StoryEditor

Ustawa o aktywnym rolniku – Rada przy Prezydencie rekomenduje weto

– Właściwie nikt z członków Rady Rolnictwa przy Prezydencie RP nie ma wątpliwości, że ustawa o aktywnym rolniku jest zła. Rekomendujemy Prezydentowi RP zawetowanie tej ustawy – mówi Jan Krzysztof Ardanowski, przewodniczący Rady Rolnictwa i Obszarów Wiejskich przy Prezydencie RP.

16.02.2026., 10:00h

Albert Katana: Panie Przewodniczący, w Sejmie wygłosił Pan ostrą krytykę ustawy o aktywnym rolniku. Czy mógłby Pan powiedzieć czytelnikom topa grar Polska, co konkretnie jest złego w tej ustawie? 

Jan Krzysztof Ardanowski: Wersja propagandowa tej ustawy, przyjętej już przez Sejm, głosi, że dzięki nowym przepisom dopłaty będą trafiały tylko do rolników produkujących żywność, i że wyeliminują tzw. rolników z Marszałkowskiej, czyli tych, którzy mieszkają w mieście, mają inne źródło dochodu, a są również posiadaczami użytków rolnych.

Nic z tego się nie wydarzy. W moim przekonaniu prawdziwym uzasadnieniem tej ustawy jest fakt, że budżet Unii Europejskiej na rolnictwo na lata 2028-2034 będzie istotnie mniejszy od tego, który mamy w tej chwili. Pieniędzy będzie mniej, a jednocześnie PSL w 2023 r. deklarował, że podniesie rolnikom dopłaty bezpośrednie do kwoty 1200-1300 zł do hektara. Czyli trzeba zabrać połowie rolników dopłaty, żeby móc zrealizować obietnicę wyborczą. 

Ustawa ma gwarantować, że dopłaty będą uzyskiwać gospodarstwa produkujące żywność na rynek. To chyba dobrze?

JKA: Gospodarstwa towarowe nie odczują zwiększenia dopłat, ponieważ spadną ceny towarów, które produkują. A stanie się tak w wyniku umów handlowych z Ukrainą i Mercosur, a raczej importu żywności z tych państw. Na nasyconym rynku każda ilość produktów z zewnątrz, nawet kilka procent,  powoduje nadmiar podaży, a więc spadek cen, znacznie większy, oraz trudności w sprzedaży.

A ponieważ gospodarstwa towarowe to gospodarstwa, które przez ostanie kilkanaście lat mocno inwestowały – powiększały areał, budowały nowe budynki gospodarcze, kupowały maszyny rolnicze, inwestowały w stado podstawowe, w rolnictwo cyfrowe – to są one bardzo obciążone finansowo. Utrzymując się wyłącznie z tego, co sprzedadzą na rynku, krytycznie odczują presję importu. 

Już dziś ceny produktów rolnych są poniżej kosztów wytworzenia. Jeśli spadną jeszcze bardziej, gospodarstwa towarowe zaczną bankrutować. 

Dziś te gospodarstwa często nie mogą korzystać z dofinansowania, ponieważ uprawiają bezumownie ziemię „rolników z Marszałkowskiej”...

JKA: Przede wszystkim określenie „rolnicy z Marszałkowskiej” jest tu bardzo mocno nadużywane. Słysząc je myślimy o politykach, którzy kupili swego czasu za symboliczną złotówkę ziemie po byłych PGR-ach, natomiast to nie oni dzierżawią ziemię bezumownie gospodarstwom towarowym.

Trzeba też wyjaśnić, że tych, którzy mają ziemię rolną, ale jednocześnie dochody z pracy poza rolnictwem i z tego powodu są zarejestrowani w ZUS, jest w Polsce, wg danych statystycznych ok. 64,5 tys. To jest kropla w porównaniu z 1,2 mln gospodarstw korzystających z dopłat bezpośrednich.

Ale ci ludzie nie utrzymują się z rolnictwa, więc dlaczego mają dostawać dopłaty?

JKA: To prawda, ci ludzie mają inne źródła utrzymania i są, jak wspomniałem, ubezpieczeni w ZUS. To są dzieci rolników, które wyjechały do miast, czy ludzie, którzy po prostu zainwestowali w ziemię. Ale ich grunty są uprawiane przez sąsiadów ze wsi, myślę, że w zdecydowanej większości znajdują się w programach rolno-środowiskowych. W związku z tym, już z mocy ustawy są uznani za aktywnych rolników, lub nie będą mieli problemu z uzyskaniem np. faktur zakupu środków produkcji. Nie sądzę więc, żeby to oni zostali pozbawieni dopłat w efekcie tej ustawy. 

Natomiast uderzy to w gospodarstwa mniejsze i w ludzi starszych, którzy produkują trochę na swoje potrzeby i na potrzeby rodziny. Uderzy też rolników sprzedających w ramach rolniczego handlu detalicznego, gdzie nie obowiązują faktury, które będą wymagane, by uzyskać status aktywnego rolnika, tylko prosta ewidencja prowadzona przez rolnika sprzedającego. Często też w takich gospodarstwach zakup środków produkcji odbywa się przez kilku rolników, bo jest trochę taniej, jeżeli się kupi trochę więcej. W tym przypadku też nie ma możliwości generowania faktur. Zakup nawozów, czy pestycydów nie występuje lub jest znikomy w gospodarstwach ekologicznych, które też nie będą w stanie wykazać się fakturami zakupu.

Dlatego w moim przekonaniu ustawa o aktywnym rolniku zaszkodzi wsi, wywoła poczucie krzywdy, spowoduje konflikty i zlikwiduje ok. połowy polskich gospodarstw.

W ustawie chodzi też o to, żeby nie było już „dzierżaw na gębę”. To szkodzi dzierżawcom...

JKA: Fakt, niektórzy twierdzą, że dzięki ustawie uwolnią się dodatkowe areały, że ludzie pozbawieni dopłat bezpośrednich będą musieli ziemię sprzedać. Uważam, że również ten wątek jest nieprawdziwy.

Bardzo wielu rolników nie ma uregulowanych spraw własności ziemi, w szczególności na południu Polski, na Podkarpaciu, w Małopolsce. Tam, w wyniku procesów historycznych jeszcze z zaborów lub po komunistycznej reformie rolnej, są bardzo małe działki, i do spadku często jest uprawnionych kilkadziesiąt osób. Bardzo często spadkobiercy mieszkają za granicą, lub nie żyją, więc nie ma możliwości uregulowania prawnego własności gruntów, ani sprzedaży tych areałów, czy wydzierżawienia na podstawie umowy pisanej, potwierdzonej przez urzędy lub notarialnie.

Natomiast bardzo wątpliwe jest, czy wciąż będą rolnicy chętni do zakupu lub dzierżawy  ziemi. Takimi chętnymi byli zawsze rolnicy towarowi, którzy, jak już mówiłem, znajdą się teraz w bardzo ciężkiej sytuacji finansowej z powodu importu z Ukrainy i Mercosur. W tej sytuacji przekonanie, że ziemia z małych gospodarstw znajdzie się w rękach gospodarstw dużych, jest całkowitą iluzją.

Panie Ministrze, ale jeżeli uznać rolnictwo za sektor gospodarki, jaką korzyść przynosi gospodarstwo, które produkuje na własne potrzeby? Dlaczego miałoby ono otrzymywać dopłaty? 

JKA: Bardzo chętnie wyjaśnię. Oprócz funkcji produkcyjnej – którą zresztą umowy handlowe UE stawiają pod znakiem zapytania – rolnictwo pełni szereg innych funkcji. 

Każde gospodarstwo rolne, także te małe, zapewnia żywotność ekonomiczną obszarów wiejskich. Dzięki temu, że te gospodarstwa są, są tam sklepy, warsztaty, szkoły, przychodnie zdrowia, domy kultury, administracja, banki. W tych miejscowościach pracują ludzie nie związani z rolnictwem. Dopłaty, które trafiają do gospodarstw, szczególnie tych małych, zostają w tych miejscach, zapewniają wynagrodzenie ich pracownikom.

Unia Europejska od lat nastawiona jest na promocję małych gospodarstw. A duże mają limity dopłat, często nie mogą korzystać z ekoschematów...

JKA: Dokładnie – w Unii nie ma presji na zwiększanie powierzchni gospodarstw rolnych. Oczywiście zachodzą naturalne procesy koncentracji ziemi z braku następstwa, często też gospodarstwa zanikają z powodu urbanizacji czy rozbudowy infrastruktury, np. autostrad. Ale generalnie Unia promuje małe gospodarstwa, ponieważ to one zapewniają np. bioróżnorodność, tak bardzo cenioną. 

Bzdurą jest twierdzenie, że małe gospodarstwa nie mają racji bytu – tylko w Polsce tak się myśli. Słyszę tę narrację od wielu lat ze strony niektórych ekonomistów rolnych, część z nich nawet ma tytuły profesorskie. Cóż, często jest tak, że ten, kto płaci, ten wymaga. Jeżeli przetrwanie i rozwój rolnictwa miałoby zależeć tylko od powiększania skali produkcji i zmniejszania kosztów, to najlepszą strukturę rolną w Europie ma Ukraina. Czy do tego chcą doprowadzić zwolennicy tej ustawy, głównie prze do tego PSL, którzy w imię jakichś ukrytych celów chcą zabrać wsparcie mniejszym rolnikom?

We Włoszech małe gospodarstwa stanowią większość. W RFN, Francji gospodarstwa mają co najwyżej kilkaset hektarów. Tymczasem można przypuszczać, że ukrytą intencją ustawy o aktywnym rolniku jest likwidacja małych gospodarstw i umożliwienie powiększania powierzchni gospodarstwom dużym. To jest działanie w poprzek polityki Unii Europejskiej. Zresztą, jak wspomniałem wcześniej, gospodarstwa większe, kilkudziesięciohektarowe, żyjące ze sprzedaży na rynek, będą pierwszymi przegranymi importu żywności spoza Unii Europejskiej i nie sądzę, że będą kupowały ziemię od sąsiadów. Ruchy z ziemią rolniczą oczywiście będą, ale kupującymi będą głównie fundusze inwestycyjne, czy międzynarodowe korporacje, a część ziemi przejmować będą banki,  za długi, których, przy takiej polityce, rolnicy nie będą w stanie spłacić.

Panie Przewodniczący, pańskie zdanie w tej sprawie jest jasne. Czy jest to opinia Rady Rolnictwa przy Prezydencie RP? Jaką rekomendację w sprawie ustawy o aktywnym rolniku przedstawi Rada prezydentowi? Czy to będzie weto? 

JKA: Na ostatnim posiedzeniu rozmawialiśmy o tym, i wszyscy właściwie członkowie Rady podzielili te wątpliwości, o których mówiłem. Nikt nie rekomendował podpisania ustawy, wszyscy stwierdzili, że należy ją zawetować.

Owszem, trzeba pracować nad rozwiązaniami, które środki krajowe i unijne lepiej wykorzystają dla rozwoju rolnictwa i obszarów wiejskich. Trzeba wspierać rolników, którzy zajmują się produkcją żywności w sposób profesjonalny, na rynek, ale nie w sposób tak głupi i prymitywny jak to, co zostało zaproponowane. 

Czyli, odpowiadając na pytanie – tak, Rada rekomenduje Prezydentowi RP zawetowanie ustawy o aktywnym rolniku.

Dziękuję za rozmowę.

Albert Katana
Autor Artykułu:Albert Katana
Pozostałe artykuły tego autora
Masz pytanie lub temat?Napisz do autora
POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ
16. luty 2026 11:00