Polityczka swoim nagraniem opublikowanym w mediach społecznościowych wywołała prawdziwą burzę.
Pretekstem miała być opinia koleżanki, która na stałe mieszka w... Austrii. – Skąd w Polsce ta obsesja związana z rolnikami? Zapytała mnie ostatnio koleżanka, ale mieszkająca od paru lat w Wiedniu. No i muszę przyznać, że sama się nad tym zastanawiam – stwierdziała Jachira.
Jednak pytań nie było końca. – Czy dlatego, że rolnicy jeżdżą wielkimi ciągnikami kupionymi za unijną kasę, w takim wielkim ciągniku łatwiej polityków szantażować? Albo, bo nie muszą płacić na ZUS, za to państwo im dopłaca do KRUS 18-20 mld zł rocznie? Płacą też dużo niższe składki na ubezpieczenie zdrowotne – zaznaczyła.
– Rolnicy produkują zaledwie 2-3% polskiego PKB i dokładają się do podatku w mniejszym stopniu niż na przykład Ukraińcy. Za to dostają dotacje na każdy hektar od złej Unii, nawet jeśli tego pola nie uprawiają. Była uchwalona dobra ustawa o aktywnym rolniku, która próbowała to zmienić, nie została jednak podpisana przez prezydenta – wytknęła Klaudia Jachira, która dostała się do Sejmu z warszawskiej listy KO dosłownie rzutem na taśmę (uzyskała zaledwie 9172 głosy).
"Kontynuują politykę uprzywilejowania rolników"
Słynąca ze swoich kontrowersyjnych wypowiedzi posłanka w nagraniu powiedziała, że "rolnicy lubią blokować ulice i jeżdżą do Warszawy, żeby pokazać jaka ta Unia jest zła i jak ich ciemięży".
– W państwie, w którym to tylko oni, księża, mogą handlować ziemią rolną. Rolnicy jednak sprzeciwiają się jakimkolwiek zmianom prośrodowiskowym, mimo że to przecież oni na bioróżnorodności, małej retencji albo starej, dobrej trójpolówce, która daje po prostu ziemi odpocząć, skorzystaliby najwięcej – zauważyła.
– No i teraz tak, wszyscy kolejni ministrowie rolnictwa, właściwie niezależnie z jakiej partii czy opcji, kontynuują tę politykę uprzywilejowania rolników, która nie ma przecież żadnego racjonalnego uzasadnienia, a nawet tylko się licytują, kto bardziej jeszcze pomoże rolnikom. No i na każde z tych zastrzeżeń moich słyszę w odpowiedzi magiczne bezpieczeństwo żywnościowe – podkreśliła.
Czy powoływanie się na ten argument to coś złego? – Ja oczywiście jestem za tylko czy to oznacza, że ceną za to jest utrzymywanie aż tak uprzywilejowanej grupy? Przecież bez innych grup zawodowych, społecznych, wkładających setki miliardów do wspólnego budżetu, dopiero nie byłoby naszego bezpieczeństwa, bo nie byłoby na to, komu płacić – uważa Jachira.
Minister rolnictwa ocalił stanowisko
Jak w takim razie kontrowersyjna posłanka zagłosowała podczas niedawnego głosowania w Sejmie, gdy decydowały się losy ministra Stefana Krajewskiego?
– Zagłosowałam przeciwko wotum nieufności dla ministra rolnictwa Stefana Krajewskiego. Nie dlatego, że podoba mi się, jak on, tak samo, jak w poprzednicy ulega we wszystkim rolnikom, tylko dlatego, że uważam, że wymaga tego ode mnie lojalność wobec całego rządu i całej szerokiej koalicji 15 października. Oczywiście, że nie idealnej, ale wciąż daleko, daleko lepszej niż prawicowa alternatywa – stwierdziła.
Było ostre nagranie, są ostre komentarze
Pod nagraniem Klaudii Jachiry pojawiło się wiele negatywnych komentarzy. "Jaki jest sens udziału polityków za tyle milionów?" – zapytał jeden z internautów, a inny napisał wprost: "Ile politycy produkują PKB?".
Kolejny komentarz miał wydźwięk typowo polityczny, bo pisząca go osoba, bez podnoszenia merytorycznych argumentów, stwierdziła, że "najwięcej szkód dla Polski" powodują posłowie KO i pozostali koalicjanci.
"Rolnicy to jedyna grupa zawodowa, bez której nie przeżyjemy, bo skąd się bierze żywność gdziekolwiek w świecie?" – pytał komentujący, a inny dodał: "niestety nie ma pani pojęcia o tym, co pani mówi".
Podobnych wpisów były setki. Oczywiście pojawiały się także komentarze popierające Jachirę (np. "jako rolnik pierwszy raz się z nią zgodzę"), jednak było ich naprawdę niewiele.
Polskie rolnictwo stabilizatorem eksportu
Nagranie Klaudii Jachiry na nowo rozgrzało dyskusję o tym, czy rolnictwo powinno być traktowane lepiej niż inne branże, a może nadal jest tak naprawdę marginalizowane?
Mariusz Zielonka, główny ekonomista Konfederacji Lewiatan w rozmowie z top agrar Polska podkreśla, że w polskiej debacie rolnictwo często traktuje się jak sektor wymagający stałej pomocy państwa, natomiast z ekonomicznego punktu widzenia to jest po prostu jeden z kluczowych sektorów gospodarki.
– Ponad 18% wartości produkcji sprzedanej przemysłu w Polsce jest bezpośrednio związane z produkcją żywności i jej przetwórstwem. To największy pojedynczy segment naszej struktury produkcyjnej – tłumaczy ekonomista.
– Rolnictwo wraz z przemysłem spożywczym jest też jednym z głównych źródeł nadwyżki handlowej Polski i stabilizatorem eksportu w okresach słabszej koniunktury w przemyśle ciężkim. Dlatego wsparcia dla rolnictwa nie można analizować wyłącznie jako kosztu budżetowego. To w dużej mierze element bezpieczeństwa żywnościowego, ale także stabilności makroekonomicznej i bilansu handlowego – uważa.
Ekspert zwraca uwagę, że w całej Unii Europejskiej polityka rolna ma silny komponent społeczny, stabilizuje dochody, jednak słabiej wspiera modernizację i wzrost produktywności.
– W Polsce ten problem jest jeszcze wyraźniejszy, bo gospodarstwa są bardzo zróżnicowane. Kluczowe nie jest więc proste zmniejszanie środków, lecz ich przesunięcie. Więcej wsparcia dla inwestycji, technologii i odporności produkcji, mniej dla transferów, które nie zmieniają konkurencyjności sektora – podkreśla Mariusz Zielonka.
Czy nie uważa pan jednak, że każdy, kto będzie chciał ciąć wydatki związane z rolnictwem przegra wybory? – Każda polityka, która zwiększa niepewność dochodu, czy to rolników, czy ludzi mniej zamożnych – przegrywa politycznie – odpowiada ekonomista.
Krzysztof Zacharuk
