StoryEditor

Kamery w rzeźniach to nie „Wielki Brat”. Niemcy wdrażają, Polska milczy

Kamery w większych rzeźniach mają pomóc w kontrolach i egzekwowaniu przepisów o dobrostanie zwierząt — taki kierunek przyjął niemiecki rząd. Przedstawiciele polskiej branży wołowiny przekonują, że podobnych rozwiązań nie należy traktować jak inwigilacji, lecz jako narzędzie ochrony zwierząt, reputacji sektora i wiarygodności całego łańcucha dostaw.

07.07.2026., 16:00h

Monitoring ma wspierać kontrole

Niemiecki rząd przygotował projekt nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt, który przewiduje obowiązkowy monitoring w większych rzeźniach. Kamery mają wspierać urzędowe kontrole, umożliwiać analizę wcześniejszych zdarzeń oraz ułatwiać wykrywanie i sankcjonowanie naruszeń przepisów dotyczących dobrostanu zwierząt. Rozwiązanie ma objąć największe zakłady, zgodnie z progami określonymi w rozporządzeniu Rady (WE) nr 1099/2009.

Choć projekt spotyka się z krytyką części opinii publicznej, która postrzega go jako nadmierną inwigilację pracowników, rząd argumentuje, że monitoring ma przede wszystkim zwiększyć skuteczność nadzoru i ograniczyć ryzyko nieprawidłowości podczas obchodzenia się ze zwierzętami przed ubojem i w jego trakcie.

Polska branża: tę lekcję odrobiliśmy już wcześniej

Zdaniem Jacka Zarzeckiego, wiceprzewodniczącego Polskiej Platformy Zrównoważonej Wołowiny, polska branża wołowiny zwracała uwagę na potrzebę takich rozwiązań już po aferze w Kalinowie w 2019 roku.

- Po aferze w Kalinowie w 2019 roku to my, jako sektor, sami zaproponowaliśmy 24-godzinny monitoring w ubojniach i montaż kamer w transporcie zwierząt nie dlatego, że ktoś nas do tego zmusił, tylko dlatego, że wiedzieliśmy, ile kosztuje utrata zaufania - podkreśla ekspert.

Jak zaznacza, skutki tamtego kryzysu były bardzo kosztowne dla producentów. - Straciliśmy wtedy setki milionów złotych i lata budowania pozytywnego wizerunku sektora w kilka tygodni - mówi Zarzecki.

image
FOTO: AHM

Potrzebny wspólny standard w UE

Jacek Zarzecki zwraca uwagę, że decyzje podejmowane obecnie w Niemczech pokazują, iż problem nie dotyczy jednego kraju.

- Dziś Niemcy dochodzą do tych samych wniosków. To pokazuje coś ważnego: dobrostan zwierząt i wiarygodność łańcucha dostaw to nie jest kwestia narodowa, tylko systemowa dla całej Unii - ocenia.

Jego zdaniem brakuje jednak jednolitych, europejskich zasad dotyczących monitoringu w rzeźniach i podczas transportu zwierząt. Jak podkreśla, obecnie każde państwo wyciąga wnioski z własnych doświadczeń, zamiast korzystać z rozwiązań sprawdzonych gdzie indziej.

Monitoring ma chronić branżę

Wiceprzewodniczący Polskiej Platformy Zrównoważonej Wołowiny podkreśla, że monitoring nie powinien być postrzegany jako narzędzie inwigilacji, lecz element budowania zaufania do sektora.

- Nadzór wizyjny to nie jest ‘Wielki Brat’, tylko narzędzie ochrony reputacji całej branży. My to wiemy najlepiej, bo zapłaciliśmy za tę lekcję wysoką cenę -  zaznacza.

Dodaje jednocześnie, że ewentualne wdrażanie takich rozwiązań w Polsce powinno odbywać się we współpracy z branżą.

- Nie wyobrażam sobie, żeby dostęp do tego rodzaju informacji w ściśle określonych przypadkach miał ktoś inny poza zakładami, inspekcją weterynaryjną i ewentualnie prokuraturą - podsumowuje.

Był projekt, który stanął w miejscu

Projekt dotyczący obowiązkowego monitoringu w rzeźniach pojawił się w Sejmie 20 lutego 2024 r. Został przygotowany przez posłów Prawa i Sprawiedliwości w ramach projektu ustawy o szczególnych rozwiązaniach mających na celu poprawę nadzoru nad zdrowiem i ochroną zwierząt.

Projekt przewidywał wprowadzenie obowiązkowego, całodobowego monitoringu cyfrowego we wszystkich ubojniach. Kamery miały rejestrować obraz w miejscach wyładunku zwierząt przeznaczonych do uboju oraz w pomieszczeniach, w których odbywa się ich ogłuszanie i wykrwawianie. Celem proponowanych przepisów było zwiększenie nadzoru nad sposobem postępowania ze zwierzętami oraz poprawa kontroli nad przebiegiem uboju. Przewidziano również sześciomiesięczny okres na dostosowanie ubojni do nowych wymogów.

Było to pokłosie "afery leżakowej" w Kalinowie. Niestety projekt pozostał jedynie projektem, a branża nadal mówi o tym, że przepisy rozwiązałyby wiele problemów i pomogłyby uniknąć niekorzystnych sytuacji i chronić rynek przed nieuczciwymi oraz nielegalnymi praktykami. 

Dorota Kolasińska
Autor Artykułu:Dorota Kolasińska
Pozostałe artykuły tego autora
Masz pytanie lub temat?Napisz do autora
POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ
07. lipiec 2026 17:01