Wybuch regularnych działań wojennych na Bliskim Wschodzie powoduje tylko nieznaczne zmiany w notowaniach pszenicy. Na krajowy rynek nie wpływają ani te doniesienia, ani ocena stanu przezimowania upraw. Ruch w handlu zbożami zwiększa się tylko regionalnie, ale wraz z cenami ropy naftowej rosną obawy o koszt transportu.
Bliski Wschód nam daleki, ale na horyzoncie pojawiają się problemy z drożejącym transportem
Okazuje się, że w takiej krótkiej perspektywie, to co dzieje się na Bliskim Wschodzie bezpośrednio nie wpływa na krajowy rynek zbóż. I choć nie jest tak, że nie dostrzega się zagrożeń związanych z drożejącą ropą naftową, a wraz z nią cen transportu i tego lądowego, i morskiego, to pierwsze reakcje krajowego rynku są dość spokojne.
Może dlatego tak się dzieje, że wiele punktów skupów informuje o znów mniejszym zainteresowaniu dostawami. – W pierwszym dniu w tym tygodniu było lekkie przestraszenie sytuacją na świecie, ale szybko się uspokoiło – słyszymy od dokonującego zakupów handlowca. Wyraźnie obawy zostały zażegnane i handel na powrót się uspokaja. – W poprzednim tygodniu już wydawało się, że coś się ożywi, ale znów nastąpiła w dostawach cisza – informuje kolejny rozmówca.
Nie wszędzie jednak nastroje są tak minorowe. – U nas zrobił się odczuwalnie większy ruch ze skupem. Rolnicy przyjeżdżają i wreszcie mamy co w magazynie robić – mówi właściciel firmy skupowej w woj. świętokrzyskim.
Wśród prowadzących handel nie obywa się jednak bez refleksji dotyczących cen paliw. – Wiesz już do teraz trudno było spiąć jakiś biznes ze sprzedażą zboża. Kupowało się z wielkim wysiłkiem i sprzedawało za minimalną marżę, a teraz jak paliwo poszło do góry, to już w ogóle będzie ciężko – mówi skupujący sam odbierający zboże od rolników i wożący je do odbiorcy. – Przecież rolnik taniej nie sprzeda, a przetwórca też ceny nie podniesie – zaraz dodaje.
Młyny wyczuwają podaż
W zasadzie jedynymi przetwórcami, którzy odczuwają w miarę regularna podaż są młyny.– Wiesz rolnik, czy ma konsumpcję, czy paszówkę, to do nas zadzwoni w pierwszej kolejności, bo zawsze uważa, że jego pszenica jest ekstra – mówi znajomy pracownik młyna. I rzeczywiście potwierdza się to w rozmowach z innymi młynami. – Mamy zapisane dostawy na cały najbliższy tydzień i widzimy, ze zainteresowanie sprzedażą się zwiększa – informuje przedstawiciel młyna w centrum kraju.
Nie tylko w centrum zapotrzebowanie młynów jest regularnie pokrywane. O podobnej sytuacji słyszymy też na południu.–Dostawy mamy płynne, ciągle ktoś zboże przywozi, a rosnące zainteresowanie potwierdza się także licznymi telefonami – przekonuje pracownica młyna na Śląsku.
