Podczas debaty "Zarządzanie ryzykiem w rolnictwie – wyzwania, ubezpieczenia oraz nowe narzędzia w dobie zmian klimatycznych" na Europejskim Forum Rolnictwa w Jasionce eksperci byli zgodni: same ubezpieczenia i dopłaty to za mało.
Żeby zapewnić bezpieczeństwo gospodarstw, potrzebna jest głęboka zmiana podejścia – od finansów po organizację całego systemu żywnościowego.
Rolnictwo w świecie narastających zagrożeń
– Żyjemy w bardzo turbulentnym świecie, a skutki zmian klimatu uderzają przede wszystkim w rolnictwo – podkreślił moderator debaty Karol Bujoczek, dyrektor wydawniczy – przewodniczący rady redaktorów AgroHorti Media.
Eksperci nie mieli wątpliwości: skala i liczba ryzyk rośnie, a ich charakter staje się coraz bardziej złożony.
Dr inż. Michał Soliwoda (Zakład Finansów i Zarządzania Ryzykiem Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej – PIB) zwrócił uwagę, że dziś rolnictwo funkcjonuje w gęstej sieci zależności.
Jak wyjaśnił, kluczowe są trzy obszary zagrożeń: ryzyko produkcyjne (pogoda, biologia), ryzyko rynkowe i cenowe, a także ryzyka systemowe związane z łańcuchami dostaw.
To właśnie ich kumulacja najmocniej uderza w stabilność finansową gospodarstw.
Klimat całkowicie zmienia zasady gry
Zmiany klimatyczne nie są już zjawiskiem incydentalnym, lecz nową normą.
Dr hab. Krzysztof Łyskawa (członek zarządu Agro Ubezpieczenia TUW, adiunkt w Katedrze Ubezpieczeń Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu) zwrócił uwagę, że to, co kiedyś było wyjątkiem, dziś staje się codziennością.
– Częstość zdarzeń się zwiększa (…) rolnicy podejmują działania prewencyjne, ale to wymaga zupełnie nowego podejścia do ubezpieczeń – zauważył.
Przykład? Jeszcze niedawno przymrozki wiosenne nie były dla wielu gospodarstw kluczowym ryzykiem. Dziś to jedno z najczęściej ubezpieczanych zagrożeń, szczególnie w uprawach rzepaku czy sadownictwie.
Jednocześnie rolnicy coraz częściej działają reaktywnie, a nie prewencyjnie – ubezpieczają się dopiero wtedy, gdy ryzyko staje się widoczne.
Kryzys jest głębszy niż pogoda
Najmocniejszy głos w debacie należał do dr Pauliny Sobiesiak-Penszko (prezeska Instytutu Strategii Żywnościowych "Grunt"), która wskazała, że problem wykracza daleko poza klimat. – Ten kryzys jest wielopoziomowy – stwierdziła.
Ekspertka wymieniła kluczowe – jej zdaniem – zagrożenia: starzenie się wsi i brak następców, degradacja gleb i problem z wodą, rosnąca nieprzewidywalność produkcji, uzależnienie od importu (np. pasz białkowych) oraz słabość lokalnych rynków żywnościowych.
Zwróciła też uwagę na ryzyka systemowe: – Uzależnienie od długich łańcuchów dostaw (…) w sytuacji kryzysowej może oznaczać, że tej żywności po prostu bardzo szybko nam zabraknie.
Ubezpieczenia? Niewystarczające i niedostosowane
Chociaż system ubezpieczeń istnieje, jego skuteczność pozostaje ograniczona.
Z jednej strony dostępne są dopłaty (nawet do 65% składki), z drugiej – zainteresowanie rolników jest niewielkie. Ubezpieczona jest jedynie część upraw.
Problem tkwi głębiej. Jak wskazywał dr Łyskawa, brakuje: wiarygodnych danych produkcyjnych, współpracy między rolnikami a instytucjami, narzędzi pozwalających ubezpieczać dochód, a nie tylko plon.
– Jeżeli miałbym myśleć o ubezpieczeniu dochodowości (…) potrzebowałbym partnera, który ma zarejestrowane dane księgowe z horyzontem czasowym – wyjaśnił Krzysztof Łyskawa.
Bez tego rozwój nowoczesnych instrumentów finansowych pozostaje ograniczony.
Banki patrzą na stabilność, której brakuje
Z perspektywy finansowania problem jest równie poważny.
Roman Działkowski, dyrektor odpowiedzialny za procesy biznesowe w SGB-Banku podkreślił, że kluczowa dla banków jest przewidywalność dochodu: – Oceniając zdolność kredytową przede wszystkim patrzymy na stabilność generowanego dochodu.
Tymczasem ceny produktów rolnych pozostają niestabilne, koszty produkcji rosną, inwestycje w zabezpieczenia (np. systemy nawadniania) są bardzo kosztowne.
Efekt? Wiele gospodarstw nie ma zdolności do inwestowania w ograniczanie ryzyka.
Świat ma inne pomysły. Polska wciąż szuka swojego
Eksperci wskazywali na rozwiązania stosowane m.in. w USA, gdzie popularne są ubezpieczenia przychodów gospodarstwa.
Jak wyjaśnił dr Przemysław Tronina (U.S. Soybean Export Council): – To są narzędzia, które pozwalają zabezpieczyć to, co dla gospodarstwa jest kluczowe, czyli przychody.
Systemy te obejmują zarówno plon, jak i cenę – ale wymagają: dostępu do danych historycznych, współpracy z administracją, a także silnego wsparcia państwa.
Najlepsza polisa? Współpraca z przyrodą
Najmocniejszą tezę postawiła dr Sobiesiak-Penszko. – Najważniejszą polisą ubezpieczeniową dla rolnika jest współpraca z przyrodą – stwierdziła.
Jej zdaniem przyszłość rolnictwa to: dywersyfikacja produkcji, regeneracja gleb, retencja wody, odbudowa bioróżnorodności oraz rozwój lokalnych rynków żywności.
To podejście oznacza odejście od modelu intensywnego rolnictwa przemysłowego na rzecz większej odporności systemowej.
Najwyższy czas na zmianę modelu?
Debata pokazała jasno, że polskie rolnictwo stoi dziś przed strategicznym wyborem.
Obecny model zarządzania ryzykiem – oparty głównie na dopłatach i klasycznych ubezpieczeniach – nie nadąża za skalą wyzwań.
Eksperci wskazują trzy kluczowe kierunki zmian: rozwój nowoczesnych systemów ubezpieczeń dochodów, lepsze wykorzystanie danych i współpracy w sektorze, a także transformacja modelu produkcji w stronę większej odporności i lokalności.
Bez tych zmian ryzyko przestanie być elementem działalności rolniczej – a stanie się jej największym ograniczeniem.
Krzysztof Zacharuk
