Sprawa budowy nowoczesnej fermy bydła mlecznego w Bądkach (gm. Zalewo), o której pisaliśmy pod koniec kwietnia, nabrała gwałtownego tempa. 22 maja 2026 r. Burmistrz Zalewa wydał postanowienie o odmowie wydania decyzji środowiskowej dla planowanej inwestycji. Niespełna kilka dni później do Gospodarstwa KREKI sp. z o.o. trafiło również pismo z Warmińsko-Mazurskiej Izby Rolniczej, która zajęła stanowisko popierające wyłącznie małe gospodarstwa rolne. Gospodarstwo KREKI sp. z o.o. nie zamierza jednak składać broni – złożyło odwołanie do Samorządowego Kolegium Odwoławczego w Elblągu i deklaruje gotowość dalszej walki przed sądami administracyjnymi.
Decyzja odmowna Burmistrza Zalewa pod lupą prawników
Jak informowaliśmy w poprzednim artykule, inwestycja od miesięcy budziła silne emocje w gminie Zalewo. Mimo uzyskania pozytywnych opinii Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska (RDOŚ), Sanepidu i Wód Polskich, a także wielokrotnej, pozytywnie zweryfikowanej oceny raportu o oddziaływaniu na środowisko, 22 maja 2026 roku Burmistrz Zalewa wydał decyzję (sygn. GP.6220.3.2024.CT) odmawiającą wydania decyzji środowiskowej dla planowanej fermy.
Jako redakcja zwróciliśmy się do Burmistrza z prośbą o komentarz. Otrzymana po ponad dwóch tygodniach odpowiedź odesłała nas z powrotem do uzasadnienia decyzji o odmowie wydania decyzji środowiskowej, bez konkretnej odpowiedzi na zadane przez nas pytania:
1) Dlaczego mimo pozytywnych opinii dot. budowy fermy w Bądkach oraz prawidłowo przygotowanego projektu oraz początkowego poparcia dla tej inwestycji, w końcowej fazie podjął Pan decyzję odmowną dot. zezwolenia na budowę tego obiektu?
2) W jaki sposób można udokumentować mierzalnymi wskaźnikami, że ferma negatywnie wpłynie na zdrowie mieszkańców gminy Zalewo?
3) Czy na decyzję miał wpływ sprzeciw mieszkańców?
Gospodarstwo KREKI sp. z o.o. kategorycznie nie zgadza się z wydaną decyzją środowiskową i złożył już formalne odwołanie do Samorządowego Kolegium Odwoławczego (SKO) w Elblągu. W dokumencie tym wskazano szereg istotnych naruszeń prawa materialnego oraz procesowego. Według przedstawicieli Gospodarstwa KREKI, organ pierwszej instancji nie wykazał zaistnienia ustawowych przesłanek odmowy, a swoje rozstrzygnięcie oparł na przepisach Kodeksu cywilnego, które nie znajdują zastosowania w postępowaniu administracyjnym. Ponadto zarzuca się błędne określenie kręgu stron postępowania oraz uczynienie z niezadowolenia społecznego faktycznej podstawy decyzji. Tymczasem bogate orzecznictwo sądów administracyjnych jasno wskazuje, że sam protest mieszkańców nie może stanowić samodzielnej przesłanki odmowy wydania decyzji środowiskowej.
Odwołanie wnosi o zmianę zaskarżonej decyzji poprzez uwzględnienie wniosku o wydanie decyzji środowiskowej, a w razie braku takiej możliwości – o jej uchylenie i przekazanie sprawy do ponownego rozpatrzenia organowi pierwszej instancji. Gospodarstwo KREKI zapowiada, że jeśli rozstrzygnięcie SKO będzie niekorzystne, sprawa natychmiast trafi przed Wojewódzki Sąd Administracyjny (WSA).
– Jesteśmy głęboko przekonani o słuszności naszego stanowiska i liczymy na rzetelną, opartą na faktach ocenę sprawy przez SKO. Nie zamierzamy rezygnować z inwestycji, która jest w pełni zgodna z prawem, spójna z zasadą zrównoważonego rozwoju i – co potwierdziły wszystkie właściwe organy państwowe i środowiskowe – bezpieczna dla środowiska oraz dla zdrowia mieszkańców – podkreślają przedstawiciele Gospodarstwa KREKI.
Izba Rolnicza nie zamierza popierać dużych gospodarstw
Do inwestora trafiło także oficjalne pismo z Warmińsko-Mazurskiej Izby Rolniczej, w którym wskazano, że jego statutowym celem jest popieranie wyłącznie małych gospodarstw rolnych. Jak podkreślają przedstawiciele Gospodarstwa KREKI, stanowisko to jest dla nich szczególnie bolesne i niezrozumiałe. Wcześniej bowiem, podczas konsultacji społecznych, mieli oni uzyskać wyraźne, ustne zapewnienie ze strony przedstawicieli Izby o poparciu i kibicowaniu tej inwestycji.
– Stanowisko Warmińsko-Mazurskiej Izby Rolniczej zaskoczyło nas swoją nagłą zmianą. Uzyskaliśmy wcześniej ustne zapewnienie o wsparciu naszej inwestycji. Tym bardziej bolesna była późniejsza pisemna odmowa zajęcia pozytywnego stanowiska. Liczymy, że Izba Rolnicza w toku dalszego postępowania zechce ponownie pochylić się nad argumentami merytorycznymi i dostrzeże, że nowoczesne rolnictwo potrzebuje silnych podmiotów – komentują przedstawiciele Gospodarstwa KREKI. Podkreślają, że działają w pełni transparentnie na każdym etapie postępowania, bazując na ekspertyzach wyspecjalizowanych organów.
– Dołożyliśmy wszelkich starań, by mieszkańcy Bądek mogli szczegółowo zapoznać się z parametrami inwestycji i wyrazić swoje opinie. Żałujemy, że deklarowane wsparcie Izby Rolniczej nie przełożyło się na dokument pisemny. Wierzymy jednak, że rzetelna analiza prawna i merytoryczna, którą przeprowadzi SKO, potwierdzi, iż odmowna decyzja Burmistrza Zalewa była błędem wynikającym z emocji, a nie z przepisów prawa – dodają.
Obawy o plan ogólny gminy: druga linia frontu
Tak jak sygnalizowaliśmy w poprzednim artykule, inwestor od samego początku obawiał się, że przeciwnicy fermy będą starali się zablokować inwestycję wielotorowo. Chodzi nie tylko o procedury środowiskowe, ale również o wywieranie wpływu na zapisy planu ogólnego gminy Zalewo, który jest obecnie w fazie przygotowywania. Po negatywnej decyzji burmistrza i stanowisku Izby Rolniczej te obawy nasiliły się jeszcze bardziej.
Gospodarstwo KREKI wskazuje, że lokalna społeczność, zorganizowana wokół Stowarzyszenia „Czyste Bądki”, może w dalszym ciągu wywierać silną presję na Radę Gminy Zalewo. Celem tych działań ma być wprowadzenie do planu ogólnego takich zapisów, które kategorycznie wykluczą możliwość jakiejkolwiek zabudowy inwentarskiej na działkach przeznaczonych pod inwestycję. Inwestor przypomina, że dotychczas obowiązujące dokumenty planistyczne (studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego) od lat określały rolniczy charakter tego terenu, dopuszczając rozwój tego typu zabudowy. Ostateczny kształt nowego planu ogólnego wciąż pozostaje jednak wielką niewiadomą.
Cieszymowo jako wzór dla Bądek. Nauka i technologia w rolnictwie
Warto przypomnieć, że Gospodarstwo KREKI sp. z o.o. posiada ogromne doświadczenie w branży – od ponad 20 lat z powodzeniem prowadzi fermę bydła mlecznego w Cieszymowie (Fortune sp. z o.o.). O gospodarstwie tym na łamach topagrar Polska oraz topagrar.pl pisaliśmy już wielokrotnie, przybliżając Czytelnikom m.in. największą na świecie instalację automatycznego doju krów DeLaval, która tam działa. To właśnie na wzór tej zaawansowanej technologicznie jednostki miała powstać – odpowiednio mniejsza – ferma w Bądkach.
Przedstawiciele gospodarstwa deklarują, że chcieliby, aby ferma w Bądkach stała się wizytówką całego regionu. Podobnie jak gospodarstwo w Cieszymowie, obiekt miał być otwarty na współpracę ze szkołami rolniczymi, organizację wizyt studyjnych oraz prezentacje nowoczesnych technologii agrotechnicznych. Co ważne, gospodarstwo w Cieszymowie prowadzi również, we współpracy z Instytutem Rozrodu Zwierząt i Badań Żywności Polskiej Akademii Nauk (PAN), zaawansowane badania naukowe. Potwierdza to, że jednostka ta jest postrzegana w środowisku akademickim i branżowym jako jedna z czołowych i modelowych ferm bydła mlecznego w Polsce.
– Chcielibyśmy, aby ferma w Bądkach była postrzegana analogicznie jak nasze gospodarstwo w Cieszymowie – jako perła polskiego rolnictwa, otwarta na naukę, współpracę międzynarodową i lokalną społeczność – akcentują przedstawiciele Gospodarstwa KREKI.
Ogólnopolski syndrom blokowania rozwoju polskiej wsi
Sytuacja w Bądkach nie jest odosobnionym przypadkiem, ale częścią szerszego, niezwykle niepokojącego trendu, który paraliżuje modernizację polskiej wsi. W całym kraju, ze szczególnym uwzględnieniem województwa warmińsko-mazurskiego, drastycznie przybywa konfliktów na linii inwestorzy rolniczy – lokalne społeczności (często zasilane przez osoby napływowe).
Podobne spory toczą się lub zakończyły się przegraną inwestorów w całej Polsce. Przykładem jest blokada biogazowni w Przyjaźni i Wólce pod Gdańskiem czy konflikt wokół biometanowni w gminie Janów Podlaski, który doprowadził nawet do próby odwołania wójta i rady gminy w referendum. Przypadków zablokowania takich inwestycji jest znacznie więcej.
W niemal każdym przypadku protestujący podnoszą identyczny zestaw obaw: odór, hałas, wzmożony ruch ciężkich pojazdów, zagrożenie dla wód gruntowych oraz spadek wartości działek. Te same argumenty wysunięto w Bądkach przez Stowarzyszenie „Czyste Bądki”. Mechanizm blokowania stał się powtarzalny: jeśli inwestycji nie uda się zatrzymać na etapie decyzji środowiskowej, nacisk przenosi się na poziom planowania przestrzennego, czyli blokowanie inwestycji poprzez plany ogólne gmin. W Bądkach współpracujący ze stowarzyszeniem prawnik otwarcie zadeklarował, że w razie niepowodzenia w SKO, ostateczna blokada nastąpi właśnie poprzez odpowiednie zapisy w nowym planie ogólnym gminy.
Paradoks debaty publicznej: Chcemy polskiej żywności, ale nie pozwalamy jej produkować
W tle konfliktu w Bądkach rysuje się głęboki, systemowy paradoks, który coraz mocniej dotyka całe polskie rolnictwo. W debacie publicznej, mediach głównego nurtu oraz w deklaracjach polityków wszystkich opcji bezustannie odmienia się przez wszystkie przypadki konieczność ochrony polskiego rolnictwa i suwerenności żywnościowej. Głośno i słusznie alarmuje się o dramatycznie słabej jakości zagranicznych płodów rolnych oraz produktów spożywczych, które masowo, często bez należytej kontroli, napływają na polski rynek z rynków wschodnich czy państw trzecich spoza Unii Europejskiej, gdzie nie obowiązują restrykcyjne normy fitosanitarne.
Polscy konsumenci deklarują, że chcą kupować zdrową, bezpieczną i wytworzoną lokalnie żywność, wolną od podejrzanych substancji. Jednak na poziomie lokalnym dochodzi do drastycznego zderzenia deklaracji z rzeczywistością. Poprzez blokowanie nowoczesnych i zaawansowanych technologicznie ferm – takich jak ta planowana w Bądkach – sami, jako społeczeństwo, dopuszczamy do sytuacji, w której wielkotowarowa, opłacalna produkcja polskiej żywności stanie się po prostu niemożliwa. Bez nowoczesnych, silnych gospodarstw, zdolnych do konkurowania na rynku europejskim, polskie rolnictwo zostanie zepchnięte do roli skansenu, a rodzimy rynek zostanie oddany walkowerem zagranicznym koncernom.
Ostatni dzwonek: za chwilę na półkach zabraknie polskiej żywności
Konsekwencje działań podejmowanych przez komitety protestacyjne mieszkańców wsi są znacznie poważniejsze niż mogłoby się wydawać na poziomie pojedynczej gminy. Branża spożywcza alarmuje, że jeśli ten destrukcyjny trend się utrzyma, już za chwilę polska żywność całkowicie zniknie ze sklepowych półek, a my obudzimy się w rzeczywistości totalnego uzależnienia od importu.
Wieś przestała być miejscem produkcji rolnej, a staje się jedynie podmiejską „sypialnią” i zapleczem rekreacyjnym dla osób, które uciekły z miast w poszukiwaniu ciszy. Ci nowi mieszkańcy domagają się wiejskiej sielanki, całkowicie zapominając, że wieś od wieków żyje z uprawy ziemi i chowu zwierząt. Blokowanie każdej nowoczesnej obory, chlewni czy biogazowni doprowadzi do sytuacji, w której polscy rolnicy, zniechęceni latami procesów sądowych i urzędniczych batalii, po prostu zrezygnują z produkcji. Krajobraz wiejski bez rolnictwa to nie wizja odległej przyszłości – to proces, który dzieje się na naszych oczach.
Musimy odpowiedzieć sobie na fundamentalne pytanie - jeżeli zakażemy lokalizacji nowoczesnych inwestycji rolniczych na terenach wiejskich, to gdzie właściwie ma powstawać polska żywność? W laboratoriach? Czy może mamy całkowicie przestawić się na towary sprowadzane z zagranicy?
Paraliż inwestycyjny oznacza jedno – drastyczny spadek pogłowia zwierząt w Polsce i załamanie rynku mleka oraz mięsa. Lukę tę błyskawicznie i bezlitośnie wypełnią zagraniczne korporacje, które nie oglądają się na lokalne protesty. Zamiast zdrowego, kontrolowanego polskiego mleka czy sera, konsumenci będą skazani na masowo importowane, głęboko przetworzone produkty z państw trzecich, o których niskiej jakości słyszy się coraz częściej. Likwidując własną produkcję pod naciskiem emocjonalnych protestów, dobrowolnie oddajemy nasze bezpieczeństwo żywnościowe w obce ręce. To prosta droga do skokowego wzrostu cen żywności i utraty kontroli nad tym, co trafia na stoły polskich rodzin.
– Widzimy, że to nie jest już tylko nasz, lokalny problem. To zjawisko ogólnopolskie, które uderza w możliwość produkowania polskiej żywności na własnym terenie. Jeśli jako kraj nie zreflektujemy się na czas, to za kilka lat polski konsument będzie mógł o rodzimych produktach jedynie poczytać w podręcznikach historii. Apelujemy, aby decyzje w takich sprawach były podejmowane na podstawie twardych faktów, ekspertyz naukowych i obowiązującego prawa, a nie pod wpływem czystych emocji czy nacisku społecznego, które nie znajdują żadnego potwierdzenia w rzetelnej dokumentacji środowiskowej – podsumowują zaniepokojeni przedstawiciele Gospodarstwa KREKI.
Co dalej z Gospodarstwem KREKI?
Sprawa decyzji środowiskowej spoczywa obecnie w rękach Samorządowego Kolegium Odwoławczego w Elblągu, które szczegółowo zbada zarzuty formalno-prawne podniesione w odwołaniu inwestora. Równolegle toczą się kluczowe prace nad planem ogólnym gminy Zalewo, których ostateczny wynik może zaważyć na losach inwestycji bez względu na to, co orzeknie SKO.
Redakcja będzie na bieżąco śledzić rozwój wydarzeń w Bądkach i poinformuje o kolejnych krokach prawnych podjętych przez SKO oraz o decyzjach Rady Gminy Zalewo.
