunków przyłączenia oraz od tego, czy koszty nowych elektrowni, stacji i linii poniesie inwestor, czy ogół użytkowników sieci.
Woda staje się punktem „zapalnym” podczas suszy
Serwery wytwarzają dużo ciepła, dlatego centra danych potrzebują wydajnego chłodzenia. Niektóre systemy wykorzystują głównie powietrze, inne wodę, a część łączy obie technologie. Pobór zależy więc od konstrukcji obiektu, klimatu i temperatury w danym okresie.
Z przywołanych przez portal Uniwersytetu Stanforda danych amerykańskiego Departamentu Energii wynika, że bezpośrednie zużycie wody przez centra danych w USA wzrosło z 21,2 mld litrów w 2014 r. do 66 mld litrów w 2023 r. Większość przypadała na największe obiekty hiperskalowe.
Skalę lokalnego wpływu pokazuje przykład miasta The Dalles w stanie Oregon. Tamtejsze centrum Google zużyło w 2021 r. około 1,34 mld litrów wody, co odpowiadało jednej czwartej rocznego zużycia całego miasta. Jednocześnie analizy dotyczące zachodnich stanów USA pokazują, że rolnictwo nadal pobiera w wielu regionach znacznie więcej wody niż centra danych.
Problem polega więc nie na tym, że sektor technologiczny wszędzie wyprzedza rolnictwo, ale że staje się nowym dużym odbiorcą tam, gdzie zasoby już są ograniczone. Latem woda jest potrzebna jednocześnie do chłodzenia serwerów, nawadniania upraw, pojenia zwierząt oraz zaopatrzenia mieszkańców.
Technologia może zmniejszyć tę presję. Władze Maysville zapewniają na przykład, że planowane centrum w Kentucky ma wykorzystywać zamknięty obieg wody. Farm Bureau postuluje natomiast, aby firmy jeszcze przed wydaniem zezwoleń ujawniały przewidywane zużycie i stosowały rozwiązania oszczędzające wodę.
Miejsca pracy i podatki kontra utrata gruntów
Samorządy popierające centra danych wskazują na podatki, rozwój infrastruktury oraz zatrudnienie. W przypadku inwestycji w Kentucky przedstawiciele lokalnych władz zapowiadali ponad tysiąc miejsc pracy podczas budowy i ponad 100 stałych stanowisk po uruchomieniu obiektu. Zapewniali również, że inwestor sfinansuje dodatkowe źródło energii, dzięki czemu koszt nie obciąży mieszkańców. Są to jednak prognozy i deklaracje władz związane z konkretnym projektem, a nie wyniki działającej już inwestycji.
American Farm Bureau Federation również przyznaje, że centra danych mogą przynosić obszarom wiejskim wpływy podatkowe, miejsca pracy i modernizację infrastruktury. Organizacja zastrzega jednak, że korzyści zależą od lokalizacji, zapisów umowy oraz sposobu podziału kosztów. Nie każda gmina osiągnie taki sam efekt.
Dlatego przy ocenie inwestycji liczy się nie tylko liczba miejsc pracy na etapie budowy. Ważne jest także to, ilu pracowników pozostanie później, kto otrzyma wpływy podatkowe, kto sfinansuje sieć i wodociągi oraz jaką wartość dla lokalnej gospodarki tworzy ziemia pozostająca w produkcji rolnej.
Rolnictwo sprzeciwia się presji, ale samo potrzebuje centrów danych
Relacja między rolnictwem a infrastrukturą cyfrową nie sprowadza się do prostego konfliktu. Gospodarstwa korzystają przecież z przechowywania danych w chmurze, nawigacji satelitarnej, aplikacji do zarządzania stadem, czujników, automatyki i analizy zdjęć. Rozwój rolnictwa precyzyjnego oraz systemów wykorzystujących AI również opiera się na centrach danych.
Powstaje rolnicze gospodarstwo doświadczalne oparte na AI. W projekt zaangażowany Volkswagen
Farm Bureau nazywa to podwójną rzeczywistością: rolnictwo potrzebuje infrastruktury cyfrowej, ale ta sama infrastruktura zaczyna konkurować z nim o ziemię, wodę i energię. Spór nie dotyczy więc całkowitego zatrzymania technologii, lecz jej skali, lokalizacji oraz podziału kosztów i korzyści.
Czy podobny konflikt może pojawić się w Polsce?
Amerykańskiego obrazu nie można wprost przenieść na Polskę. Skala rynku, zasady planowania przestrzennego, dostępność gruntów i system rozliczania infrastruktury energetycznej są inne. Nie oznacza to jednak, że temat można zignorować.
Polskie Sieci Elektroenergetyczne w Planie rozwoju sieci przesyłowej na lata 2025-2034 uwzględniły centra danych jako oddzielny składnik przyszłego zapotrzebowania na moc. Na profilach dla 2034 r. pojawiają się one obok pomp ciepła, samochodów elektrycznych, produkcji wodoru i innych nowych odbiorów. Oznacza to, że operator już bierze pod uwagę ich wpływ na obciążenie krajowego systemu.
Równocześnie Unia Europejska zamierza potroić moc centrów danych do 2035 r. Wprowadziła już obowiązek monitorowania ich efektywności energetycznej oraz raportowania danych dotyczących m.in. zużycia energii i śladu wodnego. Komisja Europejska pracuje także nad unijnym systemem ocen i minimalnymi standardami efektywności.
Z punktu widzenia polskiego rolnictwa warto więc zadawać pytania, zanim pojawi się konflikt podobny do tego w Kentucky. Czy duże centra danych powinny w pierwszej kolejności powstawać na terenach poprzemysłowych, a nie na dobrych gruntach rolnych? Czy inwestor ma przed zmianą planu ujawnić przewidywany pobór wody i prądu? Kto pokryje koszty nowych linii, stacji i ujęć? Czy samorząd oceni pojedynczy obiekt, czy łączny wpływ całego klastra inwestycji?
Rolnik może odmówić sprzedaży własnej ziemi. Nie zawsze ma jednak wpływ na to, co powstanie za jego płotem i jak nowa inwestycja zmieni dostęp do zasobów, od których zależy produkcja.
Pytanie nie brzmi już bowiem, czy infrastruktura potrzebna sztucznej inteligencji będzie się rozwijać. Brzmi: gdzie powstanie, na jakich zasadach i kto ostatecznie poniesie jej koszty.
Oprac. Maria Khamiuk
