Jak zaczęła się sprzedaż od kilku worków ziemniaków i skarbonki?
Zaczęło się skromnie. Krzysztof Mazur wystawił przed gospodarstwem zwykły stolik, przykręcił do niego skarbonkę i położył na nim dwa, trzy worki ziemniaków. Chciał sprawdzić, czy okoliczni mieszkańcy będą zainteresowani takim sposobem zakupów. Nie było wielkiej inwestycji ani skomplikowanej organizacji sprzedaży. Były ziemniaki, uczciwa cena i zaufanie do klientów.
– Na początku to był zwykły, okrągły stoliczek, na którym była przykręcona skarbonka. Były wystawione dwa, trzy woreczki ziemniaków, żeby zobaczyć, czy to w ogóle pójdzie – wspomina Krzysztof Mazur.
Poszło. Klienci zaczęli przychodzić, a oferta stopniowo się rozszerzała. Ziemniaki przestały być jedynym produktem, a na stoliku pojawiały się kolejne warzywa. Szybko okazało się też, że przydałoby się miejsce, które lepiej ochroni towar przed deszczem. Rolnik postanowił więc wraz z ojcem zbudować drewnianą budkę. Żona pomalowała ją na pastelowe kolory, dzięki czemu punkt sprzedaży jest dobrze widoczny i wyróżnia się przy drodze. Dziś to właśnie tam mieszkańcy mogą zaopatrzyć się w świeże produkty z gospodarstwa.
Jak działa sprzedaż, gdy rolnika nie ma na miejscu?
Zasada działania jest prosta. Warzywa przygotowane są w porcjach, więc kupujący nie musi samodzielnie odmierzać każdej ilości. Ziemniaki można kupić na przykład w workach po 5 kg, a pozostałe produkty są pakowane w mniejsze porcje. Na miejscu znajduje się skarbonka, a za zakupy można zapłacić również BLIK-iem. Budka jest dostępna codziennie. Klient może przyjechać wtedy, kiedy mu pasuje, wybrać potrzebne produkty i zapłacić bez czekania na sprzedawcę. To rozwiązanie szczególnie dobrze sprawdza się w lokalizacji, w której stoi punkt. W pobliżu znajduje się kościół i ośrodek zdrowia, więc przejeżdżający mieszkańcy mogą przy okazji zrobić niewielkie zakupy.
Zobacz także: Zaczęli od 5 arów i ogłoszeń w internecie. Dziś uprawiają już około 2 ha
Co uprawia na 1,5 ha i które warzywa sprzedają się najlepiej?
Dziś w budce można znaleźć nie tylko ziemniaki. Krzysztof Mazur stopniowo poszerzał asortyment o kolejne warzywa, aby klienci mogli kupić więcej produktów w jednym miejscu. Na około 1,5 ha uprawia ziemniaki oraz warzywa, w tym marchew, pietruszkę, ogórki, fasolkę szparagową i buraki czerwone. Pozostała część 20-hektarowego gospodarstwa przeznaczona jest głównie pod uprawę zbóż, kukurydzy i rzepaku.
– Najchętniej schodzą ogórki, fasolka szparagowa i ziemniaki. Ale wystawiam wszystko, co akurat mam – opowiada.
Warzywa są uprawiane z dużym udziałem pracy ręcznej. Grządki pielone są ręcznie, a nawożenie w dużej części opiera się na oborniku. Jak podkreśla gospodarz, zależy mu na uzyskaniu dobrego towaru, który będzie chętnie kupowany przez lokalnych odbiorców. Inaczej wygląda produkcja ziemniaków, gdzie w razie potrzeby trzeba sięgnąć po środki do ochrony roślin, między innymi przeciwko stonce czy chwastom.
A co z płatnościami? Czy zdarza się, że ktoś bierze towar i nie zostawia pieniędzy?
– Nie zdarzyło się jeszcze, żeby ktoś mi nie zapłacił. Czasem ktoś zapomni pieniędzy albo musi szybko jechać, ale później wraca i płaci – mówi rolnik.
Zaufanie działa więc w obie strony. Klienci mają dostęp do produktów z gospodarstwa bez konieczności dopasowywania się do godzin otwarcia sklepu, a gospodarz nie musi być na miejscu przez cały dzień.
Jak sprzedaje większe partie ziemniaków poza punktem samoobsługowym?
Samodzielna sprzedaż przy gospodarstwie to tylko jeden ze sposobów docierania do odbiorców. Krzysztof Mazur zamieszcza ogłoszenia w mediach społecznościowych i na platformach sprzedażowych. Dzięki temu może znaleźć klientów również na większe partie produktów. Jeśli ktoś potrzebuje kilkudziesięciu czy nawet 100–200 kg ziemniaków, rolnik umawia się z nim na konkretną godzinę. W takiej sytuacji nie wystawia całego zamówienia w budce, lecz przygotowuje towar do odbioru bezpośrednio w gospodarstwie.
To ważne uzupełnienie sprzedaży samoobsługowej. Budka obsługuje codzienne, mniejsze zakupy, a zamówienia internetowe pozwalają sprzedać większe ilości bez konieczności pakowania wszystkiego w małe porcje. Rolnik nie musi też utrzymywać klasycznego sklepu ani być obecny przy każdym zakupie. Sam przygotowuje towar, a klienci odbierają go w dogodnym dla siebie czasie.
Zobacz także: Całe życie pracował z rodzicami na gospodarstwie, siostra wyjechała. Czy naprawdę dostaną po równo?
Dlaczego zrezygnował z krów i zmniejszył pasiekę z 50 do 12 uli?
Warzywa i ziemniaki to nie wszystko. Krzysztof Mazur prowadzi także niewielką pasiekę. Obecnie ma 12 uli, choć wcześniej było ich aż 50. Z części pszczelarskiej działalności zrezygnował, bo trudno było pogodzić ją z pozostałymi obowiązkami. W budce można więc kupić również miód z własnej pasieki. To kolejny produkt, który uzupełnia ofertę i pozwala klientom zaopatrzyć się w różne wyroby bezpośrednio u producenta. Rolnik ma za sobą także doświadczenia z hodowlą bydła. Jeszcze dwa lata temu utrzymywał krowy i sprzedawał mleko, ser oraz śmietanę. Ostatecznie zrezygnował z tej działalności, ponieważ wymagała zbyt dużo czasu i pracy. Dziś koncentruje się na uprawach, sprzedaży warzyw i ziemniaków oraz miodzie. Przy ograniczonych zasobach czasu takie decyzje mają znaczenie: lepiej rozwijać te kierunki, które można pogodzić z codziennymi obowiązkami
.Jak łączy 20-hektarowe gospodarstwo z pracą na etacie?
Krzysztof Mazur prowadzi gospodarstwo indywidualnie we wsi Borów od 2018 r. Ziemia została odziedziczona po rodzicach i dziadku. Rolnictwo zna od dzieciństwa – jako chłopiec spędzał czas z dziadkiem na polu i przy ciągniku. Dziś gospodarstwo nadal jest dla niego czymś więcej niż dodatkowym zajęciem. Na co dzień pracuje jako kierowca ciężarówki. Do gospodarstwa przychodzi po południu i w soboty. W pracach pomaga mu żona, a także ojciec. Budka samoobsługowa jest jednym ze sposobów, by przy takim trybie życia znaleźć czas zarówno na produkcję, jak i sprzedaż.
– Gospodarka to na razie trochę hobbystycznie. Normalnie pracuję na etacie, a po południu i w soboty działam w gospodarstwie – mówi.
Nie ukrywa jednak, że gdyby mógł, zajmowałby się wyłącznie rolnictwem. Najwięcej satysfakcji daje mu praca w polu, prowadzenie ciągnika i rozwijanie własnego gospodarstwa.
Historia Krzysztofa Mazura pokazuje, że sprzedaż bezpośrednia nie musi zaczynać się od dużych nakładów. Czasem wystarczy kilka worków ziemniaków, stolik i skarbonka. Jeśli klienci wracają, pomysł można rozwijać – dodając kolejne produkty, budując prostą budkę i umożliwiając płatności bezgotówkowe. W ten sposób nawet niewielka część gospodarstwa może zyskać własny kanał sprzedaży, dopasowany do możliwości rolnika i potrzeb lokalnych mieszkańców.
fot. Archiwum własne Krzysztofa Mazura
