Reklama zniknie za 11 sekund

Topagrar.pl
Jesteś w strefie Premium
Archiwum wydań>2020>Lipiec 2020>

Żniwa przez telefon

23 czerwca 2020, 06:00

Firma Agrinavia oferuje aplikację na smartfony i tablety, dzięki której pracowity okres żniw powinien stać się znacznie łatwiejszy i efektywniejszy. Udogodnienia modułu „Magazynu płodów” i „Lokalizacji GPS pracowników” w aplikacji Agrinavia Mobile zapewniają bieżący dostęp do aktualnych informacji, wgląd w rzeczywistą sytuację, optymalne dzielenie się wiedzą oraz prostą obserwację zarówno w trakcie, jak i już po żniwach.

Moduł „Magazyn płodów” umożliwia rejestrację wszystkich danych na telefonie komórkowym na miejscu, np. na polu i na wadze. Rolnik może także pobrać i zobaczyć dane w dowolnym czasie i miejscu. Zbiory mogą być rejestrowane w programie na różnych poziomach. Już podczas transportu z pola rolnik może wprowadzić dokładną ilość na wadze, wybrać, z którego pola pochodzą i w którym magazynie są składowane, np. pszenicy, jęczmienia lub nasion traw. Możliwe jest również tworzenie dodatkowych magazynów wewnętrznych lub nawet magazynów u konkretnych odbiorców. Z kolei moduł lokalizujący GPS optymalizuje jazdę w terenie, ułatwia płynność pracy i usprawnia współpracę między pracownikami.

Korzystanie z aplikacji Agrinavia Mobile na kilku telefonach jednocześnie w ramach jednej licencji ułatwia udostępnianie informacji wszystkim użytkownikom. Kierowca kombajnu może zlokalizować np. ciągnik na polu, aby rozładować zebrane ziarno lub odwrotnie – traktorzysta ma dokładne informacje o kombajnie. Widoczna jest pozycja każdego pojazdu, co ułatwia koordynowanie pracy.


Wizytówka gospodarstwa
Dariusz Raczko wspólnie z synem Piotrem, prowadzi w miejscowościach Rąbież i Czarnogłów (pow. węgrowski) 2 gospodarstwa ekologiczne o łącznej powierzchni około 150 ha. Stado bydła mięsnego liczy 200 sztuk. 120 sztuk stanowią krowy mamki, 40 sztuk to jałówki, a pozostałą część stanowią buhaje rozpłodowe oraz cielęta. Urodzone w gospodarstwie buhaje po ukończeniu 6 miesięcy życia sprzedawane są do dalszej hodowli.Jałówki w połowie pozostawiane są na remont i powiększenie stada, a pozostałe sztuki sprzedawane są do dalszej hodowli. Hodowcy na około 40 ha wysiewają owies, a pozostałe grunty stanowią użytki zielone. Wśród nich są trawy, koniczyna i lucerna w siewie czystym oraz w mieszankach z trawami. Od dwóch lat Dariusz Raczko należy do Polskiego Związku Hodowców i Producentów Bydła.
Belg na stałe w Japonii
photo
Belgia: Komisja Europejska zgodnie z rozporządzeniem w sprawie łączenia przedsiębiorstw zatwierdziła proponowane przejęcie przez japońską spółkę Mitsui belgijskiej firmy Belchim. Mitsui działa w branży m.in. chemikaliów, hutnictwie, elektronice, energetyce i transporcie, a Belchim to m.in. producent środków ochrony roślin. W Polsce firma Belchim jest dobrze znana, a w ofercie ma preparaty z niemal wszystkich grup środków ochrony roślin.
Komisja Europejska podczas rozpatrywania sprawy brała pod uwagę m.in. fakt, że po wycofaniu ze stosowania na terenie UE w 2020 r. chloroprofamu, służącego m.in. do hamowania kiełkowania ziemniaków w przechowalniach, obie firmy jako podmioty mające alternatywy dla tej substancji czynnej mogą sprzedawać je w Europie praktycznie bez żadnej konkurencji i z bardzo wysokim udziałem w rynku. Obawy dotyczyły sytuacji, kiedy firmy mogłyby wykorzystać ten fakt i sprzedawać regulatory po wyższych, nieuzasadnionych cenach. Przejęcie dotyczy 62% akcji Belchimu.
Soja odporna na mszyce
photo
Stany Zjednoczone: Mszyce w Stanach doskwierają przede wszystkim farmerom ekologicznym ze stanu Minnesota, który jest 3. największym producentem soi w kraju. W niektórych przypadkach w zeszłym roku plony z powodu żerowania owadów zostały zredukowane w takich gospodarstwach nawet o 90%. Mszyce jednak trapią też tych, którzy prowadzą farmy konwencjonalne. Owady bowiem uodparniają się na insektycydy. Dlatego też na Uniwersytecie Minnesota opracowywana jest soja odporna na te szkodniki. Celem jest odmiana powstała w naturalnym procesie hodowli, mająca naturalną odporność na mszyce. Oprócz odmiany ma powstać też system teledetekcji, który będzie informował producentów, w którym momencie i na jakim fragmencie plantacji pojawiają się mszyce. Chodzi też o to, żeby nie było potrzeby obsiewania odmianą odporną całej plantacji. Powody są 2: nasiona mają być nieco droższe, a ich dostępność będzie ograniczona, bo naukowcy uniwersyteccy przyznają ze zdziwieniem, że zainteresowanie hodowców komercyjną hodowlą odmian odpornych na mszyce jest na razie ograniczone.
Zimujące ciągle problemem
photo
W późno sianej pszenicy jesienią powschodziło sporo bodziszka. Czym go zwalczyć na wiosnę, jeśli przezimuje?
Sporo bodziszka pojawiło się jesienią i nie zawsze było okno pogodowe, by go zwalczyć. To gatunek zimujący, może z powodzeniem przetrwać łagodną zimę. Może też się okazać, że nie zabiją go większe mrozy. Jeśli tak się stanie, wiosną może być sporą konkurencją dla pszenicy, szczególnie właśnie późno sianej. Nie jest to co prawda gatunek najgroźniejszy, ale i tak wiosną może wymagać dodatkowego zwalczania.
Odchwaszczanie wiosenne należy wykonać jak najwcześniej, żeby chwasty nie zdążyły się rozwinąć i uodpornić na herbicydy. Dlatego dawka preparatu nie powinna być obniżana, zwłaszcza jeśli jest chłodno. Do zwalczania bodziszka można zastosować np. jodosulfuron czy halauksyfen. Zadziała też dikamba w pełnej zalecanej dawce, czy mieszanina florasulamu i 2,4-D.
Jeśli zabieg ma być wykonywany dość wcześnie, to oprócz fazy rozwojowej zbóż, w której dany preparat jest zastosowany, warto pamiętać o minimalnej temperaturze, której do optymalnego działania potrzebuje:
halauksyfen: 2°C,
florasulam: 4°C
jodosulfuron: 6°C,
dikamba: 8°C,
2,4-D: 8°C.
Jak liczyć dochody z gospodarstwa?
Dochody z gospodarstwa dokumentuje się zaświadczeniem wydanym przez gminę o liczbie hektarów przeliczeniowych lub wydanym przez urząd skarbowy zaświadczeniem o dochodach, jeśli rolnik prowadzi dział specjalny produkcji rolnej. Wylicza się go, mnożąc liczbę hektarów przeliczeniowych przez wysokość przeciętnego dochodu z pracy w indywidualnych gospodarstwach rolnych z 1 ha przeliczeniowego ogłoszonej przez GUS (w tym naborze będzie to 3244 zł – jest to dochód za 2019 rok). Jeśli rolnik prowadzi dział specjalny, trzeba doliczyć także dochody z tego tytułu. Dochody (lub ich brak) uzyskiwane z innej działalności niż rolnicza ustala się na podstawie zaświadczenia z urzędu skarbowego. Do wyliczeń należy przyjąć dochód brutto.
Z kolei przychody z rolnictwa określa się na podstawie wielkości ekonomicznej gospodarstwa wyrażonej w złotych, a przychody spoza rolnictwa – analogicznie jak dochody nierolnicze.
Wydane przez skarbówkę zaświadczenie o dochodach lub przychodach dotyczy jedynie podmiotu ubiegającego się o przyznanie pomocy, czyli jeśli o premię wnioskuje rolnik, a jego żona pracuje zawodowo, urząd skarbowy zaświadczy, że rolnik nie uzyskuje dochodów (przychodów) spoza rolnictwa.
Skiereszewo, pow. gnieźnieński
photo
Grzegorz Jóźwiak
gospodarstwo 18 ha, produkcja roślinna: jęczmień, pszenżyto, burak cukrowy, produkcja zwierzęca: 150 tuczników w cyklu zamkniętym
Reportaż W tym samym temacie
Gdy w latach 80. pobraliśmy się z Marią, a ona postanowiła podjąć pracę poza gospodarstwem, sąsiedzi pukali się po głowach – wspomina Roman Goliński. – Po rodzicach żony przejęliśmy wielokierunkowe gospodarstwo i 14 ha ziemi, co w tamtych czasach było całkiem niezłym majątkiem.
Pomimo pewnej presji społecznej, małżeństwo postąpiło po swojemu. Pan Roman zajął się pracą na roli i zwierzętami, stawiając na produkcję świń, pani Maria zatrudniła się w SKR w dziale księgowości.
– W SKR i firmie powstałej na bazie spółdzielni pracowałam blisko 16 lat. Jednak mój rozwój zawodowy nie byłby możliwy, gdyby nie pomoc rodziców. Gdy po jednym i drugim urlopie macierzyńskim wróciłam do pracy, pieczę nad maluchami przejmowała moja mama. Pomagała też w prowadzeniu domu – mówi pani Maria.

Wspólne wieczory

Małżeństwo Golińskich, mimo że osadzone w realiach wiejskich, przez lata funkcjonowało zupełnie jak pary mieszkające w mieście. Po pracy schodzili się w domu dopiero popołudniami lub wieczorami, każde opowiadało, co zdarzyło się danego dnia. Oczywiście, temat rozwoju gospodarstwa w tych rozmowach przewijał się regularnie. O dużych inwestycjach decydowali wspólnie.
Zresztą pani Maria poniekąd zawodowo pozostawała blisko rolnictwa. Gdy w 1999 r. jej mąż ze znajomymi założył jedną z pierwszych w kraju grupę producentów rolnych w Koźminie Wielkopolskim, najpierw dopingowała temu przedsięwzięciu z boku. Po kilku latach, gdy grupa się mocno rozrosła i uzyskała formalne uznanie – została jej prezeską. Aby podołać prowadzeniu organizacji, która w szczytowym momencie zrzeszała 185 członków, zwolniła się z dotychczasowej pracy.
– To wszystko dobrze się wtedy złożyło. Bo chociaż lubiłam swoją firmę, brakowało mi w niej bezpośredniego kontaktu z ludźmi. W dziale księgowym zajmowałam się głównie cyferkami – żartuje nasza bohaterka.

Na czele rolników

Na nowej posadzie kontaktów międzyludzkich miała pod dostatkiem, bo do jej obowiązków należały nie tylko sprawy czysto księgowe, ale również negocjacje cen środków do produkcji, jak i żywca, zbóż czy rzepaku produkowanych przez rolników z grupy. – Nieraz wracałam do domu wieczorami, szczególnie na początku naszej działalności – wspomina.
Ta praca dawała jej jednak satysfakcję. – To nie były tylko obowiązki, za które dostawałam pieniądze. Cieszyło mnie, że tworzymy coś wspólnie i przynosi to wymierne rezultaty.
Od momentu, kiedy pani Maria stanęła na czele grupy, ścieżki zawodowe jej i męża mocno się zacieśniły. On był założycielem grupy i jej członkiem, ona prezeską. Można sobie tylko wyobrazić, jak trudno było mówić o czymś innym niż sprawy grupy, które miały wpływ na ich gospodarstwo, a czasem nawet na sprawy prywatne. Nagle życie zawodowe i rodzinne mocno się splotły, co nieraz nie pozwalało oderwać się od obowiązków nawet po godzinach.

Ciężki kawałek chleba

Liczna grupa producentów oznacza, że trzeba pogodzić interesy większych i mniejszych rolników. Nie zawsze jest to możliwe – rosną wówczas frustracje i wzajemne pretensje.
– Ciężko było to znieść. Doszliśmy do takiego momentu, że powiedziałam dość – mówi Golińska, która w 2017 r. zainicjowała powstanie nowej 5-osobowej grupy, nastawionej na produkcję świń. Do dziś jest jej prezeską, a dzięki doświadczeniu zdobytemu wcześniej, znacznie rozwinęła to przedsięwzięcie. Obecnie przez ROL-MAR sprzedaje i kupuje wielu producentów niezrzeszonych. Telefon znów dzwoni aż do wieczora. – Rolnicy są w pracy cały dzień, a ja razem z nimi – uśmiecha się pani Maria.

Małżeństwo zaangażowane

Golińscy pomimo ogromu obowiązków nie poprzestali na swoich podstawowych zajęciach. Pani Maria już jako mężatka i mama skończyła studia na Uniwersytecie Szczecińskim na wydziale administracji. Zaangażowała się również w lokalną grupę działania Wielkopolska z Wyobraźnią oraz weszła do Komisji Rewizyjnej Krajowego Związku Grup Producentów Rolnych. Pan Roman natomiast przez lata piastował funkcję sołtysa Borzęcic oraz radnego w gminie Koźmin Wlkp. Pomimo licznych zadań i funkcji, dbali o siebie i wspierali w nieraz trudnej codzienności. Starali się również spędzać ze sobą czas wolny, a nawet ten związany z pracą. – Często razem wyjeżdżamy na konferencje czy szkolenia oraz wycieczki rolnicze. Towarzyszą nam nasi znajomi i współpracownicy. Łączymy przyjemne z pożytecznym – mówi małżeństwo.
W domu Golińskich czuć ciepłą atmosferę. Pani Maria, mimo że nie miała dla swoich synów tyle czasu, ile pełnoetatowa mama, ma z nimi bardzo dobry kontakt. To kobieta, która poza obowiązkami domowymi do szczęścia potrzebuje pracy i rozwoju osobistego.
Dyżur eksperta VAT
Roman Włodarz
15.04.
Godz. 1100–1500
Reportaż Razem w domu, ale w pracy oddzielnie
photo
Krystyna i Andrzej Kurzejowie to od ponad 30 lat kochająca się para. Uśmiechnięci i wspierający się nawzajem. On, raczej małomówny, lubi przebywać z żoną, ona, gadatliwa i z charyzmą, docenia towarzystwo męża. Ale nie oznacza to, że nie odstępują się na krok.

Wspólna rodzina, dwie kariery

Od zawsze prowadzą dwie niezależne drogi zawodowe, adekwatne do swojego usposobienia: pan Andrzej jest rolnikiem – stworzył gospodarstwo rolne od podstaw, pani Krystyna, lubiąca ludzi i gwar, od lat związana jest z handlem, przeszła wszystkie szczeble zawodowe w tej dziedzinie. Teraz jest właścicielką sklepu i kawiarni w Makowie pod Raciborzem.
– To, co mamy dziś, to nasze wspólne dzieło. Jedno bez drugiego nie dałoby rady – mówi jednym głosem małżeństwo.
Wspólne życie zaczynali w wynajętym domu, który po latach wykupili wraz z budynkami gospodarczymi oraz niewielkim kawałkiem ziemi. Pan Andrzej od zawsze chciał być na roli – pochodzi z gospodarstwa, które przypadło w udziale bratu, więc nasz bohater, niebędący następcą, sukcesywnie na własną rękę dążył do wyznaczonego celu.
– Ziemi mieliśmy niedużo, więc na początku uprawialiśmy pieczarki. Żona chodziła do pracy, po godzinach pomagała w produkcji rolnej – wspomina mężczyzna. – Zarobione pieniądze inwestowaliśmy w gospodarstwo, by mocniej stanąć na nogi. To, że nasz domowy budżet zasilały dwa niezależne źródła dochodu, naprawdę ułatwiało nam sprawę, tym bardziej że na ówczesne czasy żona miała bardzo dobrą pensję.

Rolnik na tacierzyńskim

Jakiś czas po ślubie na świat przyszedł syn Przemysław. W domu na urlopie macierzyńskim z dzieckiem nie została, jak to zwykle bywało mama, ale tata – rolnik.
– To po prostu bardziej się nam opłacało, a mąż, pracując w gospodarstwie, potrafił tak ustawić sobie obowiązki, by opiekować się dzieckiem w godzinach mojej pracy – mówi pani Krystyna. – Jak Andrzej był w domu, to i gotowanie, i sprzątanie było dopilnowane.
Podczas gdy syn z maluszka stawał się chłopcem, nastolatkiem i mężczyzną – dziś ma 34 lata – Kurzejowie rozwijali się zawodowo. Pani Krystyna kilkakrotnie zmieniała pracodawcę i awansowała. Pan Andrzej zmienił profil gospodarstwa z uprawy pieczarek na produkcję świń i zbóż. Wymagało to remontów w budynkach inwentarskich oraz powiększenia areału. Długo byli dzierżawcami gruntów, by ostatecznie wykupić część najmowanej ziemi i dojść do własności 20 ha. Stado świń najpierw liczyło 10, a z czasem 30 loch.

Życiowe rewolucje

Przełomowymi dla nich okazały się lata 2011–2012. Nasz bohater zadecydował o profesjonalizacji produkcji świń – wybudował chlewnię na 120 macior i rozpoczął hodowlę w cyklu otwartym. Rocznie sprzedawał około 3800 prosiąt. W podobnych historiach, w takim momencie kobiety zazwyczaj rezygnują z pracy zawodowej, by pomagać w gospodarstwie, ale nie pani Krystyna.
– Nie, przecież w tej chlewni nie ma aż tyle roboty. Mąż przez lata pracował przy trzodzie w pojedynkę, a gdy postawił nowy budynek, nasz syn był już dorosły i mógł pomagać ojcu – mówi kobieta. – Zresztą i Przemek miał wybór. Zanim zaczął na cały etat pracować w rodzinnym gospodarstwie, miał zatrudnienie w kilku miejscach. Jednak ostatecznie postanowił, zgodnie z wykształceniem, zostać rolnikiem.
Tymczasem pani Krystyna rzuciła etat i przejęła sklep spożywczy, który do tej pory prowadziła w Makowie jej mama. Interesy szły dobrze i w hodowli, i w handlu, więc małżeństwo podjęło dalsze inwestycje – pan Andrzej spełnił swoje zawodowe cele i ułatwił realizację marzeń swojej połowicy. – Zrezygnowaliśmy z dzierżawy lokalu i wybudowaliśmy przy swoim domu sklep oraz kawiarnię. Od lat chciałam mieć takie miejsce – z radością opowiada kobieta. – Gdy już wszystko ruszyło, byliśmy jak w rozpędzonym pociągu. Rano robiłam zaopatrzenie do sklepu, stałam za ladą, wypełniałam najważniejsze obowiązki domowe. Mąż w tym czasie pracował w chlewni albo na polu. Wieczorem spotykaliśmy się w naszej kawiarni, gdzie nieraz obsługiwaliśmy gości do późnych godzin nocnych – pracy było co niemiara, ale dawało nam to satysfakcję.

Pępek Makowa

Kawiarnia „Krystyna” w Makowie bardzo szybko stała się nie tylko miejscem spotkań dla mieszkańców, ale też ośrodkiem lokalnej kultury. Właściciele organizowali spotkania tematyczne, konkursy kulinarne i karaoke. Pan Andrzej, raczej spokojny i stonowany, pomagając w lokalu u boku swej energicznej małżonki, otworzył się bardziej na ludzi. Co więcej, zagarnął dla siebie kuchnię i stał się mistrzem tostów, które są znane w całej okolicy.
Za wkład w rozwój regionu w dwóch odrębnych dziedzinach małżonkowie zostali docenieni przez władze – pani Krystyna została wyróżniona na gminnej Gali Przedsiębiorczości za prowadzenie kawiarni, a pan Andrzej za prężne gospodarstwo. Rolnik może się też pochwalić medalem zasłużonego dla rolnictwa.
Oczywiście, nie mijały ich gorsze chwile – wahania na rynku świń, coraz większe koszty utrzymania lokalu, czy spadek obrotów w sklepie na skutek rozwoju sieci handlowych. Jednak do pandemii ich wózek kulał się całkiem sprawnie.

W obliczu pandemii koronawirusa

– Rok 2020 zmienił wszystko. Kawiarnia jest zamknięta, do sklepu w sezonie zimowym trzeba dokładać – mówi ze smutkiem właścicielka. – Nie wiem, czy jeszcze wrócimy do poprzedniego, szalonego życia. Przez ten cały lockdown to nawet zaczęłam myśleć o emeryturze, bo lata przepracowane są.
Kobieta dostrzega jednak plusy zaistniałej sytuacji. – Teraz prawdziwie mamy czas dla siebie. I na szczęście nie nudzimy się ze sobą, wciąż mamy o czym pogadać.
Między małżonkami nie ma pustki, która pojawia się, gdy dzieci dorastają. – To dlatego, że zawsze stosowaliśmy się do zasady, że jesteśmy dla siebie najważniejsi. Kochamy naszego syna, ale pamiętaliśmy, że on wyfrunie z gniazda i znów będziemy tylko we dwoje – dodaje pani Krystyna i wspomina, że nawet w najbardziej intensywnych czasach znajdowali okazję, by wyrwać się z domu choćby na dwa dni i odciąć się od obowiązków i szarzyzny dnia codziennego. – Chciałabym, żeby syn skorzystał z naszego doświadczenia i ze swoją kobietą stworzył równie udany związek.
Wygląda na to, że jej życzenie się spełnia, a młodzi powielają schemat zaobserwowany u starszego pokolenia. Syn prowadzi z ojcem w gospodarstwo i jest odpowiedzialny m.in. za niedawno wybudowaną tuczarnię. Jego żona Ania pracuje z panią Krystyną w sklepie. Cała czwórka mieszka we wspólnym domu, ale w osobnych mieszkaniach. Każda rodzina ma swoją własną przestrzeń życiową.
Dyżur eksperta KRUS
Ewa Jaworska-spicak
12.04.
godz. 900–1300
Dyżur adwokata
Mikołaj Pomin
7,19, 29.04.
godz. 900–1300
W najnowszym „top Agroszef” m.in.:
Nie rozumiemy działania KOWR
Zmiany na polskim rynku dystrybucji nawozów
Duży może więcej, czy ma pod górkę?
W najnowszym „Ziemniaki” m.in.:
Jest szansa na odbicie rynku?
Bezcenne sadzeniaki
Drugorzędne też ważne
Hydrożel zwiększa retencję gleb
Ile ziół w Polsce?

Łączna powierzchnia upraw zielarskich jest szacowana na około 15 tys. ha. W wyspecjalizowanych gospodarstwach pozyskiwanych jest łącznie blisko 30 tys. ton surowców zielarskich rocznie. Ponad 60% tej produkcji trafia na rynki Europy Zachodniej.

W najnowszym "top bydło" m.in.:
photo

Dostawcy w zawieszeniu

A może dłuższe laktacje?

Kosmiczna wydajność

Opas w Excelu

Pandemia odcisnęła piętno także na skrobi

Na wiosnę zapowiadało się, że wody nie zabraknie. Faktycznie, długo było jej pod dostatkiem, a nawet w nadmiarze. Jednak, to stosunkowo chłodna wiosna, wpłynęła na opóźnienie terminu sadzenia i wegetacji. Niektórzy plantatorzy wjechali z sadzarkami w pole dopiero pod koniec kwietnia.

Nie będzie taryfy ulgowej dla plantatorów, jeśli chodzi o agrotechnikę. Specjaliści rynkowi podkreślają, że jak nigdy wcześniej ważne jest wyprodukowanie bulw najwyższej jakości. Trzeba więc solidnie podejść do nawożenia i odłożyć do lamusa utarte zalecenia. Eksperci agrotechniczni przekonują, że dziś stosowanie np. azotu nie powinno być dopasowane tylko do gatunku, jakim jest ziemniak, ale wręcz do odmiany. Mają one bowiem różne wymagania względem tego składnika. Do zbilansowania azotu trzeba wziąć pod uwagę potrzeby nawozowe uprawy, zawartość w glebie i stopień jego wykorzystania z konkretnych nawozów. Niemniej ważne jest uzupełnienie go nalistnie, zwłaszcza przy niedoborach wody. O tym wszystkim przeczytasz w tym wydaniu "Ziemniaków".

Skoro już mowa o metodzie nalistnej – przedstawiamy reportaż, w którym plantator ziemniaka z woj. kujawsko-pomorskiego opowiada szczegółowo, kiedy, jakie składniki i ile ich podaje właśnie przez liść. Przy produkcji sadzeniaka i ziemniaka przemysłowego nie uznaje on półśrodków, co skutkuje kilkoma zabiegami. Nie jest to też tania strategia, bo może kosztować nawet 1 tys. zł na każdy hektar – tylko w samych nawozach dolistnych!

Na dobrze odżywione ziemniaki czyhają zagrożenia. Szkodniki i choroby tylko czekają na sprzyjające warunki, ale jak się często okazuje, w praktyce pojawiają się one nawet w tych mniej odpowiednich. Spodziewajmy się zatem uderzenia zabójczego duetu – zarazy i alternariozy. Zarodniki zarazy to prawdziwi kosmopolici. Mogą migrować nawet 100 km, by znaleźć się na naszej plantacji. Te, intensywnie prowadzone, mogą sobie przy sprzyjającej pogodzie zafundować częste odwiedziny opryskiwacza, a każdy deszcz będzie częstość tych odwiedzin zwiększał, przy okazji również i koszty.

Są też i szkodniki. W tym numerze zajmiemy się stonką i mszycami. Na plantacjach sadzeniaków są utrapieniem zwłaszcza te drugie, bo same insektycydy do ich zwalczania już nie wystarczą. Trzeba stosować inne preparaty, np. olejowe, które odetną im tlen. Na koniec deszczowanie – swoista polisa ubezpieczeniowa. Kluczem do sukcesu w deszczowaniu ma być takie jego prowadzenie, by ziemniaka nie rozpieścić i aby sam szukał wody w glebie. To dopiero wyzwanie!

Zespół redakcyjny

WIZYTÓWKA GOSPODARSTWA
photo
Gospodarstwo w Starych Oleszycach to obecnie ok. 40 ha gruntów własnych oraz dzierżaw. Wysiewane są tu trawy nasienne, pszenice i rzepaki ozime, także owies, pszenżyto, kukurydza na kiszonkę i ziarno. Hodowane jest bydło opasowe i trzoda chlewna. Gospodarstwo prowadzone jest przez wielopokoleniową rodzinę. Pan Lesław gospodaruje z żoną Krystyną. Wspiera ich syn Bartłomiej. Jest żonaty z Barbarą, która pracuje w szpitalu jako położna. Mają dwóch synów: Antek ma 3,5 roku, Leon 1,5.
WIZYTÓWKA GOSPODARSTWA
Włodzimierz Pabin ze wsi Romartów (pow. łęczycki, gm. Witonia) gospodaruje z żoną Alicją, synem Arturem, synową Moniką i wnukiem Aleksandrem. W sumie rolnicy posiadają 32 ha własne, 5 ha stanowią dzierżawy. Na 7 ha uprawiana jest kukurydza i zboża z przeznaczeniem na pasze dla bydła, 4 ha zajmują trwałe łąki usytuowane w dolinie rzeki Bzury. Znaczny areał zajmuje plantacja aronii. Stado bydła mlecznego liczy 30 sztuk, w tym 15 krów. Mleko trafia do Łódzkiej Spółdzielni Mleczarskiej JOGO w Łodzi.
Wizytówka gospodarstwa
WIZYTÓWKA GOSPODARSTWA
CN NIDZICA to przedsiębiorstwo rolne zlokalizowane w powiecie nidzickim. Areał reprodukcji nasiennej to ok. 2500 ha prowadzonej w grupie zorganizowanych gospodarstw, w tym gospodarstwa spółki. W strukturze zasiewów znajdują się m.in. rzepak, żyto, pszenżyto oraz owies i pszenżyto jare. Głównym produktem są jednak ziemniaki – ogółem blisko 600 ha.
Wizytówka gospodarstwa
Wizytówka gospodarstwa
Urszula i Marek Derkusowie wspólnie z synem Kamilem prowadzą gospodarstwo rolne w miejscowości Dobrska Kolonia w gminie Raciąż. Rolnicy gospodarują na 43 ha ziemi własnej i 3 ha dzierżawionej.W tym roku po uprawę kukurydzy zaplanowano 24 ha, 8 ha zajmuje lucernik, 4 ha to zasiewy zbożowe, a pozostałe grunty stanowią użytki zielone. Rolnicy są dostawcami firmy Polmlek – Raciąż Sp. z o.o., gdzie sprzedają obecnie około 30 tysięcy litrów mleka miesięcznie.

Ten artykuł pochodzi z wydania Lipiec 2020

czytaj więcej

Ważne Tematy