Luis Alcón gospodaruje w Vall d’Uixó, mieście położonym w prowincji Castellón na wschodzie Hiszpanii. Utrzymuje 35 byków i wołów. Gdy w pobliżu pojawił się pożar, początkowo wydawało się, że ogień ominie gospodarstwo. Wystarczyła jednak zmiana kierunku wiatru. Po około 10 minutach płomienie dotarły do zabudowań.
Jak opisał dziennik El País, 68-letni hodowca wraz z wnuczką i czterema pracownikami próbował załadować przestraszone zwierzęta do ciężarówek. Udało się zabrać tylko 6 sztuk. Alcón zwlekał z wyjazdem, ponieważ nie chciał pozostawić reszty stada. Ostatecznie wyprowadziła ich straż pożarna, jadąc przed samochodem przez zadymioną drogę. Po powrocie rolnik odnalazł wiele zwierząt żywych na terenie, gdzie wcześniej wypas ograniczył ilość łatwopalnej roślinności.
Pogoda zaskoczy rolników na początku sierpnia. To będą wymagające żniwa
Historia hiszpańskiego hodowcy pokazuje tylko niewielki fragment tego, co w ostatnich tygodniach dzieje się na europejskiej wsi. Ogień objął nie tylko lasy. Płoną pastwiska, sady, winnice, gaje oliwne i grunty otaczające gospodarstwa. Rolnicy tracą także magazyny, ogrodzenia, instalacje nawadniające, maszyny i zapasy pasz.
Copa-Cogeca udostępniła materiał, w którym widać zaangażowanie rolników w akcję gaszenia pożarów w kilku krajach europejskich:
W UE spłonęło już prawie 435 tys. hektarów
Według danych Europejskiego Systemu Informacji o Pożarach Lasów EFFIS, opublikowanych przez Wspólne Centrum Badawcze Komisji Europejskiej, od początku roku do 29 lipca pożary objęły w UE 434 976 ha. To więcej niż w tym samym momencie 2025 r., który był najgorszym rokiem w historii tych pomiarów. Tegoroczny wynik jest też ponad dwa razy wyższy od średniej z poprzednich 20 lat.
Tych liczb nie można jednak traktować jako bilansu strat rolniczych. EFFIS rejestruje głównie pożary obejmujące około 30 ha lub więcej. Spalony obszar może obejmować las, zarośla, wrzosowiska, pastwiska, grunty rolne, a czasem kilka rodzajów terenu jednocześnie. Krajowe statystyki mogą więc różnić się od danych satelitarnych.
Dla gospodarstwa znaczenie ma nie tylko liczba spalonych hektarów. Rolnik może ocalić pole, a jednocześnie stracić drogę dojazdową, źródło wody, ogrodzenia lub las, który stanowił część jego majątku. W gospodarstwie hodowlanym jeszcze pilniejszym problemem staje się żywienie zwierząt.
Zwierzęta przeżyły, ale zostały bez paszy
Skalę tego problemu dobrze pokazuje sytuacja na zachód od Madrytu. Władze regionu przygotowały 300 tys. kg pasz, rozdzielonych na 20 ciężarówek, oraz zbiorniki na wodę dla poszkodowanych gospodarstw. Jak informuje serwis Comunidad Madrid, o wsparcie wystąpiło początkowo 14 hodowców utrzymujących łącznie około tysiąca krów, owiec, kóz i koni. Region przeznaczył również 1 milion euro na żywienie zwierząt i pomoc weterynaryjną.
Pożar może w ciągu kilku godzin zniszczyć pastwisko i zapasy gromadzone na wiele miesięcy. Uratowane stado nadal trzeba codziennie napoić i nakarmić. Gdy zwierzęta nie mogą wrócić na wypas, hodowca musi wcześniej sięgnąć po siano lub kiszonkę przeznaczoną na zimę albo kupić paszę z zewnątrz. W regionie dotkniętym wieloma pożarami podobnej pomocy potrzebuje jednak jednocześnie wiele gospodarstw.
Sama ewakuacja również nie pozostaje bez wpływu na zwierzęta. Dym może drażnić ich drogi oddechowe, a nagłe przepędzanie, transport i łączenie obcych stad zwiększają stres. Do tego dochodzą poparzenia, odwodnienie oraz problemy z dostępem do zwykłej dawki pokarmowej. Z tego powodu hiszpańscy weterynarze apelują, aby lekarze weterynarii stali się stałą częścią zespołów planujących ewakuację i pomoc dla gospodarstw podczas pożarów.
Wjechał w ogień po kilkaset kóz. Stracił cenne kozły i całe zaplecze gospodarstwa
Dramatyczne chwile przeżył również hodowca z Navas del Rey, miejscowości położonej na zachód od Madrytu. Gdy ogień otoczył gospodarstwo, mężczyzna przedostał się quadem przez zadymiony teren i otworzył budynek, w którym zostało stado kóz.
Telemadrid informuje o około 700 zwierzętach, natomiast RTVE podaje, że było ich blisko 800. Większość udało się uratować, ale zginęło 14 kozłów rozpłodowych rasy Guadarrama, uznawanej za zagrożoną. Część ocalałych kóz doznała poparzeń uszu i wymion. Ogień zniszczył również pojazdy, sprzęt do doju, zapasy pasz i pastwisko. Rolnik oszacował straty na 80–90 tys. euro. Teraz jego rodzina musi nie tylko leczyć zwierzęta i odbudować gospodarstwo, lecz także kupować paszę dla stada, które straciło miejsce wypasu.
Skalę zagrożenia pokazuje również nagranie opublikowane przez Radio Antena 3. Materiał z 28 lipca przedstawia hiszpańskiego hodowcę, który prowadzi drogą stado liczące ponad 700 kóz, próbując oddalić je od niekontrolowanego ognia. Redakcja nie podała danych pozwalających jednoznacznie stwierdzić, czy jest to hodowca z Navas del Rey, którego opisaliśmy wyżej, dlatego traktujemy nagranie jako osobną relację z ewakuacji zwierząt w jednym z regionów dotkniętych pożarami. Film dobrze pokazuje jednak problem, przed którym stanęli miejscowi hodowcy: w krótkim czasie musieli wyprowadzić setki zwierząt z zagrożonego terenu i znaleźć dla nich bezpieczne miejsce.
Gospodarstwo może upaść już po ugaszeniu ognia
Jednym z najmocniej dotkniętych obszarów jest Serra d’Espadà, górzysty park krajobrazowy położony w hiszpańskim regionie Walencji. Pożar, który rozpoczął się w okolicy Vall d’Uixó, objął do 30 lipca około 9,6 tys. ha. Część mieszkańców nadal nie mogła wrócić do domów, a służby walczyły z ogniem na stromych i trudno dostępnych terenach – pisze El País.
Lokalna organizacja rolnicza La Unió Llauradora i Ramadera ostrzega, że prawdziwe skutki katastrofy będzie widać długo po zakończeniu akcji gaśniczej. Na zagrożonym obszarze znajdują się plantacje cytrusów, oliwek, migdałów i winorośli, a także pasieki oraz gospodarstwa prowadzące wypas ekstensywny. Ogień uszkodził również drogi, tarasy rolne i instalacje potrzebne do nawadniania.
Organizacja domaga się specjalnego planu odbudowy. Jej przedstawiciele obawiają się, że bez szybkiej pomocy część rolników nie wróci już do produkcji. W przypadku zbóż utrata plonu dotyczy najczęściej jednego sezonu. Spalone drzewo oliwne, migdałowiec albo krzew winorośli trzeba natomiast odtworzyć, a następnie czekać kilka lat na powrót pełnego plonowania.
Porzucenie gospodarstw może uruchomić kolejne problemy. Nieużytkowane pola i pastwiska stopniowo zarastają, a w krajobrazie gromadzi się więcej suchej roślinności. Zanikają też utrzymywane przez rolników drogi, miedze i pasy terenu, które mogą ułatwiać dojazd straży albo spowalniać rozprzestrzenianie się ognia. La Unió podkreśla dlatego, że odbudowa powinna objąć nie tylko lasy, lecz także rolnictwo, hodowlę i pszczelarstwo.
Starej winnicy nie da się szybko zastąpić
Pożary dotarły również do winnic w hiszpańskiej prowincji Ávila, leżącej na zachód od Madrytu. Dziennik El País opisał straty producentów z rejonu Sierra de Gredos, znanego ze starych krzewów winorośli rosnących często na niewielkich, górskich parcelach.
Hugo González, który prowadzi 19,4 ha winnic w okolicy miasta Cebreros, stracił część jednej z najcenniejszych plantacji. Rosły na niej bardzo stare krzewy, których wartości nie można sprowadzić wyłącznie do tegorocznego zbioru. Nawet po ponownym posadzeniu gospodarstwo nie odzyska w krótkim czasie jakości i wielkości produkcji, którą dawała dojrzała winnica.
Osobnym zagrożeniem dla producentów wina pozostaje dym. Może on pozostawić w owocach związki, które później nadają winu dymny, popiołowy lub gorzki posmak. Samo zadymienie nie oznacza jednak automatycznie utraty zbioru. Dopiero badania winogron, moszczu i wina pokażą, czy problem rzeczywiście wystąpił.
We Francji rolnicy dowozili wodę strażakom
Ogromny pożar w pobliżu Bordeaux, na południowym zachodzie Francji, objął około 42 tys. ha. Władze informowały 30 lipca, że powierzchnia ognia przestała się powiększać, ale służby nadal pilnowały terenu przed ponownymi zapłonami.Do akcji włączyli się miejscowi rolnicy. Ciągnikami i beczkowozami dostarczali wodę w miejsca, do których ciężki sprzęt strażacki miał utrudniony dostęp. Wykorzystywali również znajomość lokalnych dróg, lasów i gruntów. Reuters opisywał ich udział jako istotne wsparcie dla służb walczących z ogniem w pobliżu Bordeaux.
Pomoc rolników wymaga jednak koordynacji. Ciągnik z dużym zbiornikiem może dostarczyć tysiące litrów wody, ale człowiek bez przeszkolenia nie zawsze potrafi ocenić kierunek rozwoju pożaru. Nagła zmiana wiatru może w kilka minut odciąć drogę odwrotu – tak jak stało się w gospodarstwie Luisa Alcóna w Hiszpanii.
- Zdjęcia mówią same za siebie... Część naszych winnic ucierpiała w wyniku pożarów, które nawiedziły nasz region. To trudna próba, ale wiemy, że winorośl jest odporna... i my również. Dzięki czasowi, pracy i cierpliwości znów staniemy na nogi (...) – czytamy post na profilu francuskiej winnicy "Les Vignerons de Taradeau". Zdjęcia są niżej:
Portugalskie dane pokazują, jak czytać statystyki
Portugalia jako jeden z nielicznych krajów dokładnie rozdzieliła w oficjalnym raporcie rodzaje spalonych terenów. Według portugalskiego Instytutu Ochrony Przyrody i Lasów ICNF od początku roku do 15 lipca ogień objął w kontynentalnej części kraju około 30,7 tys. ha. Z tego 16,8 tys. ha stanowiły drzewostany, 12,1 tys. ha zarośla i inna roślinność, a około 1788 ha grunty rolne.
Największy z ujętych w raporcie pożarów rozpoczął się w gminie Vouzela w środkowej Portugalii. Objął łącznie 12 709 ha, w tym 369 ha zakwalifikowanych jako ziemia rolnicza.
Nie oznacza to jednak, że tylko te 369 ha miało znaczenie dla miejscowych gospodarstw. Drzewostany mogą należeć do prywatnych właścicieli i stanowić wieloletnią inwestycję. Zarośla i tereny otwarte bywają używane jako wypas. Pożar może też odciąć gospodarstwo od drogi, źródła wody lub sąsiedniej miejscowości.
Na Krecie płonęły gaje oliwne i magazyny
Pod koniec lipca ogień mocno uderzył także w Grecję. Reuters informował o zniszczonych gajach oliwnych, innych uprawach, domach i magazynach na Krecie. Silny wiatr utrudniał pracę lotnictwa i zmuszał mieszkańców oraz turystów do ewakuacji.
Pełny bilans rolniczy nie jest jeszcze znany. W wielu miejscach komisje nie mogą rozpocząć dokładnych oględzin, dopóki teren pozostaje niebezpieczny. Z tego powodu nie należy jeszcze sumować spalonych drzew, zwierząt czy wartości szkód na podstawie pojedynczych nagrań publikowanych w mediach społecznościowych.
W przypadku gajów oliwnych konsekwencje mogą jednak trwać długo. Nawet drzewo, które nie spłonęło całkowicie, może mieć uszkodzony pień, koronę lub system korzeniowy. Rolnik traci wtedy nie tylko obecny plon, lecz także część produkcji w następnych latach.
Ogień uderzył również w Irlandię
Tegoroczne pożary nie ograniczyły się do południa Europy. Na górze Slievenamon w hrabstwie Tipperary, w południowej Irlandii, ogień objął wrzosowiska, górskie tereny wypasowe i sąsiedni las. Hodowcy sprowadzali owce z zagrożonych zboczy, a miejscowi rolnicy przez wiele godzin dowozili wodę ciągnikami z beczkowozami i wozami asenizacyjnymi. Według relacji portalu rolniczego Agriland część z nich pracowała do trzeciej w nocy.
Irlandzki przypadek różni się od pożarów hiszpańskich czy greckich. Nie ma tam wielkich plantacji oliwek ani rozległych winnic. Zagrożenie dotyczy przede wszystkim wypasu górskiego, torfowisk, wrzosowisk i gospodarki leśnej. Pokazuje jednak, że długotrwała susza i wysuszona roślinność mogą stworzyć poważne zagrożenie także w kraju powszechnie kojarzonym z wilgotnym klimatem.
Irlandzki Departament Rolnictwa przedłużył pomarańczowe ostrzeżenie przed pożarami do 4 sierpnia. Władze zwróciły uwagę szczególnie na suche trawy, wrzosy i janowce oraz zaapelowały o ostrożność podczas prac polowych i leśnych.
Po pierwszym deszczu pojawi się kolejne zagrożenie
Po opanowaniu płomieni zaczyna się odbudowa, która może potrwać znacznie dłużej niż sama akcja gaśnicza. Rolnicy muszą naprawić ogrodzenia, wodociągi, drogi i budynki. Hodowcy szukają pasz, a producenci roślin wieloletnich oceniają, które drzewa lub krzewy mają jeszcze szansę przeżyć.
Kolejnym problemem staje się gleba. Ogień usuwa roślinność i ściółkę, które chroniły ją przed wodą i wiatrem. Gwałtowny deszcz może później spłukać ziemię, popiół i składniki pokarmowe na niżej położone pola, drogi oraz do zbiorników wodnych. Straty mogą więc wystąpić także w gospodarstwach, do których płomienie bezpośrednio nie dotarły.
Czy pożary podniosą ceny żywności?
Na razie nie ma podstaw, aby zapowiadać ogólnoeuropejski wzrost cen żywności wywołany wyłącznie pożarami. Straty są bardzo poważne, ale występują lokalnie i dotyczą różnych kierunków produkcji.
Znacznie szybciej mogą pojawić się regionalne niedobory siana, słomy i innych pasz. Wzrosną też koszty utrzymania zwierząt w gospodarstwach, które straciły wypas lub zapasy. W przypadku wina, oliwy, owoców i produktów leśnych skutki mogą być widoczne dopiero po ocenie zbiorów i wieloletnich szkód w plantacjach.
Dla poszkodowanego gospodarstwa nie ma jednak większego znaczenia, czy pożar wpłynie na cały europejski rynek. Rolnik musi nakarmić stado następnego dnia, znaleźć środki na naprawę sprzętu i zdecydować, czy stać go na odbudowę produkcji.
Rolnicy stali się częścią akcji ratowniczych
Pożary w Hiszpanii, Francji, Portugalii i Irlandii pokazały, że rolnicy są jednocześnie poszkodowanymi i ważnym wsparciem służb. Dysponują ciągnikami, dużymi zbiornikami na wodę, pługami i maszynami, a przede wszystkim znają lokalny teren.
Nie mogą jednak zastępować zawodowych strażaków. Ich udział powinien odbywać się według wcześniej przygotowanych zasad, pod kierownictwem dowództwa akcji i po odpowiednim przeszkoleniu. W przeciwnym razie próba ratowania stada, sąsiada lub własnego pola może zakończyć się kolejną tragedią.
