Swoje zdanie wyraził w trakcie lipcowej konferencji "Rolnictwo i obszary wiejskie w nowej perspektywie finansowej Unii Europejskiej 2028–2034", która odbyła się w Instytucie Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej – PIB.
Co istotne, przedstawiciele branży nie tylko nie polemizowali z tą oceną, ale sami przyznali, że od skuteczniejszych kontroli zależy przyszłość polskiego eksportu drobiu.
Każde ognisko HPAI uderza w cały sektor
Polska należy do największych producentów i eksporterów mięsa drobiowego w Unii Europejskiej. Dlatego każde ognisko wysoce zjadliwej grypy ptaków (HPAI) oznacza nie tylko straty dla pojedynczych gospodarstw, lecz także zakłócenia w funkcjonowaniu całego łańcucha dostaw i ryzyko utraty zagranicznych rynków.
Szczególnie wyraźnie było to widać w 2025 r., kiedy Polska zmagała się z jedną z największych fal HPAI w swojej historii. W wielu regionach konieczna była likwidacja stad, wyznaczanie stref zapowietrzonych i zagrożonych oraz ograniczenia w przemieszczaniu drobiu.
Komisja Europejska rozważała wówczas objęcie części obszarów produkcji dodatkowymi środkami ochronnymi. Ostatecznie, po przedstawieniu przez Polskę programu wzmacniającego bioasekurację, udało się uniknąć najbardziej dotkliwych restrykcji.
Choć w 2026 r. sytuacja epidemiologiczna jest spokojniejsza, wirus HPAI nadal pozostaje jednym z najpoważniejszych zagrożeń dla branży. Każde nowe ognisko może uruchomić kolejne ograniczenia i odbić się na eksporcie polskiego drobiu.
To właśnie doświadczenia z ubiegłorocznego kryzysu sprawiły, że dziś zarówno administracja, jak i branża mówią jednym głosem o konieczności bezkompromisowego przestrzegania zasad bioasekuracji.
Siekierski: kilku nieuczciwych producentów szkodzi całej branży
Do wydarzeń z ubiegłego roku nawiązał podczas konferencji były minister rolnictwa Czesław Siekierski. Przypomniał, że w czasie kryzysu branża deklarowała gotowość do wdrożenia dodatkowych działań wymaganych przez Komisję Europejską.
– Drobiarze wtedy się godzili na wszystko. Na wszystkie ograniczenia, żeby tylko Bruksela nie wprowadziła tych ostrych restrykcji. Ale już po tygodniu zaczęli się wycofywać z tych obietnic – wytknął Siekierski.
Zdaniem byłego ministra problem nie dotyczy większości producentów, lecz niewielkiej grupy gospodarstw lekceważących obowiązujące zasady.
– Trzeba wyeliminować paru cwaniaków, którzy nie przestrzegają norm. To po prostu się nie mieści w głowie, bo później na tej produkcji w sposób nieracjonalny tracą wszyscy – mówił polityk PSL.
Siekierski ujawnił również, że jeszcze jako minister skierował sprawę do zbadania przez odpowiednie służby: – Mam obawy, że są tam duże nie tylko niedociągnięcia, ale wręcz działania celowe.
Podczas konferencji nie wyjaśnił jednak, czego konkretnie miały dotyczyć te podejrzenia ani na jakim etapie znajduje się obecnie ta sprawa.
Były minister nie miał wątpliwości, że od przestrzegania zasad bioasekuracji zależy przyszłość całej branży.
– Jeśli nie będzie jakości w tym sektorze, to po prostu wypadniemy z rynku. Jak wypadniemy z rynku światowego i pójdzie zła opinia o naszej produkcji, będziemy to odrabiać latami – zaznaczył Czesław Siekierski.
Branża: nie ma drogi na skróty
Prezes Krajowej Rady Drobiarstwa – Izby Gospodarczej Dariusz Goszczyński przyznał, że odpowiedzialność za utrzymanie wysokich standardów spoczywa przede wszystkim na samym sektorze.
– Bycie liderem to nie tylko przywilej, ale to jest odpowiedzialność. Musimy być pierwsi, którzy pokażą, że jesteśmy transparentni i nie mamy nic do ukrycia – zaznaczył.
Przypomniał, że dzięki współpracy branży z ministerstwem rolnictwa, Kancelarią Prezesa Rady Ministrów oraz służbami weterynaryjnymi udało się przed rokiem przekonać Komisję Europejską, że polski sektor jest gotowy wdrożyć dodatkowe środki ograniczające rozprzestrzenianie się wirusa.
Jednocześnie podkreślił, że pojedynczy producenci ignorujący przepisy narażają wszystkich uczestników rynku.
– Nie możemy sobie pozwolić na to, że kilku cwaniaków będzie rzutowało na obraz całej branży. Jesteśmy pierwszymi zainteresowanymi, żeby wszystkie wymagania wynikające z przepisów były respektowane – wyjaśnił Goszczyński.
Silniejsza Inspekcja Weterynaryjna
Przedstawiciele branży podkreślali, że organizacje producentów nie mają możliwości egzekwowania przepisów wobec wszystkich hodowców. Takie kompetencje posiada wyłącznie Inspekcja Weterynaryjna.
– Nie mamy jako organizacja przełożenia na każdego pojedynczego hodowcę. Ich jest ponad dziesięć tysięcy. Ale inspekcje mają. I tego oczekujemy, żeby były jak najbardziej sprawne i aktywne – powiedział Dariusz Goszczyński.
Skuteczniejsze kontrole oznaczają mniej ognisk HPAI, mniejsze wydatki na odszkodowania oraz mniejsze ryzyko zakłóceń w pracy zakładów drobiarskich i eksporcie.
Stawką jest wiarygodność polskiego drobiu
Dyskusja podczas konferencji pokazała rzadko spotykaną zgodność między byłym ministrem rolnictwa a przedstawicielami branży. Obie strony podkreślały, że przyszłość sektora zależy już nie od tworzenia kolejnych regulacji, lecz od konsekwentnego egzekwowania obowiązujących przepisów.
Paradoksalnie to sami przedstawiciele branży najgłośniej apelują dziś o skuteczniejsze kontrole. Jak podkreślali podczas konferencji, nie chodzi o tworzenie nowych obowiązków, lecz o konsekwentne przestrzeganie i egzekwowanie zasad bioasekuracji.
Ich zdaniem tylko w ten sposób można ograniczyć kolejne ogniska grypy ptaków, utrzymać zaufanie zagranicznych odbiorców i obronić silną pozycję polskiego drobiarstwa na rynkach międzynarodowych.
Krzysztof Zacharuk
