StoryEditor

Bioasekuracja w stadach bydła wciąż niedostateczna. Co mogą zrobić hodowcy?

Polska produkcja bydła ma coraz większą świadomość znaczenia bioasekuracji, ale praktyka nadal mocno odstaje od potrzeb nowoczesnej hodowli. Największe problemy to brak kontroli wejść na fermę, zbyt rzadkie badania zwierząt przed wprowadzeniem do stada oraz niewystarczająca dezynfekcja sprzętu i pojazdów. To właśnie te zaniedbania generują straty zdrowotne i ekonomiczne dla stada!

06.04.2026., 18:00h

Podczas swojego wystąpienia na I Sympozjum Bioasekuracji poświęconego stricte bioasekuracji w hodowli bydła dr hab. Sebastian Smulski z UP w Poznaniu zwracał uwagę, że temat długo był niedoceniany, jednak w ostatnich latach wyraźnie rośnie zainteresowanie hodowców.

– W ostatnich pięciu latach naprawdę poziom zainteresowania tą tematyką jest naprawdę większy i zauważyłem, że pojawił się progres – mówił ekspert.

Jak zaznaczył, bioasekuracja ma dziś znaczenie nie tylko dla zdrowia stada, ale również dla ekonomiki produkcji. W warunkach spadających cen mleka i rosnącej presji na koszty każde zaniedbanie może oznaczać realne straty dla gospodarstwa.

image
dr Sebastian Smulski
FOTO: Kurek

Rozdrobnienie gospodarstw utrudnia zmiany

Zdaniem prelegenta jednym z kluczowych problemów w Polsce jest rozdrobniona struktura gospodarstw. W większych fermach łatwiej wdrażać procedury, kontrolować ruch ludzi i sprzętu oraz egzekwować zasady higieny. W mniejszych gospodarstwach rodzinnych wygląda to znacznie trudniej.

– To rozdrobnienie na pewno będzie nam w tej kwestii bardzo silnie przeszkadzać – podkreślił Smulski.

Ekspert zaznaczył przy tym, że w dużych stadach prewencja i dobrostan są zwykle realizowane sprawniej, podczas gdy w wielu gospodarstwach podstawą nadal pozostaje leczenie zwierząt, nierzadko bez odpowiedniej diagnostyki.

Polskie Stowarzyszenie Bioasekuracji

image
Karolina Krasicka, I Sympozjum Bioasekuracji
FOTO: Kurek
Bioasekuracja ma poprawiać sytuację epizootyczną w kraju, stabilizować ją oraz opłacalność produkcji hodowców zwierząt gospodarskich i to są główne cele Polskiego Stowarzyszenia Bioasekuracji, ale innym, niemniej ważnym działaniem jest ograniczenie zużycia antybiotyków – mówiła Karolina Krasicka prezes Polskiego Stowarzyszenia Bioasekuracju podczas otwarcia I Sympozjum Bioasekuracji, które odbyło się na początku marca w Swarzędzu. Polskie Stowarzyszenie Bioasekuracji powstało w ubiegłym roku jako oddolna inicjatywa łącząca ekspertów, praktyków i instytucje, które działają w obszarze bioasekuracji. Stowarzyszenie wspiera i edukuje dla poprawy bezpieczeństwa biologicznego produkcji zwierzęcej.

Największe ryzyko? Zakup zwierząt i swobodny dostęp do stada

Jednym z najważniejszych zagrożeń pozostaje wprowadzanie patogenów wraz z nowo kupowanymi zwierzętami. Jak mówił Smulski, badania diagnostyczne przed włączeniem sztuk do stada wciąż wykonywane są zbyt rzadko, a kwarantanna nadal nie jest standardem.

– Bardzo rzadko się to zdarza – stwierdził, odnosząc się do badań diagnostycznych przed wprowadzeniem zwierząt do stada.

Problemem jest także zbyt łatwy dostęp osób postronnych do zwierząt i budynków inwentarskich. W wielu gospodarstwach brakuje realnej kontroli wejść, rejestrów wizyt czy skutecznych mat dezynfekcyjnych.

– Może wchodzić każdy, kto chce, gdzie chce i właściwie jeśli ktoś nie pamięta, że ten ktoś był, to nie ma śladu – alarmował ekspert.

Smulski zwrócił uwagę, że samo posiadanie mat dezynfekcyjnych nie rozwiązuje problemu. W praktyce często są one wyschnięte, zbyt krótkie albo źle użytkowane, przez co nie spełniają swojej funkcji.

W jego ocenie bioasekuracja zewnętrzna – obejmująca m.in. kontrolę osób, pojazdów, sprzętu i zwierząt wchodzących do gospodarstwa – jest dziś absolutnie niezbędna, szczególnie w kontekście zagrożeń epizootycznych pojawiających się coraz bliżej polskich granic.

Wewnętrzna bioasekuracja zaczyna się od codziennej rutyny

Prelegent podkreślił także istotę bioasekuracji wewnętrznej, czyli zapobieganiu szerzeniu się patogenów już wewnątrz stada. Chodzi m.in. o zmianę rękawic, dezynfekcję sprzętu, higienę doju, oddzielny sprzęt dla różnych grup zwierząt oraz ostrożność przy badaniach i zabiegach.

Szczególnie mocno wybrzmiał temat używania tych samych igieł i rękawic przy wielu zwierzętach oraz zbyt słabej higieny sprzętu udojowego, w tym robotów udojowych.

– Jeden robot udojowy doi nawet do 60 krów, także szansa transmisji patogenów między poszczególnymi krowami jest znacznie większa – zaznaczył Smulski.

Najważniejsze wyzwania dla hodowców

W podsumowaniu swojego wystąpienia dr Smulski wskazał trzy obszary, które jego zdaniem wymagają dziś najpilniejszej poprawy:

  • ograniczenie dostępu osób z zewnątrz do gospodarstwa,
  • wprowadzenie kwarantanny dla nowo kupowanych zwierząt,
  • dezynfekcja sprzętu, zwłaszcza używanego między gospodarstwami.

– To są najbardziej kluczowe, ważne elementy, którym należałoby się zająć – podsumował.

Smulski nie miał wątpliwości, że bez regularnych szkoleń i współpracy hodowcy z lekarzem weterynarii poprawa będzie bardzo trudna. Jak przekonywał, bioasekuracja nie daje efektów natychmiast, dlatego wymaga konsekwencji i cierpliwości.

Dominika Zieja
Autor Artykułu:Dominika Zieja
Pozostałe artykuły tego autora
Masz pytanie lub temat?Napisz do autora
POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ
06. kwiecień 2026 18:02