Problem dzików w Polsce – zarówno na terenach rolniczych, jak i w miastach – narasta od lat.
Jak podkreśla Marcin Możdżonek, prezes Rady Naczelnej Polskiego Związku Łowieckiego, a jednocześnie polityk Konfederacji, populacja tego gatunku może rosnąć w sposób niezwykle dynamiczny.
– Dzik to jest takie zwierzę, którego populacja potrafi urosnąć o 300, 350, a nawet 400% do stanu wiosennego – tłumaczył na antenie RMF FM.
To oznacza, że nawet stosunkowo niewielka liczba osobników może w krótkim czasie przełożyć się na setki zwierząt, powodujących ogromne straty w uprawach i zwiększone ryzyko kolizji drogowych.
Według danych przywoływanych w rozmowie, rocznie w Polsce odstrzeliwanych jest od 100 do nawet 260 tysięcy dzików – skala ta pokazuje, jak poważne jest wyzwanie związane z kontrolą populacji.
ASF: choroba, która zmienia zasady gry
Kluczowym elementem dyskusji o dzikach pozostaje afrykański pomór świń, który od lat uderza w polskie rolnictwo, szczególnie w producentów trzody chlewnej.
Możdżonek nie ma wątpliwości, że obecne metody walki z chorobą są niewystarczające: – Uważam, że akurat jeżeli chodzi o afrykański pomór świń, no to faktycznie nie mamy najlepszej strategii.
Jednocześnie podkreśla, że wirus jest wyjątkowo odporny i może przetrwać w środowisku przez długi czas. – Może przetrwać nawet kilka sezonów gdzieś w glebie czy w szczątkach dzików – zaznacza.
Z tego powodu – zdaniem myśliwych – konieczne jest radykalne ograniczenie populacji dzika: – Te dziki powinny zostać, ich populacja powinna zostać ograniczona do niezbędnego minimum, tak aby zdusić ten wirus.
Czy odstrzał jest jedyną metodą?
Kwestia odstrzału budzi największe emocje – zarówno wśród rolników, jak i opinii publicznej. Krytycy wskazują, że mimo wieloletnich działań ASF nadal występuje, co może świadczyć o nieskuteczności tej strategii.
Myśliwi odpowiadają jednak, że obecne przepisy sanitarne praktycznie wykluczają inne rozwiązania, takie jak odławianie i przesiedlanie zwierząt: – Tak teraz jest to po prostu ze względów sanitarnych niemożliwe.
W ich ocenie odstrzał – w tym odstrzał sanitarny – pozostaje obecnie jedynym realnym narzędziem ograniczania ryzyka rozprzestrzeniania ASF.
Dziki w miastach – zupełnie nowa rzeczywistość
Coraz większym problemem staje się obecność dzików w miastach. To już nie incydentalne przypadki, lecz trwałe zjawisko.
– One już żyją na terenie miasta, dlatego że mają tam spokój, nie boją się ludzi, mają doskonałą bazę żerową i one już się tam rodzą – przyznaje Marcin Moźdźonek.
Zdaniem ekspertów oznacza to, że część populacji całkowicie przystosowała się do życia w środowisku zurbanizowanym. To z kolei zwiększa ryzyko kontaktów z ludźmi i niebezpiecznych incydentów.
Możdżonek podkreśla, że mamy już setki ataków dzików w miastach i dlatego nie ma innego wyjścia, jak odstrzał.
Szop pracz i inne gatunki inwazyjne
Problem nie dotyczy wyłącznie dzików. Coraz większym wyzwaniem dla polskiego rolnictwa i ekosystemów są gatunki inwazyjne, takie jak szop pracz.
– Szop pracz (…) nas zalewa falą z zachodu. Przekroczył dawno Odrę, już przekroczył Wisłę – zauważa Możdżonek.
Brak reakcji – zdaniem myśliwych – może doprowadzić do poważnych strat w przyrodzie i rolnictwie. – Jeżeli nie zostaną podjęte jakieś kroki (…) to czeka nas katastrofa – wyjaśnia.
Brak strategii największym problemem
W wypowiedziach ekspertów powraca jeden wspólny wątek: brak spójnej, długofalowej strategii zarządzania populacjami zwierząt.
– Nie mamy strategii (…) dotyczącej gatunków konfliktogennych – przyznał prezes Rady Naczelnej Polskiego Związku Łowieckiego.
To właśnie ten brak systemowego podejścia – a nie wyłącznie poziom odstrzału – może być główną przyczyną nieskutecznej walki z ASF i rosnących konfliktów na linii człowiek–dzika przyroda.
Krzysztof Zacharuk
