– Każdego dnia rzetelnie wykonujemy swoje zadania, mimo że wiemy, że możemy nie otrzymać za nie wynagrodzenia w terminie – mówi jeden z lekarzy.
Ich praca obejmuje kontrolę dobrostanu zwierząt, higieny pomieszczeń, przebiegu produkcji i pozostałości substancji leczniczych. Lekarz dopuszcza zwierzęta do uboju, kontroluje dokumentację, bada tusze i eliminuje produkty, które nie mogą trafić do obrotu. Wystawia również dokumenty niezbędne przy eksporcie mięsa poza Unię Europejską. Bez jego obecności zakład nie może legalnie prowadzić uboju.
Z sygnałów napływających z branży wynika, że największy problem, trwający już od kilku miesięcy dotyczy województwa mazowieckiego, jednak podobna sytuacja występuje także w innych regionach, między innymi w Wielkopolsce.
Pieniądze wpłacają zakłady, ale ich brakuje
Zakłady mięsne są zobowiązane do uiszczania opłat za nadzór weterynaryjny. Według informacji przekazywanych lekarzom przedsiębiorstwa nadal regulują te należności. Środki trafiają jednak do budżetu państwa i nie są automatycznie przekazywane osobom wykonującym nadzór. Wynagrodzenia są wypłacane w ramach procedury obejmującej powiatowego i wojewódzkiego lekarza weterynarii, wojewodę, Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi oraz Ministerstwo Finansów.
– Zakłady wpłacają pieniądze do budżetu, a następnie państwo decyduje o ich rozdysponowaniu. Obecnie środków na nasze wynagrodzenia po prostu zabrakło – wskazuje lekarz.
Jako możliwą przyczynę wskazuje się rosnące koszty zwalczania chorób zakaźnych, w tym grypy ptaków i ASF. Odszkodowania, likwidacja stad oraz utylizacja zwierząt pochłonęły znaczne środki. Nie powinno to jednak oznaczać przerzucania kosztów na osoby wykonujące bieżący, ustawowy nadzór nad produkcją żywności.
Czekamy na stanowisko Głównego Lekarza Weterynarii
Redakcja zwróciła się z pytaniami o skalę problemu i planowane działania do Głównego Inspektoratu Weterynarii, jednak poza ustnym potwierdzeniem zaistniałej sytuacji nie otrzymaliśmy jeszcze oficjalnych wyjaśnień. Czekamy na odpowiedź dotyczącą liczby lekarzy, którym nie wypłacono wynagrodzeń, wysokości zaległości, przyczyn wyczerpania środków oraz terminu uruchomienia rezerwy celowej.
Do czasu uzyskania oficjalnego stanowiska nie wiadomo, czy problem zostanie rozwiązany jednorazowym przesunięciem pieniędzy, czy też konieczna będzie trwalsza zmiana systemu finansowania. Redakcja będzie aktualizować informacje po otrzymaniu odpowiedzi.
Zaległości sięgają marca
Szczególnie niepokojące są informacje dotyczące lekarzy prowadzących monitoring chorób zakaźnych. Według przekazywanych redakcji danych, część z nich nie otrzymuje wynagrodzenia już od marca. To właśnie praca lekarzy terenowych pozwoliła Polsce uzyskać i utrzymać status kraju wolnego od gruźlicy, brucelozy oraz enzootycznej białaczki bydła. Status ten miał istotne znaczenie dla otwierania rynków pozaunijnych i rozwoju eksportu polskiej wołowiny.
W całym kraju czynności urzędowe wykonuje ponad 5 tys. wyznaczonych lekarzy weterynarii. Nadzorują oni produkcję mięsa, kontrolują gospodarstwa, uczestniczą w monitoringu chorób i wykonują zadania, bez których nie byłoby możliwe potwierdzanie bezpieczeństwa polskich produktów pochodzenia zwierzęcego.
Dziś system działa dzięki temu, że lekarze nadal przychodzą do pracy, mimo braku terminowych wypłat.
Trzy miesiące oczekiwania
Wynagrodzenia wielu lekarzy są rozliczane na podstawie umów zawieranych z Powiatowymi Inspektoratami Weterynarii. W jednej z takich umów przewidziano 20 dni roboczych na zapłatę, pod warunkiem dostarczenia dokumentacji i dostępności środków. Jeżeli pieniędzy brakuje, termin może zostać wydłużony nawet do trzech miesięcy.
Dla lekarzy oznacza to poważne ryzyko finansowe. Wielu z nich działa jako osoby samozatrudnione. Niezależnie od tego, czy otrzymają zapłatę, muszą regulować podatki, składki ZUS, koszty dojazdów, ubezpieczenia, sprzętu i prowadzenia działalności.
– Brak środków na koncie nie zwalnia nas z obowiązku opłacania podatku i ZUS. Państwo nie ponosi jednak analogicznego ryzyka związanego z nieterminowym regulowaniem naszych należności – zwraca uwagę lekarz.
Stawki z 2011 roku
Kryzys płatności nakłada się na wieloletni problem stawek. Taryfikator wynagrodzeń za czynności wykonywane przez urzędowych lekarzy weterynarii nie był waloryzowany od 2011 roku. W tym czasie wzrosły koszty paliwa, samochodów, ubezpieczeń, sprzętu, księgowości i pracy. Zmieniły się również wymagania dotyczące dokumentacji oraz zakres obowiązków.
W 2026 roku pojawiły się dwa projekty rozporządzeń dotyczące nowych stawek. Pierwszy został zablokowany przez ministra finansów z powodu braku środków w budżecie. Do drugiego projektu lekarze i samorząd zawodowy zgłaszali uwagi. Krajowa Izba Lekarsko-Weterynaryjna oceniła, że proponowane stawki nadal nie pokrywają rzeczywistych kosztów wykonywania usług i dojazdów. Jej zdaniem nie rozwiązują również problemu braków kadrowych ani nie zapewniają stabilnego finansowania.
Czy rzeźnie mogą stanąć?
Ryzyko nie dotyczy wyłącznie samych lekarzy. Jeżeli zaległości będą narastać, część z nich może ograniczyć lub zawiesić wykonywanie czynności. Konsekwencje byłyby natychmiastowe. Bez urzędowego nadzoru nie można legalnie prowadzić uboju ani wprowadzać mięsa do obrotu. Zakłady musiałyby ograniczyć produkcję lub całkowicie ją wstrzymać. Problemy dotknęłyby również eksportu, ponieważ przesyłki wymagają odpowiedniej dokumentacji i potwierdzenia spełnienia wymagań weterynaryjnych.
Co więcej skutki odczuliby także rolnicy i hodowcy. Wstrzymanie lub ograniczenie uboju oznaczałoby trudności z regularnym odbiorem zwierząt, zakłócenia w łańcuchu dostaw i presję na ceny żywca.
– Trudno wyobrazić sobie skutki masowego wstrzymania wykonywania naszych usług. Wszystkie zakłady mięsne wymagają obecności lekarzy na zmianie – mówi lekarz.
Potrzebna szybka decyzja
Środowisko oczekuje odpowiedzi na podstawowe pytania: gdzie trafiają opłaty wnoszone przez zakłady, dlaczego zabrakło pieniędzy na zapłatę za już wykonaną pracę, ilu lekarzy czeka na wynagrodzenia i kiedy zaległości zostaną uregulowane. Konieczne jest również stworzenie rozwiązania, które zabezpieczy finansowanie nadzoru w kolejnych latach. Wydatki na monitoring chorób, kontrole w gospodarstwach i nadzór nad ubojem nie są nadzwyczajne ani nieprzewidywalne. To stałe zadania państwa, bez których nie może funkcjonować sektor mięsny.
Do czasu odpowiedzi Głównego Lekarza Weterynarii wiele kluczowych kwestii pozostaje bez wyjaśnienia. Jedno jest pewne: dziś bezpieczeństwo żywności, ciągłość produkcji i znaczna część eksportu opierają się na pracy lekarzy, którzy wykonują swoje obowiązki mimo narastających zaległości.
Do sprawy będziemy wracać.
