– Mój dziadek Bronisław osiedlił się w miejscu obecnego gospodarstwa przed drugą wojną światową. Do momentu przekazania go mojemu ojcu Andrzejowi w latach 70. areał gospodarstwa urósł do 25 ha. Do 2000 r. gospodarstwo powiększyło się do ok. 65 ha – mówi Waldemar Kowarz z miejscowości Pigłowice w powiecie średzkim. W 2005 r. skorzystał z dofinansowania na młodego rolnika i gospodarstwo prowadzone wspólnie z rodzicami zaczęło się ponownie powiększać, by finalnie osiągnąć dzisiejszy areał 120 ha własności i 200 ha dzierżawy.
– Dziś nasze pola leżą w trzech gminach: Zaniemyśl, Środa i niewielka część w gminie Krzykosy. Większość pól znajduje się w odległości 3–6 km od gospodarstwa, a najdalsze położone są o 10 km – opisuje rolnik.
Chcąc utrzymać wysoki udział ziemniaka w płodozmianie, rolnik decyduje się na dzierżawę pól. Nie jest ona tania, bo wynosi przynajmniej 3 tys. zł/ha, ale jak podkreśla Waldemar Kowarz, uprawiając jedynie zboża, buraki czy kukurydzę, takie stawki nie byłyby ekonomicznie uzasadnione.
Historia ziemniaka
W gospodarstwie Kowarzów stawia się na dywersyfikację produkcji. Ziemniak skrobiowy zajmuje 20% areału, 20% stanowi ziemniak wczesny jadalny, 50% sałatkowy, a 10% czerwony, również jadalny.
– Ziemniaki w gospodarstwie były od zawsze. Mój dziadek do tego stopnia lubił tę uprawę, że jednego roku obsadził ziemniakiem wszystkie pola, czyli 25 ha – mówi rolnik. Areał ziemniaka rósł stopniowo. W 2015 osiągnął 100 ha, a obecnie waha się pomiędzy 120–140 ha, w zależności od działek, na których przypada i roku. Wraz ze wzrostem areału zmieniała się też technologia.
– Z początku całą pracę wykonywało się końmi, a ziemniaki kopało się kopaczką gwiazdową. Potem weszła prawdziwa mechanizacja, czyli pierwszy ciągnik w 1980 r. Kopaczkę gwiazdową zastąpiła kopaczka przenośnikowa, a w końcu pojawiły się kombajny Bolko i jednorzędowa Anna – wspomina Waldemar Kowarz. Polski sprzęt doczekał się w końcu zmienników. Najpierw był to jednorzędowy kombajn Grimme, a w 2015 r. wersja dwurzędowa. Dziś kombajn ten wyposażony jest m.in. w kamery i modyfikacje własne gospodarzy, które wymiernie usprawniają zbiór.
– Sprawność zbioru i wszystkich prac jest bardzo ważna. Jeśli jakaś modyfikacja pozwala na przyspieszenie zbioru bez szkody dla bulw, to ją wykonujemy. Każdy procent zaoszczędzonego czasu przy naszym areale daje wymierne korzyści – podkreśla gospodarz.
Praca z nawigacją
Dlatego też zarówno sadzenie, obredlanie i zbiór ziemniaka odbywa się z GPS. Jest on już na tyle dokładny, że pozwala idealnie wjechać np. obsypnikiem w redliny. Dzięki temu nie są one przesuwane, a bulwy odsłaniane i tym samym nie zielenieją na słońcu. Takie bulwy nie nadają się już do handlu i są stratą. Strat wynikających z niedociągnięć sprzętowych rolnik absolutnie nie toleruje.
– Nawigacja pozwala skupić się podczas pracy na kontroli maszyny, a nie na torze jazdy, co bardzo usprawnia pracę. Prowadzenie GPS ma jednak dużą „wadę” – pozwala na praktycznie nieprzerwaną pracę 24 godziny na dobę – podkreśla plantator. Chwali sobie też bezstopniowe skrzynie biegów, np. w ciągniku pracującym z kombajnem. Płynna zmiana prędkości jazdy, nie zaś skokowa, jak w skrzyniach typu powershift, pozwala na jeszcze lepszą kontrolę prędkości jazdy. Rolnicy jednak stawiają nie tylko na nowoczesne technologie, ale też na sprawdzoną, polską myśl technologiczną w postaci niezniszczalnych Ursusów. To właśnie one, modele 6-cylindrowe, również po modyfikacjach, jak podniesieniu mocy, „podkręconej” hydraulice czy 2-obwodowej instalacji pneumatycznej sprawdzają się doskonale w zestawie z przyczepami skorupowymi, odbierającymi ziemniaki od kombajnu.
– Tych ciągników już się nie pozbędę. Są po generalnych remontach i powinny wytrzymać jeszcze długie lata. Poza tym są trwałe i proste w naprawie, a dodatkowo palą mniej niż zachodnie ciągniki – wymienia plantator.
Kalendarz z ziemniakiem
– Powód, dla którego uprawiamy różne rodzaje ziemniaka jest prosty – chodzi o wyprodukowanie towaru zapewniającego jak najlepszy zysk. Jednego roku lepiej sprzeda się np. ziemniak wczesny, a drugiego sałatkowy. Dzięki temu cała uprawa daje lepszy wynik ekonomiczny – mówi rolnik. Towar zyskał dodatkowo na jakości dzięki sortownikowi optycznemu. To spora inwestycja, ale sprawiła, że ziemniak dostarczany do odbiorcy jest niemal nieskazitelny, a poziom zanieczyszczeń jest możliwie najniższy.
– Jeśli chodzi o kopanie ziemniaków, to zaczynamy w czerwcu od wczesnego. Następnie są żniwa, a we wrześniu i październiku kopiemy ziemniaki jadalne. Od listopada do lutego ziemniaki sprzedajemy z magazynów – mówi gospodarz. Przechowalnie są dwie i mogą pomieścić łącznie 4,5 tys. ton. Rolnik podkreśla, że odbiorcy wymagają szybkich dostaw najlepszego towaru. Jeśli potrzebują natychmiast, to ziemniaki trzeba dostarczyć. Zwłoka oznacza, że możemy go sprzedać później po niższej cenie lub w ogóle nie sprzedać – zaznacza Waldemar Kowarz. Plony wczesnych ziemniaków to zwykle 30 t/ha, a jadalnych 50–70 t/ha.
Zboża i bydło
Niezmiernie ważną gałęzią działalności oprócz uprawy ziemniaków jest chów bydła opasowego, które zapoczątkował ojciec pana Waldemara. Dziś utrzymywane jest ono w oborach stwarzających najlepsze warunki do jego opasu i spełniające wymogi dobrostanu. Waldemar Kowarz podkreśla, że produkcja zwierzęca wymaga sporo pracy, ale sprawia mu przyjemność i nie zrezygnowałby z niej.
– W gospodarstwie uprawiamy też zboża, np. pszenicę, pszenżyto czy żyto, ale traktujemy je jako zmianowanie dla ziemniaka. Nie trzymamy się jednego gatunku i dobieramy je pod konkretne stanowiska – na lepsze pszenicę, a na słabsze pszenżyto czy żyto – mówi rolnik. Uprawia też trawy i kukurydzę na ziarno przeznaczone na paszę.
Ten artykuł pochodzi z wydania top agrar Polska 6/2026
czytaj więcej
