StoryEditor

Jacek Zarzecki: Klauzule albo nic. Ostatnia bariera przed Mercosurem

Zwolennicy klauzul ochronnych w umowie z Mercosur twierdzą, że zapewnią one ochronę rynku. Krytycy – że klauzule i tak nic nie zmienią, bo nie obowiązują one państw Mercosur. Jednak fakt, że minister spraw zagranicznych Paragwaju pośrednio krytykuje klazule, nie jest niuansem dyplomatycznym. To dowód na to, że Mercosur jest klauzulami zaniepokojony.

19.01.2026., 16:33h

Gdy Mercosur zaczyna mówić o klauzulach

Sprzeczność pojawia się natychmiast: Paragwaj publicznie dystansuje się od klauzul, a jednocześnie to właśnie one stają się pierwszym elementem umowy, który kraje Mercosur zaczynają komentować. Podczas konferencji prasowej 9 stycznia minister spraw zagranicznych Republiki Paragwaju Rubén Ramírez Lezcano wyjaśniał, że „środki ochronne omawiane przez Unię Europejską nie są częścią umowy”. Informacja ta – relacjonowana m.in. przez portal Infobae – w kilka godzin obiegła media w całej Unii Europejskiej.

Dla Jacka Zarzeckiego ten sygnał nie jest dyplomatycznym niuansem ani próbą porządkowania definicji. W jego ocenie to dowód, że klauzule zaczęły być postrzegane po drugiej stronie Atlantyku jako realny problem.

– Sam fakt, że minister spraw zagranicznych Paragwaju, ale też prezydent Argentyny, publicznie odnoszą się do klauzul, świadczy o tym, że nie są one tylko faktem z zakresu PR, jak niektórzy twierdzą, tylko że mają realne możliwości ograniczenia importu – mówi Jacek Zarzecki w rozmowie z topagrar.pl. – To, że w krajach Mercosur zwrócono na nie uwagę, świadczy o tym, że są nimi zaniepokojeni. I to jest dla rolników informacja kluczowa.

Dlaczego Mercosur krytykuje klauzule?

Jacek Zarzecki podkreśla, że reakcja Mercosuru nie pojawiła się wtedy, gdy klauzule miały wyłącznie formę zaproponowaną przez Komisję Europejską.

– Klauzule proponowane przez KE miały chronić rynek dopiero przy 10-procentowym wzroście importu albo spadku cen, ocenianym co pół roku, a Komisja mogła zareagować, ale nie musiała. W tej wersji te klauzule nie miałyby de facto żadnego wpływu na rynek.

Dopiero gdy w Parlamencie Europejskim klauzule zostały zaostrzone - jak wskazuje Zarzecki, w dużej mierze dzięki poprawkom przygotowanym przez Krzysztofa Hetmana (AGRI) oraz Dariusza Jońskiego (INTA) - Mercosur zareagował.

– W tej zaostrzonej wersji przeszły mechanizmy, które mają kluczowe znaczenie: niższe progi reakcji, skrócony czas reakcji (do trzech miesięcy) i warunkowość – czyli że produkty importowane muszą nie tylko spełniać standardy bezpieczeństwa UE, ale też być wytwarzane zgodnie ze standardami produkcji UE. A wszystko to przy zobowiązaniu Komisji Europejskiej do automatycznego wdrażania klauzul przy naruszeniu tych warunków – mówi Jacek Zarzecki.

Klauzule – ochrona nieidealna ale jedyna możliwa

– Krytycy zawsze powiedzą, że klauzule mają słabe strony. Na przykład to, że naruszenie będzie musiało zgłosić państwo członkowskie i będzie musiało udowodnić, że warunki rzeczywiście zostały naruszone. Ale umowa dotyczy całej Unii Europejskiej. Funkcjonujemy na wspólnym rynku, więc ten spadek cen czy wzrost importu musi dotyczyć całej Unii, a nie poszczególnych krajów.

Zarzecki nie ukrywa, że jest to realna słabość mechanizmu.

– Nie mówię, że to jest rozwiązanie doskonałe. Jest niedoskonałe przede wszystkim dlatego, że jest to działanie post factum, gdy już wystąpi szkoda. To zawsze będzie problemem, ale w tej formule nie da się tego zrobić inaczej – zaznacza.

Jeśli nie klauzule, to co?

Niedoskonałości klauzul nie zmienią dwóch podstawowych faktów: tego, że umowa została podpisana, i tego, że funkcjonujemy w realiach wspólnego rynku UE. W związku z tym nie istnieje żaden inny mechanizm, który mógłby zabezpieczyć rolników przed bezpośrednimi stratami wynikającymi z umowy z Mercosur. Krytyka klauzul jest więc jałowa, bo nie towarzyszy jej propozycja realnej alternatywy.

– Jeżeli mówimy dziś, że klauzule są nieistotne i niczego nie zmienią, to trzeba uczciwie odpowiedzieć: jeśli nie klauzule, to co? Umowa jest podpisana i zostanie wdrożona. Tego już się nie cofnie – podkreśla Jacek Zarzecki.

Natomiast mechanizmem, który powinien rekompensować straty wynikające z umowy powinien być fundusz zabezpieczający. Zarzecki zwraca uwagę, że to jest obszar, w którym będzie toczyć się ostry spór.

– Oczywiście jest przed nami jeszcze walka o to, żeby został stworzony odrębny fundusz rekompensujący straty, bo to, co dziś proponuje Komisja Europejska, czyli 6,3 mld euro na siedem lat w jednym funduszu kryzysowym, to są bajki. Nie ma dziś funduszu, który zabezpieczałby przed stratami, a że takie straty będą, wiemy nie tylko my, ale też Komisja – jeszcze w styczniu 2025 r. komisarz ds. handlu zapowiadał, że taki fundusz powstanie – mówi Zarzecki.

Czy Mercosur może zlekceważyć klauzule?

Przyjęte klauzule ochronne będą obowiązywać, niezależnie od tego, co sądzą o tym przedstawiciele państw Mercosur.

– Słowa ministra spraw zagranicznych Paragwaju, że te klauzule ich nie dotyczą, bo „nie są częścią umowy”, są nieuprawnione. One są unijnym prawem i obowiązują na rynku unijnym. Kraje Mercosur nie mogą ich po prostu ominąć i powiedzieć: „nas nie dotyczą”. Oczywiście trzeba się liczyć z tym, że kraje Mercosur będą próbowały te klauzule podważać. To nie jest jednak argument za tym, żeby z nich rezygnować, tylko za tym, żeby były jak najmocniejsze – mówi twardo Zarzecki.

Jak wyjaśnia, kraje Mercosur nie dysponują narzędziem, które pozwalałoby im powstrzymać zastosowanie klauzul w momencie, gdy Unia zdecyduje się je uruchomić.

– Mogą protestować politycznie albo kwestionować je prawnie, ale wyłącznie w ramach procedur. Mogą zażądać konsultacji na podstawie umowy, a dopiero później – jeśli dojdzie do sporu – skierować sprawę do WTO. To jest długi proces i nie działa „od ręki” – zaznacza Zarzecki.

Realna ochrona produkcji rolnej to konkurencyjność

Niemniej to wszystko nie rozwiąże problemu zdolności gospodarstw do utrzymania się na rynku. Sektor musi przygotować się na konkurencję, a najlepszym sposobem na to jest zwiększenie własnej konkurencyjności. Szczególnie że, jak podkreśla Jacek Zarzecki, Mercosur nie jest ostatnim porozumieniem handlowym, z którym będzie musiało zmierzyć się europejskie rolnictwo.

– Przed nami są kolejne umowy handlowe UE z krajami trzecimi. Australia oczekuje dziś możliwości eksportu do Unii 80 tys. ton wołowiny. Komisja zgadza się na 40 tys., ale na początku proponowała 27 tys. I nie mamy żadnej pewności, że ta umowa nie zostanie podpisana w takim samym trybie jak Mercosur – zaznacza.

Ta perspektywa powinna skierować rolników w stronę konkretnych działań, poprawiających dochodowość produkcji rolnej.

– Nie mamy czasu na dywagowanie, czy coś innego niż klauzule byłoby lepsze, czy można było inaczej, dlaczego nie można było inaczej. To niczego nie zmieni w sytuacji rolników. Rolnicy powinni teraz myśleć o tym, jak poprawić konkurencyjność swojej produkcji na rynku, bo to jest najbardziej realna ochrona gospodarstw przed importem – mówi Jacek Zarzecki.

Odpowiedzialność nie leży wyłącznie po stronie administracji. Zarzecki apeluje do organizacji rolniczych, aby zorientowały się nie na bieżące działania typu protesty czy apele, ale żeby opracowały długofalowe strategie rozwoju poszczególnych sektorów.

– Organizacje rolnicze powinny skupić się na opracowaniu sektorowych strategii rozwoju, kładących nacisk na poprawę konkurencyjności. Bez tego rolnicy nie będą wiedzieli, w którą stronę mają zmierzać. Cenzorowanie działań ministerstwa rolnictwa i rządu nie wskaże tego kierunku i nie zwiększy konkurencyjności gospodarstw – mówi Zarzecki.

Wołowina pokazuje drogę innym sektorom

Jako przykład właściwego działania organizacji rolniczych Jacek Zarzecki wskazuje sektor wołowiny.

– My, jako sektor wołowiny, mamy taką strategię od ośmiu lat i konsekwentnie ją realizujemy – podkreśla. – My, jako sektor wołowiny, mamy taką strategię od 8 lat i konsekwentnie ją realizujemy. To ułatwia nam, a czasem wręcz umożliwia, właściwą komunikację z administracją publiczną, ponieważ nie tylko oczekujemy rozwiązań, ale też je proponujemy i uzasadniamy ich potrzebę.

Zarzecki wskazuje przy tym na konkretne działania zapisane w strategii sektorowej:

– To np. nowy, pierwszy w UE ekoschemat związany z obniżeniem emisyjności w hodowli; to zwiększenie wsparcia do zakupu buhaja hodowlanego – lepsza genetyka przekłada się wprost na lepszy towar i lepsze ceny – wylicza.

Drugim filarem jest eksport, możliwy dzięki współpracy z administracją publiczną.

– Otwarcie rynków to realny element budowania konkurencyjności – podkreśla. – Jeżeli wicepremier Kosiniak-Kamysz w rozmowach w Korei o zakupach sprzętu wojskowego porusza temat polskiej wołowiny, to znaczy, że sektor jest przygotowany i wie, czego chce. Dziś te rozmowy są na etapie decyzji politycznych, a to nie bierze się znikąd.

PE zdecyduje, czy umową zajmie się TSUE

Los umowy z Mercosur nie jest jeszcze formalnie przesądzony. W środę Parlament Europejski ma głosować nad wnioskiem o skierowanie umowy do Trybunału Sprawiedliwości UE. Taki krok nie oznacza automatycznego zablokowania porozumienia, ale może istotnie opóźnić jego wejście w życie i otworzyć kolejny etap sporu prawnego o jego zgodność z prawem unijnym.

Dla rolników oznacza to jedno: nawet jeśli proces ratyfikacyjny nie jest jeszcze zamknięty, czas na decyzje strategiczne już się skończył. Klauzule ochronne pozostają jedynym instrumentem, który można jeszcze realnie wzmocnić na poziomie unijnym, a równolegle każdy sektor musi przygotować się na konkurencję, która – niezależnie od dalszych losów umowy – będzie rosła wraz z kolejnymi porozumieniami handlowymi.

Albert Katana

Albert Katana
Autor Artykułu:Albert Katana
Pozostałe artykuły tego autora
Masz pytanie lub temat?Napisz do autora
POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ
19. styczeń 2026 18:00