Dla rolników, którzy w środku sezonu prac polowych zużywają tysiące litrów oleju napędowego, każda zmiana cen diesla oznacza realny wzrost kosztów produkcji.
Rząd obserwuje sytuację. Decyzje mają zapaść w ciągu dwóch dni
Rosnące ceny ropy naftowej i paliw ponownie znalazły się w centrum zainteresowania rządu. Powodem jest sytuacja na Bliskim Wschodzie oraz niepewność dotycząca żeglugi przez Cieśninę Ormuz – jeden z najważniejszych szlaków transportu ropy na świecie.
Każde zagrożenie dla dostaw surowca niemal natychmiast przekłada się na ceny paliw na światowych rynkach, a w konsekwencji również na stacjach w Polsce.
Podczas środowej konferencji premier Donald Tusk poinformował, że rząd wstrzymuje się jeszcze z decyzjami. Jak wyjaśnił, prezydent USA Donald Trump zapowiedział możliwość odblokowania Cieśniny Ormuz w ciągu 48 godzin, a światowe ceny paliw już trzeci dzień z rzędu nieznacznie spadają.
Dlatego rząd chce najpierw ocenić, czy sytuacja rzeczywiście zacznie się stabilizować.
– Poczekajmy jeszcze te 48 godzin. Dzisiaj będę rozmawiał z ministrem finansów o możliwościach zastosowania rozwiązań, które przynajmniej częściowo ulżyłyby polskim kierowcom – zapowiedział premier. Jednocześnie podkreślił, że rząd jest gotowy reagować na bieżąco, jeśli sytuacja na rynku paliw ponownie się pogorszy.
Drogi diesel to większe koszty dla gospodarstw
Choć zapowiedzi premiera dotyczą wszystkich kierowców, skutki wysokich cen paliw szczególnie odczuwają rolnicy.
Trwające żniwa, transport ziarna, przygotowanie pól pod kolejne uprawy oraz zbliżające się jesienne siewy sprawiają, że właśnie teraz zapotrzebowanie na olej napędowy w wielu gospodarstwach jest największe.
W dużych gospodarstwach zużycie diesla podczas intensywnych prac polowych liczone jest często w tysiącach litrów. Nawet niewielki wzrost ceny jednego litra oznacza więc dodatkowe wydatki sięgające kilku tysięcy złotych. Droższe paliwo wpływa nie tylko na koszty pracy ciągników, kombajnów i ładowarek, ale również na transport płodów rolnych, nawozów i pasz.
Rząd szuka sposobu na złagodzenie podwyżek
Premier poinformował, że analizowane są różne rozwiązania, które mogłyby ograniczyć skutki wysokich cen paliw. Zaznaczył jednak, że nie musi to oznaczać pełnego powrotu do wcześniej przedstawianego projektu określanego jako CPN. Rozważane są natomiast działania, które choć częściowo mogłyby obniżyć koszty tankowania dla kierowców.
Na razie nie przedstawiono szczegółów ewentualnego programu ani terminu jego wprowadzenia. Wszystko będzie zależało od rozwoju sytuacji na światowym rynku ropy w najbliższych dniach.
Wraca temat podatku od nadzwyczajnych zysków koncernów paliwowych
Podczas konferencji premier odniósł się także do pomysłu opodatkowania ponadnormatywnych zysków firm paliwowych. Jak podkreślił, rozwiązanie nie byłoby skierowane wyłącznie do Orlenu, lecz obejmowałoby wszystkie koncerny działające na polskim rynku.
Zdaniem szefa rządu w okresach gwałtownych wzrostów cen paliw przedsiębiorstwa paliwowe mogą osiągać ponadprzeciętne zyski, nawet jeśli nie zwiększają marż. W jego ocenie środki z takiego podatku mogłyby zostać przeznaczone na finansowanie działań osłonowych dla kierowców, jednak tylko wtedy, gdy rzeczywiście pojawiłyby się nadzwyczajne zyski.
Premier przypomniał również, że wcześniejszy projekt nie wszedł w życie po prezydenckim wecie, co – jak ocenił – ogranicza dziś możliwości finansowania podobnych rozwiązań.
Krzysztof Zacharuk
