Arkadiusz B., rolnik z Lubelszczyzny gospodaruje na około 6 hektarach własnych upraw, a dodatkowo pomaga teściowi prowadzącemu blisko 20-hektarowe gospodarstwo. W strukturze zasiewów dominuje rzepak, pszenica, owies i kukurydza. Jak sam przyznaje, mimo niewielkiego areału dokładnie pilnuje kosztów i na bieżąco obserwuje sytuację na polach. Po ubiegłorocznym gradobiciu, które mocno ograniczyło plony pszenicy, do nawożenia i inwestowania w uprawy podchodzi dziś znacznie ostrożniej.
Gradobicie zniszczyło plony i zmusiło do zmian
Rolnik gospodarujący na około 6 hektarach przyznaje, że ubiegły sezon mocno odbił się na jego decyzjach dotyczących nawożenia i ochrony roślin.
- W tamtym roku grad wybił mi praktycznie wszystko. Średni plon pszenicy po gradzie wyszedł półtorej tony, a sam grad wybił około 900 kg. Przy nawożeniu 170 kg azotu w czystym składniku to był strzał w kolano - mówi Arkadiusz.
Skutki gradobicia były widoczne także jesienią. Na jednej z plantacji pojawił się ogromny problem z samosiewami owsa.
- Mimo głębokiej orki był straszny problem z samosiewami. Trzeba było robić trzy zabiegi, bo zwalczyłem jedno, wychodziło następne - relacjonuje.
Rzepak przetrwał zimę, ale przymrozki zostawiły ślady
Arkadiusz uprawia obecnie około 2 hektarów rzepaku, a na pozostałych zasiana została m.in. kukurydza. Jak podkreśla, zima na Lubelszczyźnie była korzystna dla ozimin.
- Mieliśmy sporą pokrywę śnieżną, więc byłem zadowolony z przezimowania rzepaku - tłumaczy.
Wiosenne przymrozki jednak nie ominęły regionu. Temperatura lokalnie spadła nawet do -5°C.
- Na roślinach są delikatne pęknięcia na łodygach, ale sporadycznie. Lepiej przetrwały większe, mocniej rozwinięte rośliny. Te słabsze trochę przywiędły - mówi gospodarz.
Pomogły jednak późniejsze opady i poprawa temperatur.
- Po deszczu i ociepleniu rzepak ruszył. Robiłem zabieg na płatek i wszystko wyglądało już dobrze- dodaje.
Zobacz także: Ponad 100 hektarów rzepaku i 3 tony z hektara. „Roślina walczy dziś o przetrwanie”
Coraz więcej zaoranych rzepaków
Zdaniem rolnika sytuacja w regionie jest bardzo zróżnicowana. Jadąc po kraju widzi ogromne różnice między plantacjami.
- Już 15 kilometrów ode mnie bardzo dużo rzepaków zostało skasowanych, szczególnie w stronę Chełma. Widać ogromną różnicę między plantacjami - podkreśla.
Na lepszych stanowiskach rzepak osiąga nawet ponad metr wysokości, ale słabsze pola wyglądają znacznie gorzej.
Mniejsze nawożenie przez wysokie ryzyko strat
Po doświadczeniach z ubiegłego roku rolnik zdecydował się ograniczyć nawożenie azotowe pszenicy.
- W tym roku na jednej plantacji poszło około 100 kg azotu, a na drugiej około 80 kg. Człowiek już ostrożniej podchodzi do kosztów - przyznaje.
Podkreśla też, że wielu rolników opóźniało zabiegi herbicydowe i nawożenie z powodu suszy.
- Widziałem w okolicy poprzypalane pszenice. Nie chciałem ryzykować zabiegów w suchą glebę - mówi.
Rolnicy coraz dokładniej liczą koszty
Gospodarz podkreśla, że dokładnie analizuje opłacalność produkcji.
- Na chwilę obecną mam około 2900 zł kosztów na hektar rzepaku. Do tego dochodzi jeszcze dzierżawa - wylicza.
Jak dodaje, obecnie prowadzenie gospodarstwa bez dokładnego liczenia kosztów staje się coraz trudniejsze.
- Wszystko zależy od tego, co będzie na przyczepie. Dzisiaj bez kalkulacji trudno podejmować decyzje - podsumowuje.
Patrycja Bernat
