W czwartek minister rolnictwa Stefan Krajewski podkreślił jednak, że decyzje w sprawie odstrzału i działań sanitarnych nie są arbitralną wolą polityków, lecz wynikają z obowiązujących przepisów weterynaryjnych i zaleceń ekspertów.
Szef MRiRW przyznał, że sytuacja pod tym względem jest bardzo trudna.
Nie warto mieszać dzików do polityki?
Temat obecności dzików w przestrzeni miejskiej – szczególnie w dużych aglomeracjach, takich jak Warszawa – ponownie stał się przedmiotem publicznej debaty po głośnych protestach aktywistów 15 kwietnia. Pisaliśmy o tym tutaj.
Sprawa nabrała dodatkowego wymiaru w kontekście działań związanych z ograniczaniem ryzyka rozprzestrzeniania się afrykańskiego pomoru świń, który od lat pozostaje jednym z najpoważniejszych zagrożeń dla polskiej produkcji trzody chlewnej.
Odniesienie do sprawy znalazło się w trakcie konferencji prasowej ministra Krajewskiego, który 16 kwietnia podkreślił, że kwestie regulacji populacji dzików – w tym odstrzału sanitarnego – nie są decyzjami politycznymi, lecz wynikają z przepisów weterynaryjnych oraz międzynarodowych standardów walki z chorobami zakaźnymi zwierząt.
– To nie politycy podejmują te decyzje. Wynika to z przepisów weterynaryjnych i zaleceń ekspertów. Choroba nie zatrzymuje się na granicy miasta czy gminy – zaznaczył minister.
Według resortu działania podejmowane w ramach kontroli populacji dzików mają przede wszystkim charakter prewencyjny i są elementem szerszej strategii ochrony gospodarstw rolnych przed ASF.
ASF i koszty dla całego rolnictwa
Minister przypomniał, że walka z afrykańskim pomorem świń trwa w Polsce od 2014 roku, a jednym z kluczowych narzędzi pozostaje bioasekuracja oraz kontrola populacji dzików – głównego wektora przenoszenia wirusa.
Jak wskazano podczas konferencji, w strefach objętych zagrożeniem w ostatnich latach wybito ponad 200 tysięcy świń, a łączne straty dla budżetu państwa i sektora rolnego sięgają ok. 10 mld zł.
– To nie tylko straty produkcyjne, ale też ogromne koszty działań ochronnych i weterynaryjnych – podkreślono.
Protesty i mocne zarzuty aktywistów
W środę przed warszawskim ratuszem odbył się protest przeciwko odstrzałowi dzików, szczególnie w obszarach miejskich. Aktywiści zarzucają władzom brak alternatywnych metod ograniczania populacji oraz zbyt szerokie stosowanie odstrzału sanitarnego.
Resort rolnictwa odpiera te zarzuty, wskazując, że decyzje w tym zakresie są konsultowane ze służbami weterynaryjnymi oraz samorządami, a ich celem jest ochrona zarówno rolników, jak i mieszkańców miast.
Relokacja dzików? Brak zgody w świetle przepisów
Jednym z poruszanych wątków była również możliwość relokacji dzików jako alternatywy dla odstrzału. Minister jednoznacznie stwierdził, że takie rozwiązanie nie znajduje oparcia w obowiązujących regulacjach.
– W tym zakresie nie ma zgody wynikającej z przepisów unijnych i międzynarodowych. To kwestie bezpieczeństwa epizootycznego – zaznaczył.
Rolnicy między stratami a wielkim ryzykiem
Z perspektywy rolników problem dzików pozostaje podwójny: z jednej strony to szkody w uprawach, z drugiej – realne ryzyko przenoszenia ASF do gospodarstw trzody chlewnej.
Dlatego – jak podkreśla resort – utrzymanie równowagi między bezpieczeństwem mieszkańców miast a ochroną produkcji rolnej pozostaje jednym z kluczowych wyzwań polityki rolnej.
Problem dzików nie dotyczy już wyłącznie wsi
Spór o dziki ponownie pokazuje konflikt między oczekiwaniami społecznymi a wymogami bezpieczeństwa epizootycznego.
Rząd podkreśla, że działania w tym zakresie wynikają z konieczności ochrony sektora rolnego przed ASF oraz obowiązujących regulacji, natomiast przeciwnicy wskazują na potrzebę poszukiwania bardziej humanitarnych metod kontroli populacji.
Jedno pozostaje niezmienne – problem dzików nie dotyczy już wyłącznie wsi. Coraz częściej staje się także tematem miejskiej debaty o granicach między bezpieczeństwem ludzi, zwierząt i produkcji żywności.
Krzysztof Zacharuk
