StoryEditor

Krowy przez 290 dni są na pastwisku. Do robotów wracają same, ale niektóre uczyły się tego miesiącami

W irlandzkim gospodarstwie Colma i Millie McIntyre’ów automatyczny dój połączono z wypasem pastwiskowym. Dwa roboty udojowe pracują razem z systemem ABC grazing, w którym kwatery i automatyczna bramka kierują ruchem stada między pastwiskiem a oborą.

04.11.2026., 19:00h

Podstawą żywienia naszych zwierząt jest trawa. Krowy przebywają na zewnątrz przez ok. 290 dni w roku, a do obory trafiają zimą – mówią Colm i Millie McIntyre‘owie, którzy gospodarują razem od 2002 roku. Dziś utrzymują ok. 105 krów mlecznych i mają 92 ha użytków zielonych, wykorzystywanych jako pastwiska lub na produkcję sianokiszonki. W gospodarstwie pomaga im czwórka dzieci.

105 krów mlecznych i 92 ha użytków zielonych

image
FOTO: Fot. Zieja

W stadzie wykorzystuje się synchronizację rui i co nie jest stosowane w polskich gospodarstwach mlecznych – występuje tu sezonowość wycieleń: całe stado cieli się wiosną, aby szczyt laktacji przypadł na okres największego przyrostu runi. Od 2020 roku w centrum systemu stoją dwa roboty DeLaval, w których krowy otrzymują dodatkowo gotową paszę treściwą. Średnia liczba dojów wynosi ok. 2,6 na dobę.

Wiosenne wycielenia i szczyt laktacji w okresie najlepszego wzrostu trawy

– To zupełnie inny sposób pracy. Trzeba zmienić sposób myślenia – zarówno ludzi, jak i krów. Nie wystarczy zainstalować robota. Zwierzęta muszą nauczyć się samodzielnie wracać z pastwiska – podkreśla Millie McIntyre. W pierwszym roku po wdrożeniu rodzina czasem pomagała zwierzętom wracać do obory. Dziś nie ma takiej potrzeby. Jałówki zwykle zaczynają rozumieć system w ciągu około tygodnia, ale pełne przyzwyczajenie części krów do regularnego powrotu z odleglejszych kwater może trwać nawet 3–4 miesiące.

System ABC grazing. Jak działa wypas na trzech obszarach pastwiska?

image
Drogę z pastwiska do obory wyznacza ogrodzenie elektryczne.
FOTO: Fot. Zieja

W gospodarstwie zastosowano system wypasu określany jako ABC grazing. Pastwiska okalające oborę są podzielone na trzy obszary (A = 12 ha, B = 16,5 ha, C = 13,5 ha), a każdy obszar dzielony jest na kwatery. Krowy przebywają na jednej kwaterze ok. 8 h na dobę, potem zmieniają miejsce wypasu. O kierunku ruchu decyduje automatyczna bramka oraz zegar.

– Część krów stoi przy bramce i co chwilę sprawdza, czy nadeszła pora zmiany. Inne orientują się dopiero wtedy, gdy zostają same na kwaterze – śmieje się Millie.

Automatyczna bramka kieruje ruchem krów między kwaterami i oborą

To rozwiązanie pozwala połączyć dobrowolny ruch do robota z kontrolowanym pobraniem trawy. Krowa podejmuje decyzję sama, kiedy pójdzie się doić, ale system prowadzi ją tak, aby zachować rytm doju i wypasu. W sezonie Millie mierzy wysokość trawy najczęściej raz w tygodniu. Na podstawie pomiarów Colm podejmuje decyzje o nawożeniu, kolejności wypasu oraz przeznaczeniu nadwyżek na kiszonkę na zimę.

Robot nie skrócił dnia pracy. Zmienił to, na co gospodarze poświęcają czas

Przed robotami stado dojono w hali typu rybia ość. Dziś nie ma stałych godzin doju, jednak gospodarze nie twierdzą, że pracują krócej.

– Czas wcześniej zajęty przez dój wykorzystujemy obecnie na wykonywanie inseminacji, korekcję racic, przygotowanie kiszonki, obserwację zdrowia krów i zarządzanie pastwiskiem. Colm sam wykonuje większość tych prac. Robot nie tyle zastąpił pracownika, ile ograniczył potrzebę zlecania części prac usługodawcom – opowiada Millie. – Dzięki robotom mamy też więcej informacji o każdej krowie, a to poprawiło jakość mleka i pozwala szybciej reagować – dodaje.

Ponad 100 cieląt w krótkim czasie. Tak wygląda sezon wycieleń

image
Przez większą część roku obora stoi pusta, krowy wracają do niej tylko zimą.
FOTO: Fot. Zieja

Wiosenne wycielenia są korzystne dla wykorzystania trawy, ale oznaczają bardzo intensywny okres. W krótkim czasie rodzi się ponad sto cieląt. Krowy po porodzie pozostają zwykle przez ok. 48 godzin na słomie w wydzielonej porodówce. Wszystkie zwierzęta na remont stada pochodzą z gospodarstwa, brakowanie wynosi ok. 20% rocznie. Cielęta buhajki są sprzedawane, podobnie jak nadwyżka jałówek. Wartość cieląt potrafi jednak gwałtownie się zmieniać. – Kilka lat temu czterotygodniowe buhajki hf osiągały na aukcjach nawet 2 euro za sztukę, a część nie znajdowała nabywców – wspominają właściciele.

– Cielęta otrzymują preparat mlekozastępczy przez ok. 12 tygodni, przy karmieniu korzystamy z taksówki mlecznej – wyjaśnia Millie.

Jakość mleka, LKS i cena. Za co płaci irlandzka mleczarnia?

Całe mleko trafia do Lakeland Dairies, spółdzielni skupiającej ok. 3200 dostawców. Cena zależy nie tylko od ilości mleka, lecz także od parametrów jakościowych. Gospodarze otrzymują obecnie cenę bazową 39,10 centa/l oraz średnią wypłatę po uwzględnieniu jakości mleka na poziomie 44,70 centa/l. Gospodarstwo ma obecnie średnią lks na poziomie 66 tys./ml, przy czym granicą, po której zaczynają się potrącenia, jest 300 tys./ml.

– Poprawa jakości nie dzieje się sama. To przede wszystkim dbałość o szczegóły codziennie. Robot daje więcej danych, ale ktoś musi je zobaczyć, zrozumieć i podjąć decyzję – zaznacza Millie. Właściciele stosują w swoim stadzie szczepienia m.in. przeciw IBR, salmonellozie, rota- i koronawirusom oraz chorobie niebieskiego języka.

100 paneli fotowoltaicznych i magazyny energii dla robotów udojowych

– Nauczyliśmy się kontrolować koszty, bo na początku mieliśmy dużo rat do spłacenia. To zostało z nami do dziś. Trzeba pamiętać, że nie można jednak być oszczędnym na krótką metę kosztem przyszłości. Skutki taniego nasienia czy paszy mogą nas później dużo kosztować – mówi Colm.

Największym wydatkiem przy robotach jest energia. Dlatego niedawno na dachu obory zainstalowano 100 paneli fotowoltaicznych o mocy ok. 25 kW oraz 3 magazyny energii. Koszt całej instalacji wyniosła ok. 80 tys. euro. Dzięki wsparciu inwestycyjnemu TAMS (dotacja z UE) gospodarstwo otrzymało 60% refundacji, a przewidywany okres zwrotu inwestycji określono na ok. 3 lata. W sezonie letnim gospodarstwo jest w dużej mierze samowystarczalne energetycznie.

Połączenie robota i pastwiska nie jest proste, wymaga dobrej organizacji pracy, ale jest jak najbardziej możliwe i z powodzeniem wdrażane. W tym irlandzkim gospodarstwie mlecznym widać dbałość o szczegóły, przede wszystkim o zdrowie i dobrostan zwierząt, co przekłada się nie tylko na ilość (wydajność gospodarstwa jest powyżej średniej krajowej), ale także na jakość mleka.

Dominika Zieja
Autor Artykułu:Dominika Zieja

Dominika Zieja – dziennikarka specjalizująca się w hodowli bydła i trzody chlewnej. Z wykształcenia oraz z pasji - zootechnik, od 10 lat związana z branżą hodowli zwierząt. Dzięki kilkuletniej pracy na wielkotowarowych gospodarstwach zajmujących się produkcją prosiąt oraz pracy w firmie zajmującej się żywieniem krów mlecznych łączy wiedzę praktyczną z teorią. Od 2024 roku jest redaktorką w redakcji top agrar Polska w dziale top bydło oraz top świnie, a także autorką publikacji na portalu topagrar.pl. Główne tematy którymi się interesuje to zdrowie, rozród zwierząt, genetyka oraz najnowsze technologie w produkcji zwierzęcej.
Obszary specjalizacji: hodowla bydła, hodowla trzody chlewnej, genetyka zwierząt, rozród zwierząt, zdrowie zwierząt
Kontakt: [email protected]

Pozostałe artykuły tego autora
Masz pytanie lub temat?Napisz do autora
POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ
04. listopad 2026 19:02