StoryEditor

Z 24 ha zbierają 50–60 ton z hektara. Pomidor ma jednak jeden warunek

Na 24 ha pomidora gruntowego w gospodarstwie Tomasza Szulca plony sięgają 50–60 t/ha. Za takim wynikiem stoją odmiany, stanowisko, zmianowanie i sprawna organizacja zbioru, ale o dalszym zwiększaniu areału decyduje także czynnik niezależny od samego gospodarstwa.

Anna Malinowski
12.09.2026., 11:00h

Gospodarstwo rozwija się już w czwartym pokoleniu

W Kłodzie pod wielkopolską Rydzyną rodzina Szulców gospodaruje już w czwartym pokoleniu. Początkowo w gospodarstwie utrzymywano bydło, trzodę chlewną i konie. Dziś produkcja zwierzęca została całkowicie zastąpiona przez uprawę roślin.

Tomasz Szulc otrzymał od rodziców 20 ha. W ciągu 26 lat gospodarstwo powiększyło się do 200 ha gruntów ornych i użytków zielonych. Rolnicy dysponują także kompletnym parkiem maszynowym.

Na gruntach ornych uprawiają truskawki, kukurydzę, pszenicę, pszenżyto, owies oraz pomidory. Z użytków zielonych zbierane jest siano.

Tomasz i Elżbieta Szulcowie mają dwoje dzieci – syna Maurycego i córkę Marcelinę. Gospodarstwo zostało już przepisane na syna.

– Ja jestem tutaj tylko doradcą, ale pracujemy wszyscy razem, bo to jest nasze wspólne dobro – mówi z uśmiechem Tomasz Szulc.

Marcelina nadal uczy się w szkole rolniczej, ale aktywnie uczestniczy w pracach gospodarskich. Zarówno ona, jak i Maurycy pasję do rolnictwa zawdzięczają ojcu. Od najmłodszych lat zabierał ich na pola i pozwalał jeździć ze sobą ciągnikiem.

image
FOTO: Anna Malinowski

Pomidory wracają na to samo pole dopiero po czterech latach

Zbiór pomidorów gruntowych przypada na przełom sierpnia i września. W gospodarstwie Szulców uprawa ta prowadzona jest z powodzeniem od sześciu lat.

– Szukaliśmy uprawy, która byłaby dochodowa, zwłaszcza że nie mamy już produkcji zwierzęcej – wyjaśnia rolnik.

W uprawie pomidorów bardzo ważne jest zmianowanie. Na plantacji w Kłodzie pomidor wraca na to samo stanowisko dopiero po czterech latach. Ma to przede wszystkim znaczenie fitosanitarne.

– Po pomidorze siejemy kukurydzę, później zboża, a między nimi również poplony. Wszystko po to, aby użyźnić i odkazić glebę oraz wprowadzić do niej jak najwięcej masy organicznej. Przed sadzeniem pomidorów stosujemy jeszcze obornik – tłumaczy Tomasz Szulc.

image
FOTO: Anna Malinowski

Pomidor nie lubi ani piasku, ani zastoiska wody

Uprawa pomidorów jest wymagająca. Gleba powinna być żyzna i przepuszczalna – nie może być ani zbyt piaszczysta, ani nadmiernie zbita. Rośliny potrzebują także dużej ilości wody.

Problemem mogą być gleby gliniaste. Na jednym z pól po intensywnych opadach woda nie wsiąkła w glebę, lecz spłynęła po jej powierzchni, niszcząc rosnące tam rośliny.

– Wystarczy, że spadnie dużo deszczu w krótkim czasie. Ostatnio mieliśmy 60 l/m² i w ciągu jednego dnia jest po pomidorach – mówi plantator.

Przygotowanie stanowiska rozpoczyna się od wywiezienia obornika na skruszały po zimie poplonu oraz wykonania wiosennej orki. Następnie rolnicy przeprowadzają głęboszowanie, agregatowanie i dokładne zbieranie kamieni.

Odmiana ma znaczenie. Liczy się plon, smak i zdrowotność

Na polach Tomasza Szulca rośnie kilka odmian pomidorów: N6438, N296, N4510 oraz Pietrarossa. Rolnicy prowadzą także poletka doświadczalne z siedmioma odmianami firmy Syngenta: Ulisse, Redix, Tolerix, Miceon, Fabelix i Brixton. Siódma odmiana jest jeszcze testowana i nie ma ostatecznej nazwy.

Ulubioną odmianą gospodarza pod względem smaku jest N6438. Wszystkie uprawiane pomidory wyróżniają się jednak wysoką wartością Brix, czyli wskaźnikiem zawartości rozpuszczalnych substancji, głównie cukrów. Im wyższy poziom Brix, tym słodszy i smaczniejszy pomidor.

W tym sezonie pomidory z gospodarstwa Szulców stabilnie przekraczają poziom 7° Brix. Najwyższe wartości dla tego typu upraw wynoszą około 6–8° Brix na 100 g produktu.

O wyborze odmian decydują przede wszystkim potencjał plonowania, smak i zdrowotność roślin.

– Już teraz widzimy, że na poletkach doświadczalnych bardzo dobrze w naszych warunkach radzą sobie Ulisse i Brixton. Docelowo chcemy skupić się na trzech odmianach – mówi rolnik.

image
FOTO: Anna Malinowski

Pielnik ogranicza zachwaszczenie plantacji

Sadzonki dostarczane są na paletach z firmy Krasoń. Znajdują się w fazie rozwoju umożliwiającej ich natychmiastowe sadzenie za pomocą czterorzędowej sadzarki kubełkowej.

Sadzenie rozpoczyna się na początku maja i trwa przez cały miesiąc. Tydzień po posadzeniu wykonywany jest pierwszy zabieg pielnikiem. Następnie zabieg powtarzany jest co 5–7 dni, aż do momentu zakrzewienia międzyrzędzi.

W tym sezonie gospodarstwo kupiło nowy pielnik przeznaczony do pracy na plantacji pomidorów.

– Pomidor jest rośliną podatną na różnego rodzaju choroby, zwłaszcza zarazę ziemniaczaną. Ta choroba może zdziesiątkować plantację – ostrzega Tomasz Szulc.

image
FOTO: Anna Malinowski

Zbiór kombajnem, ale bez ludzi się nie da

Gospodarstwo dysponuje kompletnym parkiem maszynowym, w tym kombajnem do zbioru pomidorów. Maszyna ma 16 lat, ale jej obecna wartość wynosi około 200 tys. zł. Zakup nowego kombajnu oznaczałby wydatek przekraczający milion złotych.

Przy zbiorze pracuje operator kombajnu oraz trzy osoby przy taśmie inspekcyjnej. Ciągnikiem z przyczepą, jadącym obok maszyny, kieruje Marcelina, która niedawno zdała egzamin na prawo jazdy.

Na taśmie sortowane są przede wszystkim kamienie i ewentualne łęty. Kombajn wyposażony jest również w automatyczny selektor odrzucający zielone i uszkodzone pomidory.

– Bez pracy ludzkiej się nie da – przyznaje rolnik.

image
FOTO: Anna Malinowski

Cotygodniowe dokarmianie dolistne

Pomidory wymagają także precyzyjnego nawożenia. W gospodarstwie dokarmianie dolistne wykonywane jest co tydzień.

– Wszystkie środki stosujemy zgodnie z okresem karencji. Obecnie nie używamy fungicydów, lecz preparatów biologicznych, takich jak AgroECA Protect – zapewnia Tomasz Szulc.

image
FOTO: Anna Malinowski

Nawet 60 ton pomidorów z hektara

Pod koniec sierpnia z pól zebrano około 25 proc. uprawy. W zależności od przebiegu pogody i odmiany plon wynosi od 50 do 60 t/ha.

Załadowane przyczepy są transportowane bezpośrednio z pola do zakładu Pudliszki, oddalonego od plantacji o około 30 km.

– Mamy ustalony harmonogram dostaw, którego musimy przestrzegać. Dysponujemy dwoma zestawami transportowymi, którymi dowozimy pomidory do zakładu. Wyznaczona godzina dostawy to północ. Jednym zestawem przewozimy około 25 ton pomidorów – mówi Tomasz Szulc.

W nocnych transportach ojcu pomaga Marcelina.

– Wyjeżdżam razem z nim, bo kiedy jedzie się we dwoje, nie chce się tak bardzo spać. Czuję to dopiero w drodze powrotnej z Pudliszek. Wystarczy, że oprę się na chwilę o szybę i już zasypiam – mówi.

Zapytana, czy wyobraża sobie pozostanie w gospodarstwie, odpowiada bez wahania:

– Tak, lubię to. Lubię jeździć ciągnikami, przeżywać żniwa truskawkowe, pomidorowe i te tradycyjne. To jest część mnie.

Grupa producencka negocjuje cenę pomidorów

Całość zbiorów zakontraktowana jest w zakładzie Pudliszki. Tegoroczna umowa obejmuje mniejszą ilość pomidorów niż w poprzednim roku. Powodem była nadprodukcja w 2025 r.

Sprzedaż odbywa się za pośrednictwem grupy producenckiej współpracującej z zakładem. Pomysł jej utworzenia pojawił się ponad 20 lat temu. Od tego czasu zrzeszeni rolnicy wspólnie z odbiorcą ustalają ilości oraz warunki dostaw.

W tym roku, ze względu na nadwyżki produkcyjne z poprzedniego sezonu, zdecydowano o ograniczeniu powierzchni upraw.

– To leży w naszym wspólnym interesie, aby upłynnić ubiegłoroczne zapasy, które powstały w związku z wysokimi zbiorami. Mamy nadzieję, że wrócimy do poziomu produkcji z poprzednich lat – wyjaśnia Tomasz Szulc.

Optymalna powierzchnia uprawy pomidorów dla gospodarstwa wynosi około 30 ha.

Bliski odbiorca i wspólnie ustalana cena

Rolnicy są zadowoleni ze współpracy z Pudliszkami. Doceniają przede wszystkim niewielką odległość zakładu, terminowy odbiór oraz wypłacalność kontrahenta.

– Zakład jest blisko i jest wypłacalny. Towar odbierany jest zgodnie z umową, a cenę negocjujemy nie indywidualnie, lecz grupowo. Dla nas, producentów, to gwarancja dobrej współpracy – mówi rolnik.

O konkretnej cenie Tomasz Szulc nie chce rozmawiać.

– Rozbieżność między cenami oferowanymi przez poszczególne podmioty skupujące jest bardzo duża. Mogę powiedzieć tylko, że współpraca jest zadowalająca, a produkcja opłacalna. Po odliczeniu wysokich kosztów zysk nie jest jednak bardzo wysoki. W dzisiejszym rolnictwie są już działy, w których zaczyna brakować opłacalności i zysk

Tekst i zdjęcia: Anna Malinowski

Realizacja video i montaż: Michał Heluszka 

Anna MalinowskiAnna Malinowski
POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ
02. październik 2026 11:36