W tym napięciu dopłaty bezpośrednie przestały być dodatkiem do dochodu. Dla tysięcy gospodarstw stały się warunkiem przetrwania.
Twarde dane nie pozostawiają wątpliwości
Informacje płynące z systemu FADN (obecnie FSDN), czyli Systemu Zbierania i Wykorzystywania Danych Rachunkowych z Gospodarstw Rolnych nie pozostawiają złudzeń – w wielu typach gospodarstw wsparcie publiczne odpowiada za 30, 50, a czasem nawet 70% dochodu.
Bez przelewu z ARiMR rachunek ekonomiczny produkcji zwyczajnie by się nie domknął. Szczególnie dotyczy to gospodarstw zajmujących się produkcją roślinną oraz tych położonych na obszarach o trudniejszych warunkach gospodarowania.
Gdy rynek zawodzi, wkracza dopłata
Paweł Konieczny, specjalista ds. ekonomiki Wielkopolskiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego w powiecie międzychodzkim zwraca uwagę, że rola dopłat w dochodzie rolniczym jest wielowymiarowa.
– W krótkim terminie zapewniają one egzystencję setkom tysięcy gospodarstw w Polsce, chroniąc je przed bankructwem w obliczu globalnej konkurencji. W długim terminie mają być narzędziem transformacji rolnictwa w kierunku modelu bardziej zrównoważonego – podkreśla Konieczny i dodaje, że kluczowe dla przyszłości polskiej wsi będzie jednak budowanie takich modeli biznesowych, w których dopłaty są traktowane jako bonus do sprawnej sprzedaży wysokiej jakości żywności, a nie jako jedyne źródło zysku.
Koło ratunkowe dla rolników
W teorii rolnictwo powinno funkcjonować jak każda inna gałąź gospodarki. W praktyce jest branżą wyjątkowo podatną na wstrząsy – cenowe, klimatyczne i polityczne.
Susza, nagłe spadki cen skupu czy zakłócenia eksportu potrafią w jednym sezonie wyzerować dochód. Dopłaty działają wtedy jak koło ratunkowe – nie gwarantują zysku, ale pozwalają utrzymać płynność i przetrwać do kolejnego roku.
Dzięki wsparciu wielu rolników nie rezygnuje z produkcji, nawet gdy rynek wysyła sygnały ostrzegawcze. To stabilizuje wieś, ale jednocześnie rodzi pytanie: gdzie kończy się bezpieczeństwo, a zaczyna uzależnienie?
Kosztowna rewolucja, która prowokuje pytania
Nowa Wspólna Polityka Rolna zmieniła zasady gry. Dopłata coraz rzadziej jest "za hektar", a coraz częściej – "za działanie". Ekoschematy uzależniają poziom wsparcia od praktyk przyjaznych środowisku. Rolnik ma dbać o glebę, wodę i bioróżnorodność, jeśli chce zachować pełen strumień pieniędzy.
To dla wielu gospodarstw kosztowna rewolucja. Wyższe nakłady, więcej biurokracji i ryzyko błędu. Zwolennicy zmian podkreślają jednak, że to inwestycja w przyszłość – odporność gleb i stabilność plonów w czasach zmian klimatu.
Co zrobić, aby dopłaty były narzędziem rozwoju?
System wsparcia ma też swoją cenę. Dopłaty są wliczane w czynsze dzierżawne i ceny ziemi, co sprawia, że część pieniędzy trafia nie do aktywnego rolnika, lecz do właściciela gruntów.
Krytycy wskazują również na osłabienie presji rynkowej – stały przelew może zniechęcać do poszukiwania nowych modeli sprzedaży i poprawy efektywności.
Pytanie nie brzmi dziś, czy dopłaty są potrzebne, ale jak sprawić, aby były narzędziem rozwoju, a nie protezą dochodu.
Krzysztof Zacharuk
