Łukasz Stanisławiak prowadzi gospodarstwo w Joasinie w woj. kujawsko-pomorskim, a także w okolicy Uniejowa wraz z żoną Joanną, z dziećmi (Bartoszem, Michałem oraz Andżeliką) i rodzicami Benedyktem i Danutą.
- Drugie gospodarstwo dokupiliśmy dwa lata temu, obsługują je pracownicy, oczywiście regularnie tam jeżdżę i stale prowadzony jest monitoring więc mogę wszystkiego pilnować na bieżąco. Taki rozwój przez zakup kolejnego gospodarstwa był po prostu częścią mojego pomysłu na dalsze prowadzenie i rozwijanie produkcji. Dzięki temu mogliśmy wejść także w produkcję mleka i rozdzielić poszczególne kierunki między dwie lokalizacje – tłumaczy rolnik.
1300 opasów, a będzie jeszcze więcej
W gospodarstwie w Joasinie rodzina utrzymuje około 1300 opasów. Są to przede wszystkim mięsne krzyżówki. Byczki sprzedawane są w cyklach, utrzymywane po około 150 szt. w kojcu.
- Odsadki kupujemy przede wszystkim z zagranicy, czasami trafią się krajowe, następnie opasamy je przez około 12 miesięcy i sprzedajemy. Sprowadzam je przez firmę, której później sprzedaję również dorosłe opasy. Zwierzęta pochodzą między innymi z Łotwy, Litwy, Estonii i Holandii – mówi Stanisławiak i podkreśla, że opłacalność jest na nienajgorszym poziomie.
- Ceny bydła trochę spadły, ale teraz znowu zaczynają iść w górę na lato. Ostatnio sprzedawaliśmy 430 sztuk na żywą wagę i wtedy udało się jeszcze uzyskać 20 zł/kg – mówi rolnik.
Opasy są utrzymywane obecnie w kilku obiektach. Jeden z nich to stary budynek uwięziowy o wymiarach 80 x 14 m, a obok znajdują się jeszcze dwie mniejsze uwięziówki.
- Łącznie utrzymujemy tam około 200 sztuk. Do tego mamy jeszcze obory o wymiarach 30 x 86 m oraz 30 x 78 m – mówi Stanisławiak i zaznacza, że to nie koniec, bo już niebawem powstanie nowy obiekt na 2500 szt.
- Inwestycja ma ruszyć od lipca. Mam własną firmę budowlaną, bo zajmujemy się również budową obór dla innych rolników. Ten nowy budynek ma mieć wymiary 50 x 200 m, więc przy takiej skali trzeba już liczyć się z odpowiednim czasem realizacji. Wszystkie zgody mamy już załatwione. Nowy obiekt będzie budowany w Joasinie – wyjaśnia rolnik.
Pokaźna produkcja mleka uzupełnieniem opasu
Rodzina Stanisławiak nie hamuje w rozwoju oraz inwestycjach i niedawno kupiła gospodarstwo mleczne, w którym utrzymuje 200 krów. Gospodarstwo znajduje się w okolicy Uniejowa w woj. łódzkim. Mleko trafia do OSM w Łowiczu.
- Średnia wydajność stada wynosi u nas około 12 tysięcy litrów. W styczniu zostaliśmy też za to wyróżnieni – zajęliśmy pierwsze miejsce w mleczarni, w tym regionie – mówi rolnik.
Gospodarstwo kupili dwa lata temu. Obora wolnostanowiskowa powstała w 2018 r. i ma wymiary 38 x 53 m. Dój odbywa się w hali udojowej 2 x 8 stanowisk.
- Pomysł na zakup gospodarstwa mlecznego był mój – nosiłem się z nim już wcześniej. Uznałem, że to będzie dobra alternatywa i uzupełnienie produkcji opasów. Jeśli chodzi o ceny mleka, to mocno spadły. W tej chwili mamy około 1,70 zł za litr. Kiedy kupowaliśmy to gospodarstwo, sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Wtedy mleko było po 2,70 zł za litr. To był jeszcze dobry moment – mówi rolnik.
Wszystko na paszę dla bydła
Gospodarstwo ma powierzchnię 300 hektarów. Z tego 60 hektarów stanowią trawy, 40 hektarów zboża, a resztę kukurydza. Wszystkie uprawy są przeznaczone na pasze dla bydła – zarówno dla opasów, jak i krów mlecznych.
- Mimo tego areału i tak musimy część pasz dokupować. Kupujemy dodatkowo około 150 hektarów kukurydzy na pniu, a także zboże. Jeśli chodzi o użytki zielone, to mamy zarówno trochę TUZ i trawy na gruntach ornych, gdzie stawiamy przede wszystkim na gorzowską i lucernę – wymienia rolnik.
Lucerna dała już pierwszy pokos. Plony były bardzo dobre, choć nie wszystko było dokładnie ważone. Jak mówi rolnik orientacyjnie z hektara wychodziło około 20 ton, a na niektórych kawałkach około 18–18,5 tony. Z pierwszego pokosu gorzowskiej było nawet około 25 ton z hektara.
- Lucernę użytkujemy zwykle przez parę lat. Dawniej takie plantacje utrzymywało się dłużej, ale dziś, przy zbiorze mechanicznym, roślina nie zawsze się tak dobrze zagęszcza. Po około czterech latach plantacja jest już trochę przerzedzona. Jeśli jednak dobrze wzejdzie, rozkrzewi się i nigdzie nie wypada, nie puszcza chwastów to wtedy wszystko funkcjonuje jak trzeba. Kluczowe jest odpowiednie założenie plantacji i dobre warunki – mówi Stanisławiak.
Gorzowska z dodatkiem traw wieloletnich
W tym gospodarstwie funkcjonuje bardzo ciekawy system wykorzystania mieszanki gorzowskiej. Mieszanka gorzowska nie jest po pierwsze koszona jesienią, a po drugie kupowana jest gotowa mieszanka, która jest wzbogacana w trawy wieloletnie np. życicę wielokwiatową lub kupkówkę.
- Teraz był pierwszy pokos, ale nie planujemy tego zaorywać – liczymy jeszcze na dwa, trzy pokosy, a jeśli pogoda dopisze, to może nawet na czwarty. Zwykle każdy kolejny pokos jest trochę słabszy, ale bardzo dużo zależy od pogody oraz od tego, jaki jest skład mieszanki. Część mieszanek robimy sami, a część kupujemy. W razie potrzeby dosiewamy materiał jesienią albo przesiewamy inną rośliną, żeby utrzymać zmianowanie – mówi rolnik. Wiadomo, że niektóre rośliny w mieszance gorzowskiej wypadają w trakcie sezonu, więc w tym miejscu rozwijają się trawy. Ciekawa forma zagospodarowania gorzowskiej.
- Moim zdaniem drugi pokos może być w tym roku nawet lepszy niż pierwszy. Po pierwszym pokosie minął tydzień, a rośliny mają już około 15–17 cm. Jeśli spadnie trochę deszczu i utrzyma się ciepło, to drugi pokos może wypaść naprawdę dobrze. Pomaga też to, że mamy dużo gnojowicy i obornika. Po zbiorze od razu dajemy nawożenie – rozsądnie, żeby nie zaszkodzić – i przy dobrych warunkach rośliny bardzo dobrze ruszają – mówi rolnik.
Zboża w gospodarstwie również są przeznaczane na paszę dla bydła, uprawiane jest głównie żyto i pszenżyto. Część jednak trzeba dokupić.
- Zimą żyto i pszenżyto sobie poradziło, było mało wody, nie było śniegu, ale nie są tak wrażliwe jak owies czy pszenica. Na słabszych glebach nie było większego problemu, natomiast później rośliny wyhamowała susza – mówi rolnik.
Kukurydza biogazowa zwiększa bazę paszy objętościowej
Tu kolejna ciekawostka. Gospodarstwo bazuje na odmianie kukurydzy wykorzystywanej w biogazowniach, nie przypadkowo, jednak to kolejna ciekawa forma zwiększenia plonu zielonej masy na kiszonkę.
- Kukurydzę siejemy w różnych odmianach. Mamy też odmiany biogazowe, bo planujemy budowę biogazowni wspomagającej gospodarstwo. Zależy nam na wysokich roślinach – przy dobrej wilgotności osiągają nawet 4,80 m wysokości. To ma być rozwiązanie pomagające nam w dalszym rozwoju i lepszym wykorzystaniu tego, co już produkujemy w gospodarstwie – tłumaczy rolnik. Siane są odmiany o FAO od 270 do 280.
- Zbiór jest zwykle późny, ale sam siew prowadzimy bardzo wcześnie. W tym roku siew zakończyliśmy już 16 kwietnia, mimo że zdarzały się jeszcze przymrozki. Mimo to kukurydza ruszyła i obecnie ma miejscami około 80–90 cm wysokości. Pod kukurydzę mamy około 200 hektarów. Z tych odmian biogazowych część upraw kiedyś była przeznaczana na ziarno, uzyskiwaliśmy plon rzędu 16–17 ton – mówi Stanisławiak i dodaje, że tą odmianę dość trudno skosić kombajnem przez to, że jest bardzo wysoka.
Prognozuje całkiem dobre plony roślin na paszę. A my z pewnością do tego gospodarstwa wrócimy, kiedy powstanie nowy obiekt dla opasów!
Zobacz film z ostatniego pokosu! Prace w gospodarstwie często można zobaczyć na kanale Agro Team Wielkopolska
