Po czerwcowych upałach od początku lipca pogoda nie rozpieszczała rolników, ciągle pojawiające się deszcze nie pozwalały na wjechanie kombajnami w pola, dopiero sierpniowa pogoda przyniosła dłuższe pogodniejsze cykle, co wreszcie przyspieszyło zbiory. Dosłownie tuż przed tradycyjnie obchodzonym przez rolników świętem plonów z większości pól w kraju zboża już raczej poznikają, tylko na północy kraju na dożynkowy wieniec musimy zaczekać jeszcze pewnie z tydzień.
Sygnały z pól do wzrostów cen
Odwlekające się żniwa powodowały przedłużający się okres przerw dostaw zbóż do skupów i firm przetwórczych, co w naturalny sposób przedłużało poprzedni sezon i narzucały konieczność uszczuplania zgromadzonych wcześniej zapasów. Każdy dzień bez dostaw nakładał na przetwórców dodatkową presję i niepokojące informacje z pól dodatkowo dolewały oliwy do ognia coraz mocniej rozgrzewającego się krajowego rynku.
Pierwsze wjazdy w pola w regionach, gdzie kosić się dało tylko te informacje potwierdziły, pojawiły się bowiem doniesienia o plonach pszenicy wynoszących 3–4,5 t/ha i to u rolników, których o oszczędności w nawożeniu nie sposób było podejrzewać. Oczywiście te niższe plony były także konfrontowane z doniesieniami o wydajności 6–8, a nawet w pojedynczych przypadkach i 9 t/ha. Niemniej jednak ten rok wydaje się znacznie słabszy. Dostrzegł to także GUS, który wstępnie oszacował, że zbóż podstawowych zbierzemy 25,3 mln t, a więc o 4,9% mniej niż w roku ubiegłym.
Humory przetwórcom, zwłaszcza firmom paszowym poprawiały nieco informacje o parametrach, bo analizy pierwszego pojawiającego się z tegorocznych zbiorów ziarna przynosiły sygnały o wyższej zawartości białka. Oczywiście, jak to zwykle bywa spotykamy też gorszą jakość, zwłaszcza tam, gdzie deszcze zbyt długo utrudniały koszenie. Tam pojawia się mniejsze białko i spada także liczba opadania. Generalnie jednak w tym sezonie 12,5% białka dla większości nie powinno stanowić wyzwania, bo często standardem była wyższa zawartość. Tym samym paszowcy mogli liczyć na oszczędności na domieszkach pasz białkowych.
Pojawiający się dodatkowo inny parametr, który stał się w tym roku ważnym ograniczeniem, jakim jest gęstość min 76 kg/hl (w eksporcie nawet wyższa), o którą było trudno, wsuwał im w ręce dodatkowy oręż w rywalizacji z eksportem i przemysłem młynarskim. Co z tego większego białka i gęstości ułatwiającej zakup, gdy potrzebne są ilości i o te ilości w roku słabszych zbiorów przyszło rywalizować.
Argumenty za sprzedażą
A przecież rolnicy, widzący słabsze plony nie zawsze do sprzedaży byli skorzy. Przekonać mogły dwa argumenty. Pierwszym, był jakże żywy w pamięci rolników poprzedni sezon. W roku produkcyjnym 2025/26 zboża w żniwa wystartowały z wyższych cen, by potem sporo stracić i choć ostatnie miesiące sezonu przyniosły lekką odbudowę oferowanych cen, to jednak do poziomów z czasu ubiegłorocznych żniw w większości regionów nie wróciły. Właściciele zboża, którzy nie pomni na informację o nagromadzonych wcześniej zapasach długo powstrzymywali się ze sprzedażą, natrudzili się żeby te zboża utrzymać w wartości handlowej, naprzerzucali, wydali kasę na dezynsekcję a i tak w najlepszym przypadku na koniec sprzedali za tyle samo, co mogli otrzymać w żniwa. Nie mówiąc już o tym o ile taniej za to zboże mogli wcześniej kupić nawozy.
Zawsze jest tak, że pamięta się tylko ostatni sezon, ale w sumie już dwa poprzednie sezony pokazują, że zboża w żniwa są najdroższe. Tylko termin żniwa, też jest mało precyzyjnym. Przed dwoma laty oznaczało to oczekiwanie na rozpoczęcie żniw i podaż zboża z pól. Potem już były klasyczne dla tego okresu spadki. Przed rokiem sytuacja z wyższymi cenami trwała dłużej i dopiero w połowie sierpnia ceny pszenicy zaczęły się obsuwać, ale rynkowy marazm, o którym pisaliśmy wyżej trwał nieprzerwanie do połowy marca. Ten sezon jest zupełnie inny. Dlatego w momencie przyspieszenia akcji żniwnej w niektórych skupach pojawiły się pryzmy ze zbożem, usypywane wręcz na dworze, albo konieczność załadunku ziarna do rękawów.
Zboża drożały w oczach
Od samego końca poprzedniego sezonu, już na starcie 2026/27 zboża sukcesywnie i stale drożały. Dzięki monitoringowi rynku, jaki przeprowadzamy regularnie od wielu lat prowadzonego w ok. 60 skupach w kraju dwa razy w tygodniu możemy stwierdzić, że początkowo wzrosty cen przebiegały wolniej, ale od połowy lipca zboża drożały w oczach i wzrosty cen obrały kierunek niemal pionowy. Moment największego natężenia żniw przypadający na ostatni tydzień lipca i dwa tygodnie sierpnia zaowocował najpierw uspokojeniem, a potem kolejnymmi podwyżkami przynoszącymi w efekcie wzrost średniej ceny dla pszenicy konsumpcyjnej do 831 zł/t. A trzeba pamiętać, że w połowie lipca ta sama pszenica była wyceniana średnio na zaledwie 774 zł/t. Mamy więc do czynienia z miesięcznę podwyżką wynoszącą 57 zł/t, tylko w ciągu drugiego tygodnia sierpnia pszenica podskoczyła o 8 zł. Dzisiejsze ceny są także o 30 zł wyższe od najwyższych proponowanych w żniwa ubiegłego roku. A oferowany zakres cen pszenicy z zawartością białka 12,5% to dziś 770-880 zł/t.
Również pszenica paszowa poszła do góry i tutaj także przeciętna cena w tydzień wzrosła o 8 zł, do średniej 780 zł/t. Porównując tę cenę do stanu z połowy lipca, mamy wzrost o 34 zł. Obecne propozycje firm skupujących ceny paszówki lokują pomiędzy 700–850 zł/t,
Jęczmień, który praktycznie bezustannie drożał, teraz na chwilę przystanął. Średnia cena tego zboża w tym tygodniu wzrosła zaledwie o 2 zł i aktualnie wynosi 658 zł/t. Wcześniejsze mocniejsze podwyżki spowodowały jednak, że w miesiąc ciągnących się żniw jęczmień podrożał o 31 zł/t, a widełki proponowanych obecnie cen to 580–740 zł/t.
Pszenżyto natomiast w tym tygodniu poszczycić się może podwyżką o 5 zł i średnią 669 zł/t, ale w miesiąc zyskało mniej od jęczmienia, bo 19 zł/t. Skupy za pszenżyto aktualnie oferują ceny 600–720 zł/t.
Słabiej w tym tygodniu, bo zaledwie o 2 zł podrożało żyto, dochodząc do średniej 598 zł/t. Ostatni miesiąc przyniósł jednak i w tym asortymencie wzrosty cen wynoszące 20 zł, a oferty skupów mieszczą się w korytarzu 540–690 zł/t.
Owies podobnie w tydzień zyskuje 2 zł i średnia rośnie już do 509 zł/t. Naprzemienne wzrosty i obniżki cen owsa powodują, że przyrost średniej w ostatnim miesiącu to jedyne 3 zł. Nie zmieniają się także widełki cenowe, które wciąż wynoszą 470–560 zł/t.
W ostatnim okresie najmocniej idzie do góry kukurydza, która w tydzień podrożała o 12 zł. W całym miesiącu jednak kukurydza liderem nie jest, bo jej przeciętna cena podskoczyła o 37 zł, a więc o 20 zł mniej od pszenicy konsumpcyjnej. Aktualnie średnia cena kukurydzy wynosi 856 zł/t, a proponowane ceny na dziś rozchodzą się pomiędzy 790–920 zł/t.
Nie tylko plony powodują wzrosty
Przypisywanie tegorocznych wzrostów cen tylko i wyłącznie niższym plonom, byłoby sporym nadużyciem i zaciemniało analizę rzeczywistego obrazu na rynku. Poprzez notowania giełdowe na ceny krajowe wpływa bowiem także to, co dzieje się na rynku międzynarodowym. A tutaj lipiec przyniósł spore wzrosty notowań pszenicy, które w szczycie przypadającym na 22 lipca br. wyniosły kursy wrześniowe do poziomów 244,25 €/t. Potem sytuacja na giełdzie się nieco uspokoiła, ale przy przechodzeniu rynków na notowania grudniowe i tak pszenica z dostawami na ten termin będąc wyceniana w czwartek (13.08.2026 r.) w południe na 234 €/t, jest dokładnie na poziomach z połowy lipca.
Na te skoki notowań pszenicy na paryskiej giełdzie ma wpływ blokada portów ukraińskich i rosyjskich dokonana przez wzajemne ataki nie tylko na infrastrukturę do załadunku zbóż, ale także na statki ładowane właśnie w portach. A konieczność obchodzenia takiej blokady z jednej strony utrudnia niski stan rzek w Europie i utrudnienia w żegludze z portów rumuńskich oraz wyższe koszty i ograniczenia wynikające z transportu kolejowego. Dlatego coraz więcej mówi się u nas o możliwości ponownego otwarcia korytarza dla ukraińskich zbóż przez nasze porty. Na razie wzrasta ilość wagonów z tranzytowanym zbożem. Jak podają ukraińskie koleje średnia dzienna ilość przewozów na granicy Polski wzrosła od początku sierpnia o ponad połowę i wynosi 27,4 wagonów na dobę. A przecież jednocześnie odbywa się wzmożona akcja tranzytowa przez Rumunię, Węgry oraz Słowację.
Turcja rozjemcą?
Co do eksportu przez porty Morza Czarnego i Morza Azowskiego swoją rozjemczą rolę chce odegrać Turcja, która mając kontrolę nad dwoma cieśninami (Bosfor i Dardanele) łączącymi Morze Czarne z Morzem Śródziemnym, będącymi strategicznymi drogami wodnymi wywiera presję na zwaśnione strony, by zaprzestały wojennych ataków i umożliwiły normalne funkcjonowanie żeglugi po Morzu Czarnym nad którym również i ona ma zlokalizowane kluczowe porty, jak choćby Samsun i Trabzon.
Ukraińskie i rosyjskie ataki na Morzu Czarnym, powodują z najlepszym razie rosnące koszty frachtu na Morzu Czarnym, a w najgorszej wersji odmowy podjęcia się przewozów przez uznanych armatorów. To godzi w interesy nie tylko zwaśnionych stron, ale i w interesy handlowe także Turcji. Dlatego z obserwacji ostatnich wydarzeń na arenie międzynarodowej, w oczywistej analogii do Cieśniny Ormuz, u tureckich władz urodził się pomysł sprawowania kontroli nad wymienionymi czarnomorskimi cieśninami.
Po tym jak 1 sierpnia br. Ukraina potwierdziła atak na rosyjski kontenerowiec Janina, rosyjska spółka, po utracie statku wstrzymała przyjmowanie nowych zamówień na transport morski po Morzu Czarnym. Niektórzy armatorzy zostali poinformowani, że opóźnienie wpłynęło również na rejsy na Ukrainę. Dwa dni później dwa tureckie masowce także zostały zaatakowane przez drony.
W ich następstwie, według Bloomberga, Turcja ograniczyła możliwość wpływania statków na Morze Czarne, powołując się na stanowiska armatorów. Turecka straż przybrzeżna odmówiła pozwolenia statkom płynącym do portu Noworosyjsk (Rosja) na tranzyt przez Cieśninę Dardanele. Ta sama agencja podaje, że dzień później Turcja wznowiła ruch statków na Morzu Czarnym i przepuszczono kilka statków, w tym dwa do Noworosyjska.
Ankara wezwała Rosję i Ukrainę do wprowadzenia moratorium na ataki na Morzu Czarnym i zaczęła opóźniać wydawanie zezwoleń na przepływ przez kontrolowane przez siebie cieśniny. Turecki rząd, zamierzając wystąpić w roli rozjemcy wysyła sygnał zarówno Moskwie, jak i Kijowowi, że nie będzie się obecnej sytuacji biernie przyglądał i należy pilnie uzgodnić formę wzajemnej deeskalacji na Morzu Czarnym.
Jeśli turecki plan się powiedzie, a trzeba stwierdzić, że w miarę upływu czasu ciśnienie eksportowe w Rosji i Ukrainie będzie narastać, to może doprowadzić do szybkiego uruchomienia akcji eksportowej i nagłego tąpnięcia notowań pszenicy na giełdach.
