Reklama zniknie za 11 sekund

Topagrar.pl
Jesteś w strefie Premium
Strona główna>Artykuły>Świnie>

Dobrostan świń – przebudowa porodówki to potężne koszty

Obrazek

– Założenia ekoschematu Dobrostan zwierząt w produkcji świń trudno spełnić, bo inwestycje w dopasowanie chlewni to dziś potężne koszty – mówi Andrzej Datko. W gospodarstwie rodzinnym, wspólnie z żoną Magdaleną i synem Łukaszem uprawiają 120 ha, głównie pod potrzeby produkcji świń w stadzie 105 loch w cyklu zamkniętym.

Karol Bujoczek31 sierpnia 2022, 14:00

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak gospodaruje Andrzeja Datko z Opolszczyzny, hodowca trzody chlewnej
  • Jak rolnik radzi sobie z wysokimi kosztami energii w gospodarstwie
  • Co jest trudnym do spełnienia warunkiem skorzystania z ekoschematu Dobrostan
  • Które gospodarstwa według hodowcy ze Źlinic mogą skorzystać z dopłat do dobrostanu?
Andrzej Datko, Źlinice, powiat opolski. Gospodarstwo 120 ha (68 ha własnych). Struktura upraw: jęczmień ozimy – 33 ha plus, proso 23 ha po jęczmieniu, pszenżyto – 18 ha, pszenica – 32 ha, kukurydza – 37 ha. Stado: 105 loch w cyklu zamkniętym. Produkcja: 3150 tuczników rocznie.

Andrzej Datko
nie wyobraża sobie przebudowywania obiektów tylko dlatego, by sięgnąć po dopłaty z tytułu dobrostanu. Dziś w zmodernizowanych kilka lat temu starszych budynkach w siedzibie gospodarstwa w gęstej wiejskiej zabudowie, typowej dla Opolszczyzny, utrzymują lochy i warchlaki. Tuczarnię, również na rusztach, wybudowali już poza wsią. To właśnie rezygnacja ze ściółki i przejście na system rusztowy zdecydowanie odciążyło obsługę świń.

"Trzeba by wszystko totalnie przerobić"

Największym wyzwaniem i trudnym do spełnienia warunkiem skorzystania z ekoschematu Dobrostan jest zwiększenie powierzchni o 20%.
– U nas w porodówkach, gdzie w cyklu produkcji 3-tygodniowym grupy liczą po 15 loch, oznaczałoby to nie tylko przebudowę kojców, ale też rozsypałoby nam całą organizację pracy – wyjaśnia rolnik.

Nie da się w porodówce zwiększyć powierzchni o 20% bez totalnej przebudowy i oczywiście rezygnacji z 20% obsady w pomieszczeniach. Poza tym obecne jarzma dla loch nie pozwalają na to, by je otworzyć i by locha mogła bezpiecznie chodzić z prosiętami. Ścianki boczne kojca są lekkiej konstrukcji, niskie, jarzma można tylko unieść i nie ma szans, by locha mogła mieć swobodę.

– To trzeba by wszystko totalnie przerobić – mówi Datko. Po spełnieniu warunku zwiększenia powierzchni, by zdobyć punkty w ekoschemacie Dobrostan, można wrócić do ściółki albo wydłużyć okres laktacji. W gospodarstwie rodziny Datko do słomy nie wrócą. Za wysokie koszty zbioru, magazynowania i czasochłonne ścielenie.

– Poza tym system rusztowy nie toleruje dużej ilości słomy, bo będzie problem z zarządzaniem gnojowicą. Moglibyśmy dać niewielkie ilości słomy do zabawy – przekonuje hodowca. Dla niego zupełnie nielogiczny jest wariant wydłużenia laktacji do 35 dni.
– Czy ci, którzy to wymyślili, widzieli lochę z 12-14 prosiętami w miocie, które mają 5 tygodni? Nie dość, że locha będzie wyeksploatowana, to jeszcze grozi to zranieniem wymion i sutków – dziwi się Datko.

Kolejny problem, który będzie szczególnie dotkliwy w tym roku i w przyszłości, to koszty energii. Im niższa obsada w porodówce i odchowalni, tym więcej trzeba grzać w okresie jesienno-zimowym. W porodówce elektryczne maty grzewcze są sterowane termostatem. Dzięki inwestycji w fotowoltaikę gospodarstwo produkuje 60% zużywanej energii, ale po ostatnich podwyżkach brakujący prąd zdrożał o 90%. W odchowalni i tuczarni, gdzie grzeje się olejem opałowym, koszty też rosną.

"Być może skorzystają z dopłat mniejsze gospodarstwa"

Dziś w rodzinnym gospodarstwie średnio od lochy sprzedaje się 30 tuczników rocznie. Gdyby w istniejących budynkach chcieć zwiększyć powierzchnię o 20%, to o tyle bardziej obciążą one koszty produkcji. W uproszczeniu koszty amortyzacji to ok. 50 zł/tucznika w roku, co daje ok. 1500 zł w przeliczeniu na lochę. Wykorzystanie słomy, czy wydłużenie okresu laktacji tylko pogorszy tę kalkulację. Bez uwzględnienia kosztów adaptacji budynków.
– W naszych warunkach nie ma to absolutnie sensu, choć zaliczamy się do typowych gospodarstw rodzinnych – przekonuje Datko.

Jego zdaniem, być może skorzystają z tego mniejsze gospodarstwa, które bez dużych inwestycji wpasują się w te wymogi, ale czy ten program pomoże im spiąć budżet? Pozostaje to indywidualną kalkulacją każdego rolnika.

– O wiele łatwiej byłoby zwiększyć powierzchnię w tuczarni i pewnie na głębokiej ściółce lub przy niewielkim dodatku słomy, ale warchlaki muszą być „dobrostanowe” i tu jest klops – kwituje hodowca. Dziś nikt nie zapewni, że za tuczniki dobrostanowe zakłady zapłacą cokolwiek więcej.

Artykuł ukazał się we wrześniowym numerze top agrar Polska. Zachęcamy do prenumeraty!

top agrar Polska 9


Picture of the author
Autor Artykułu:Karol Bujoczek
Pozostałe artykuły tego autora

Ważne Tematy

Ważne Tematy

Ważne Tematy