Zawsze wszystkim mówię, że jestem na tatowym, bo odziedziczyłam gospodarstwo po moich rodzicach. Nie specjalizowało się ono w żadnej konkretnej hodowli. Było trochę świń, krów i gęsi. A więc jak w większości polskich gospodarstw w tamtych latach. Jednak gdy wyszłam za mąż, trafił mi się wariat, który był pasjonatem hodowli krów. Zawsze powtarzał, że stworzy taką hodowlę u siebie. I stworzył, ze mną u swego boku – opowiada Ilona Michalak, rolniczka z Kuchar Borowych w Wielkopolsce.
Od marzenia do imponującego stada
Ciężko pracowali, by zrealizować to marzenie – ona w Polsce, on za granicą. Każdą złotówkę inwestowali w powiększanie stada. I tak z trzech krów doszli do dwustu sztuk bydła, z czego 100 stanowią krowy dojne, rasy holsztyńsko-fryzyjskiej czarno-białej i simental. Wydajność stada to ok. 10 tys. l mleka rocznie o zawartości tłuszczu 4,3% i białka 3,4%. Roczna produkcja tego białego złota sięga dziś miliona litrów.
Gospodarstwo, które rośnie razem z ambicjami
Ale zwierzęta to nie wszystko. Wraz z nimi sukcesywnie dokupowali ziemię, aby mieć własną bazę paszową. Gospodarstwo z 15 ha urosło do 160 ha wraz z dzierżawami. Jedną trzecią zajmują zboża ozime, tj. pszenica, pszenżyto, żyto i jęczmień, kolejną 1/3 mieszanki traw, a na pozostałych gruntach uprawiana jest kukurydza na ziarno i na kiszonkę. Wszystko musi mieć dla pani Ilony uzasadnienie ekonomiczne, bo jak podkreśla, to podstawa każdego biznesu. Podobnie jak dywersyfikacja dochodów, dlatego w 2019 roku padło na sery. Rolniczka pierwszy kurs zrobiła w zagłębiu serowarskim, czyli na Dolnym Śląsku. A w 2021 roku z własnej kuchni przeniosła się do przydomowej serowarni, która stanęła w miejscu dawnego garażu oraz kurnika. Ot tak po krótce wyglądają kulisy powstwania Serowni Kuchary, która dziś cieszy podniebienia okolicznych, ale nie tylko, mieszkańców.
Serowarstwo – od pasji do profesjonalizmu
– Byłam członkiem Rady Nadzorczej mleczarni i na jednym z wyjazdów poznałam panią z okolic Wrocławia, która robiła sery. Zawsze chciałam to robić, zachwycałam się wręcz tym pomysłem, więc po odchowaniu dzieci poszłam w to w ciemno – przyznaje z uśmiechem. Mocno postawiła wówczas na swój rozwój. Pani Ilona ukończyła szkołę serowarstwa na Uniwersytecie Przyrodniczym we Wrocławiu, gdzie zdobyła dyplom serowara farmerskiego. I to właśnie tam, porównując z innymi szkoleniami, dostała solidny zastrzyk wiedzy. Z chwilą ukończenia szkoły zaczęła się też jej ścisła współpraca z Uniwersytetem i realizacja w gospodarstwie wielu innowacyjnych projektów.
– W ramach szkoły wyjeżdżaliśmy do Hiszpanii, ale też do Francji, gdzie poznawaliśmy tajniki produkcji serów charakterystycznych dla danego regionu. No i nie ukrywam, kilka z nich mnie zainspirowało i wdrożyłam na własnym podwórku – mówi Ilona Michalak.
Małe kroki, wielkie efekty
Ale jak każdy serowar, zaczynała oczywiście od serów podpuszczkowych. Pierwsze powstały w garnku trzylitrowym. I tak małymi krokami, rozsądnie i nie z rozmachem, rolniczka budowała swój asortyment, bo jak zaznacza z charakterystyczną dla siebie szczerością, nigdy nie pozwoliłaby sobie, aby wyrzucić własnoręcznie stworzony produkt. Dziś dziennie przerabia 500 litrów mleka, z którego powstają twarogi, jogurty, deserki, masło farmerskie, maślanka, sery podpuszczkowe z dodatkami i sery dojrzewające. Dumą pani Ilony jest gouda, za którą niejednokrotnie zdobywała nagrody. Jej cena to ok. 80 zł za kilogram. Swoje produkty sprzedaje w ramach RHD w przydomowym sklepiku, ale współpracuje również z restauracjami i winnicami. – Ser i wino to para idealna – zwraca uwagę rolniczka. W sumie ok. 10% produkcji mleka w gospodarstwie pod Koninem jest przetwarzane, a pozostała część trafia do mleczarni Polmlek.
Siła w obliczu przeciwności
I kiedy wydawało się, że w zasadzie pani Ilona spełniła swoje marzenia i osiągnęła stabilność, do której zawsze dążyła, los miał wobec niej inne plany. Od czterech lat prowadzi gospodarstwo sama, w międzyczasie zmagała się też z chorobą. Te dwa zdarzenia mocno wywróciły jej życie do góry nogami, jednak nie poddała się. A dziś jest silna, jak nigdy dotąd. Ogromnym wsparciem jest dla niej córka Zosia, w której pokłada ogromne nadzieje o przyszłość gospodarstwa.
–To jest moja prawa ręka i moja przyszłość – przyznaje z dumą. Zosia ma 21 lat i już dziś mocno angażuje się w pracę. Co ciekawe, bardziej niż serowarnia pociąga ją hodowla: dojenie krów, cielęta, ocena stada, codzienna praca przy zwierzętach. Dla matki to powód do wzruszenia, ale i nadzieja, że coś, co budowały pokolenia, będzie miało dalszy ciąg w przyszłości.
Ludzie i wsparcie – fundament codzienności
Ciepło w głosie pani Ilony słychać także, gdy mówi o ludziach, którzy są dla niej oparciem w codziennych pracach – zarówno pracownicy, doradcy, którzy pomagają podejmować jej dobre decyzje, jak i przedstawiciele Wielkopolskiej Izby Rolniczej, którzy dostrzegli jej drogę i kibicują jej gospodarstwu. Z takim zapleczem można wyznaczać sobie kolejne kierunki rozwoju.
Nowoczesność i ekonomia w praktyce
A pani Ilona bez wątpienia należy do grona innowacyjnych rolniczek. Oprócz fotowoltaiki niedawno kupiła w ramach wsparcia z programu Rolnictwo 4.0 rozsiewacz do nawozów z nawigacją. Przygotowuje się już też do zakupu zbiorników na deszczówkę, no i z niecierpliwością czeka na rezultaty złożonego wniosku o dofinansowanie robotów udojowych. Niemniej myśli również o bardziej przyziemnych kwestiach, tj. badaniach gleby, dzięki którym nie sypie nawozów na oślep, a dostarcza ziemi składników, których faktycznie potrzebuje. Do tego dochodzą także poplony, czy działania środowiskowe, wszystko po to, by gospodarować precyzyjniej, racjonalniej i taniej. – Ekonomia przede wszystkim – powtarza jak mantrę pani Ilona. To samo widać w podejściu do zdrowotności stada. Rolniczka nie oszczędza na profilaktyce. Zwierzęta są regularnie szczepione, pod stałą opieką weterynaryjną, bo – jak mówi – oszczędzanie na tym etapie kończy się później dużo wyższymi kosztami leczenia. Dobrostan jest kluczowy, dlatego bydło ma całoroczny dostęp do wybiegów przylegających do obory.
Plany na przyszłość i kolejne marzenia
Marzeń też jej nie brakuje. Jest pomysł na autosklep z serami, czy otwieranie gospodarstwa dla grup odwiedzających, warsztaty, edukacja dzieci i młodzieży. Pani Ilona została wpisana do sieci gospodarstw demonstracyjnych i coraz wyraźniej widzi, że właśnie tu kryje się kolejna szansa: pokazać ludziom, skąd naprawdę bierze się mleko i jak powstaje żywność. Bez udawania, bez dekoracji, za to prawdziwie. Bo właśnie prawda jest największą siłą tego miejsca. A pani Ilona udowadnia, że kobieta w rolnictwie może być jednocześnie silna, kompetentna, nowoczesna i pełna serca. Tego ostatniego w szczególności nie można jej odmówić. Ma serce na dłoni. Zatem to naturalne, że doceniono ją w konkursie organizowanym przez Krajową Radę Izb Rolniczych „Rolniczki motorem innowacji w gospodarstwach rolnych w Polsce”. Gratulujemy wygranej V edycji!
