– Część gospodarstw może zniknąć z rynku, a największe szanse na przetrwanie będą miały te silne ekonomicznie i zdywersyfikowane – uważa dr hab. Agnieszka Poczta-Wajda, prof. Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.
Ekspertka w rozmowie z top agrar Polska podkreśla, że rolnictwo należy do sektorów szczególnie wrażliwych na wahania cen energii i surowców.
Produkcja rolna silnie uzależniona od energii
Jak wskazuje dr hab. Agnieszka Poczta-Wajda, prof. UEP, wiele zależy od tego, jak długo utrzyma się napięta sytuacja na rynkach surowcowych.
– Jeżeli kryzys zakończy się w ciągu kilku czy kilkunastu dni, efekty będą niewielkie. Natomiast jeśli się przeciągnie i doprowadzi do długotrwałego wzrostu cen gazu czy ropy, konsekwencje dla rolnictwa mogą być dotkliwe – podkreśla ekonomistka.
Problem polega na tym, że produkcja rolna jest silnie uzależniona od energii. Dotyczy to nie tylko paliw wykorzystywanych w gospodarstwach, lecz także nawozów mineralnych, których produkcja w dużej mierze opiera się na gazie ziemnym.
– Nawozy stanowią jeden z podstawowych kosztów produkcji w rolnictwie, dlatego wzrost cen energii przełoży się na wzrost kosztów produkcji – zaznacza Poczta-Wajda.
Droższa produkcja oznacza presję inflacyjną
Wzrost kosztów produkcji rolniczej niemal zawsze przekłada się na ceny żywności. Według ekspertki może to ponownie zwiększyć presję inflacyjną w gospodarce.
– Efektem wzrostu kosztów będzie wzrost cen żywności. W związku z tym możemy znowu poczuć presję inflacyjną po stronie żywności – mówi.
Jej zdaniem powrót inflacji do poziomu kilkunastu procent jest mało prawdopodobny, jednak wzrost o kilka punktów procentowych – szczególnie w kategorii żywności – jest realny.
Polska ma jednak wciąż pewien bufor cenowy. Mimo podwyżek żywność w kraju nadal pozostaje relatywnie tańsza niż w wielu państwach Europy Zachodniej.
– Polska żywność, mimo wzrostów cen, nadal jest relatywnie tania w relacji ceny do jakości. Oznacza to, że elastyczność cenowa jest jeszcze większa niż w wielu innych krajach Europy – wyjaśnia ekspertka.
Najbardziej ucierpią najubożsi konsumenci
Rosnące ceny żywności mogą najmocniej uderzyć w gospodarstwa domowe o najniższych dochodach. W ich budżetach udział wydatków na jedzenie jest szczególnie wysoki.
– Przeciętnie wydatki na żywność stanowią ok. 25–27% budżetu gospodarstwa domowego, ale wśród osób o najniższych dochodach może to być nawet 40% – wskazuje Poczta-Wajda.
W takiej sytuacji pojawia się zjawisko ograniczania jakości diety. – Najprostszą strategią radzenia sobie z rosnącymi cenami jest obniżanie jakości żywności. Najuboższe gospodarstwa zaczynają wybierać produkty tańsze, ale o niższej wartości odżywczej – dodaje ekonomistka.
Kryzys może "przesiać" gospodarstwa
Zmiany gospodarcze uderzają także w samych rolników. Według ekspertki pogarszająca się koniunktura może doprowadzić do upadku części gospodarstw.
– Każdy szok podażowy w pewnej grupie producentów powoduje, że część z nich z rynku wypada. W przypadku rolnictwa jest bardzo prawdopodobne, że część gospodarstw po prostu nie przetrwa – ocenia Poczta-Wajda.
Jej zdaniem obecny kryzys może przyspieszyć proces zmian strukturalnych w polskim rolnictwie.
– Takie kryzysy w pewnym sensie przesiewają gospodarstwa – odsiewają te najsłabsze ekonomicznie. W Polsce struktura agrarna wciąż jest bardzo rozdrobniona i część gospodarstw po prostu nie ma ekonomicznych podstaw do funkcjonowania w dłuższej perspektywie – tłumaczy.
Dywersyfikacja produkcji kluczem do przetrwania
Zdaniem ekspertki w trudniejszych warunkach rynkowych najlepiej poradzą sobie gospodarstwa silne ekonomicznie oraz takie, które zdywersyfikowały swoją działalność.
Dywersyfikacja może oznaczać zarówno różnicowanie produkcji rolnej, jak i dodatkowe źródła dochodu – np. przetwórstwo czy działalność usługową.
– Jeżeli nie możemy konkurować niskimi kosztami produkcji – a w warunkach europejskich jest to bardzo trudne – to musimy konkurować skalą albo specjalizacją w produkcji, w której jesteśmy konkurencyjni – podkreśla Poczta-Wajda.
Rolnictwo czy przetwórstwo? Gdzie powinna być wartość dodana
Ekspertka zwraca również uwagę na strategiczne znaczenie rozwoju przetwórstwa żywności. To właśnie na dalszych etapach łańcucha żywnościowego powstaje największa wartość dodana.
– Z ekonomicznego punktu widzenia lepiej specjalizować się w tym, co robimy efektywnie – na przykład w przetwórstwie żywności, gdzie wartość dodana jest znacznie wyższa niż przy produkcji surowców – wyjaśnia.
Nie oznacza to jednak całkowitej rezygnacji z produkcji rolnej czy samowystarczalności.
– Nie chodzi o uzależnienie się od importu, ale o rozsądne zarządzanie podażą żywności – trochę produkcji własnej, trochę zapasów i zdywersyfikowany import z różnych części świata – dodaje.
Przyszłość rolnictwa: specjalizacja i odporność na kryzysy
Ekspertka podkreśla, że w nadchodzących latach kluczowe będzie zwiększanie odporności sektora rolnego na wstrząsy gospodarcze i klimatyczne.
Oznacza to m.in. większą skalę produkcji, rozwój przetwórstwa, dywersyfikację działalności oraz budowanie silniejszej pozycji rolników w łańcuchu żywnościowym.
Obecne zawirowania mogą więc przyspieszyć zmiany, które w polskim rolnictwie i tak były nieuniknione. Jak wskazują ekonomiści, w trudniejszych warunkach rynkowych przetrwają przede wszystkim gospodarstwa bardziej efektywne, nowoczesne i zróżnicowane produkcyjnie.
Krzysztof Zacharuk
