StoryEditor

Od Rukwieda po spór Szmulewicz – Serafin

Informowaliśmy już Państwa, że w minionym tygodniu na zaproszenie naszego resortu rolnictwa przybył do Polski Joachim Rukwied, przewodniczący Związku Rolników Niemieckich (DBV), największej i najbardziej wpływowej u naszych sąsiadów za Odrą organizacji rolniczej.
08.02.2015., 19:02h

Według naszych informacji, polski minister rolnictwa i niemiecki związkowiec omówili bieżącą sytuację w zakresie rolnictwa i trudności wynikające z rosyjskiego embarga. Zgodni byli co do tego, że należy zintensyfikować działania w obrębie unijnych organizacji rolników COPA/COGECA i mocniej „nacisnąć” Komisję Europejską w zakresie uruchomienia pomocy dla wybranych rynków rolnych. Chodziłoby m.in. o uruchomienie subwencji eksportowych i wsparcie prywatnego przechowywania wieprzowiny oraz rozłożenie kar za przekroczenie kwot mlecznych na 3-5 lat.

Rukwied jednak dość ostrożnie podchodzi do pomysłów uruchomienia mechanizmu prywatnego przechowalnictwa. Skłonny jest za to bardziej skupić się na rozbudowie możliwości eksportu oraz poszukiwania nowych rynków zbytu dla nadwyżek z UE.
Tematy słuszne, ale dlaczego Krajowa Rada Izb Rolniczych, Solidarność RI czy Kółka Rolnicze, Samoobrona itp., nie zaproszą do Polski niemieckiego związkowca, by podyskutować o nich, tylko czyni to minister rolnictwa? Bo jak wynika z naszych informacji, to właśnie nasz resort rolnictwa zaprosił nad Wisłę przedstawiciela DBV. I nie uzgodnił tego ze związkowcami i samorządowcami. W efekcie niektórzy główni przedstawiciele polskich organizacji rolniczych nie mogli przybyć na rozmowy z zagranicznym gościem, gdyż równolegle szykowali się na wylot do Brukseli na posiedzenie COPA.

Inicjatywa ministra mogłaby być odebrana jako swoisty „policzek” na naszych krajowych organizacji, ale z pewnością tak nie będzie. Wszak związkowcy popierają swego ministra w całej rozciągłości; już niedawna konferencja prasowa ministra z liderami związków i Krajowej Rady Izb Rolniczych pokazała, że ci stoją praktycznie murem za szefem resortu – no, może z wyjątkiem Solidarności RI i ostatnio przedwyborczo nadaktywnej, spadłej jak z kosmosu – organizacji Izdebskiego. Przy okazji mamy wyraźny dowód na to, że ze spolegliwymi i skłóconymi pomiędzy sobą reprezentantami polskiej wsi nasz minister rolnictwa nie musi się wcale przejmować i sam narzuca im tempo działania.

Na koniec dodajmy, że podczas wspomnianego wyżej posiedzenia COPA/COGECA w Brukseli w 5 lutego br., zaiskrzyło znowu na linii Szmulewicz – Serafin. Poszło o to, że KRIR wystąpiła przyjęcie jej w poczet członków COGECA; wniosek Krajowej Rady zablokowała funkcjonująca wcześniej w COGECA organizacja Kółek Rolniczych, twierdząc, że sprawa z nią nie była załatwiona w Polsce.

Spór pomiędzy Kółkami a KRIR ciągnie się od lat; idzie w części o budżetowe pieniądze na funkcjonowanie polskich rolniczych organizacji w Brukseli, którymi zarządza KRIR. Formalnie jednak ostatnie słowo w zatwierdzeniu organizacjom corocznej 4,5 mln zł dotacji posiada minister rolnictwa. Czas pokazuje, że Kółka, pomimo niewłaściwego rozliczania pieniędzy – o czym pisaliśmy już na łamach „top agrar Polska” – mogą liczyć na wyjątkową wyrozumiałość resortu. Czy tymi pieniędzmi ministerstwo rolnictwa „kupuje” spolegliwość reprezentantów polskiej wsi?
pł

Masz pytanie lub temat?Napisz do autora
POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ
03. listopad 2026 21:49