StoryEditor

Likwidują gospodarstwo mleczne. Przy 1,46 zł za litr „to nie ma sensu”

Jeszcze niedawno planowali nową oborę i rozwój produkcji mleka. Dziś wyprzedają stado i całe gospodarstwo, bo przy stawce 1,46 zł za litr — jak mówią — koszty praktycznie zrównały się z wartością produkcji.

11.05.2026., 14:45h

Paulina Bagińska z partnerem przez ostatnie 15 lat rozwijali gospodarstwo w miejscowości Olszyny w gminie Kamienna Góra na Dolnym Śląsku. W gospodarstwie produkowali mleko od 40 krów, były plany na rozwój gospodarstwa, budowę nowej obory i wszystko zapowiadało się dobrze.

Ostatnie lata pozwalały na myślenie o inwestycjach. Niestety od kilku miesięcy produkcja mleka, która była głównym źródłem dochodu rodziny nie zapewnia już płynności, a inwestycja dotycząca nowej obory stanęła na zakupie materiałów i uzyskaniu wszelkich zgód. Podjęli trudną decyzję.

Przy cenie 1,46 zł/l mleka, zostaje 1-3 tys. zł

- Chcieliśmy się rozwijać, ale po prostu się nie opłaca w to inwestować. Przy cenie 1,46 zł/l mleka, zostaje po odjęciu kosztów około 1 tys. zł za miesięczną pracę. Koszty wytworzenia praktycznie zrównały się z wartością produkcji, a często ją nawet przekraczają. Przy tak dużej skali inwestycji, którą planowaliśmy i ogromie codziennej pracy ten dochód nie jest warty świeczki – mówi rolnik i podkreśla, że w jego ocenie, przy zaangażowaniu kapitału rzędu 2–2,5 mln zł, taki wynik jest ekonomicznie nie do obrony i dalsze kroki są po prostu bez sensu. Można wytrzymać, jeden – drugi - trzeci miesiąc, ale większość ostatnich oszczędności poszło na zakup materiałów do budowy obory.

Przy takiej stawce 1,46 zł/l – jak zaznacza – produkcja przestaje się spinać, a gospodarstwo trzeba utrzymywać, dokładając pieniądze z dopłat i innych źródeł. Liczono, że gorszy okres potrwa kilka miesięcy i rynek odbije, jednak poprawy nie widać. W efekcie, zamiast zarabiać, trzeba stale dopłacać.

Rolnik zwraca też uwagę, że problem dotyczy nie tylko gospodarstwa, ale całego rynku mleka. - Mleczarnie również walczą o utrzymanie i nie są w stanie płacić więcej. W praktyce oznacza to, że nawet dobrej jakości mleko nie daje dziś gwarancji opłacalności. Nie przy takiej skali, a zaraz nie będzie z czego dokładać – mówi partner Pauliny Bagińskiej. 

Przy obecnych realiach – jak mówi – lepiej pójść do zwykłej pracy i zarabiać 4 tys. zł miesięcznie, niż zostać przy produkcji, która po ogromnych inwestycjach przez ostatnie lata daje 1–3 tys. zł dochodu, przy bardzo dużym ryzyku.

Likwidacja gospodarstwa mlecznego na Dolnym Śląsku

Paulina Bagińska wystawiała kilkukrotnie ogłoszenie o sprzedaży gospodarstwa. Obecnie zostało około 16 ha i 18 krów mlecznych, dom oraz maszyny. Niestety zainteresowanie zakupem jest mizerne. 

- Koniunktura jest zła, nie dziwne, że ludzie nie chcą inwestować w produkcję mleka. Ale to miejsce ma potencjał na agroturystykę, konie czy inne rzeczy, na których ja się nie znam. Dlatego chcemy to sprzedać w całości. Jest dużo maszyn, ciągnik rolniczy, materiały gotowe do budowy obory leżą na podwórku – mówi rolnik. Likwidacja gospodarstwa nie była planowana jeszcze w zeszłym roku. Decyzja zapadła niedawno.

- Gospodarstwo miało się rozwijać. Przygotowane były pozwolenia na budowę obory i kolejnych budynków gospodarczych, kupiliśmy materiały, opracowaliśmy projekty, a same formalności i dokumentacja kosztowały około 70 tys. zł. Całość była przygotowywana z myślą o zwiększeniu skali produkcji do 40–60 sztuk – mówi producent mleka. Dziś jednak właściciel zdecydował się wygaszać działalność. Część krów została już sprzedana.

Problem ze zbytem krów dojnych

Problemem jest nie tylko niska opłacalność samej produkcji mleka, ale też słaby rynek zbytu krów. Nie ma popytu na krowy mleczne. Jak podaje, jeszcze niedawno za dobrą krowę można było uzyskać 10–11 tys. zł, a obecnie trudno sprzedać ją nawet za 7 tys. zł. W przypadku sprzedaży na rzeź zostaje jedynie około 3–4 tys. zł za sztukę, co oznacza bardzo dużą stratę.

Sprzedaż obejmuje także samo gospodarstwo. Część gruntów została już sprzedana (w sumie było około 40 ha) natomiast przy domu zostało jeszcze około 16 hektarów, a do tego zabudowania, infrastruktura i przygotowane materiały inwestycyjne. Cena całości została określona na około 1,5 mln zł, z możliwością obniżenia do około 1,3 mln zł, jeśli nabywca nie byłby zainteresowany wszystkimi zgromadzonymi materiałami. W okolicy gospodarstwa w niedługim czasie będzie można dokupić kolejne 10 ha.

Rolnik zaznacza, że najtrudniejsze jest dziś nie samo podjęcie decyzji o likwidacji, ale brak realnego zainteresowania zakupem – zarówno krów, jak i całego gospodarstwa. W okolicy coraz częściej słyszy, o tym, że rolnicy rezygnują z produkcji.

Mimo potencjału miejsca, dobrego dojazdu, gotowej infrastruktury i atrakcyjnego położenia, chętnych praktycznie nie ma. To pokazuje, że kryzys opłacalności w produkcji mleka przekłada się już nie tylko na bieżące funkcjonowanie gospodarstw, ale także na problemy z ich sprzedażą i zamknięciem działalności bez dotkliwych strat.

- Teraz trudno podjąć dalszą decyzję, co będziemy robić. Jeśli będą pieniądze ze sprzedaży gospodarstwa, pewnie pójdę w usługi, otworzę jakąś firmę. Może kiedyś wrócę do rolnictwa, ale to już nie będzie takie proste – mówi rolnik.

Pod koniec ubiegłego roku pisaliśmy o tym, że po pierwsze takich historii będzie coraz więcej, ale również o tym, że będzie coraz mniej chętnych na zakup stada podstawowego. Niestety im dłużej potrwa kryzys w rolnictwie, tym więcej młodych ludzi będzie wycofywać się z gospodarki. Ryzyko duże, a rodzinę trzeba utrzymać.

Dorota Kolasińska
Autor Artykułu:Dorota Kolasińska
Pozostałe artykuły tego autora
Masz pytanie lub temat?Napisz do autora
POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ
11. maj 2026 16:01