Blokada wiaduktu nad S3
Od godziny 12.00 do 14.00 rolnicy blokują wiadukt nad drogą ekspresową S3 w Pyrzycach. Jak zaznaczają organizatorzy, tym razem nie dochodzi do bezpośredniej blokady trasy szybkiego ruchu.
– W tym tygodniu nie blokujemy samej S3. Mamy przymrozki i odwilż, jest ślisko i dochodzi do wielu zdarzeń drogowych. Dlatego teraz stoimy na wiadukcie, a nie na trasie – powiedział Paweł Toporek, jeden z organizatorów protestu.
Jak dodał, w przypadku poprawy warunków pogodowych blokada samej S3 jest planowana w kolejnych tygodniach.
Obecnie na wiadukcie znajduje się 25 oflagowanych ciągników.
Demonstracje odbywają się również w innych punktach województwa zachodniopomorskiego. O godzinie 12.00 protest zaplanowano m.in. w Krąpielu na drodze krajowej nr 10. Organizatorzy zapowiadają także możliwość rozszerzenia akcji na kolejne lokalizacje.
– Zbieramy komitet protestacyjny w Zachodniopomorskiem i będziemy podejmować decyzję o proteście generalnym w regionie. Mamy nadzieję, że dołączą do nas inne województwa – zapowiedział Toporek. I dodał – Po tym, co wydarzyło się w Warszawie, kiedy nas nie wpuszczono, społeczeństwo nie powinno mieć do nas pretensji, że protestujemy lokalnie.
Skuteczna ochrona polskiego rolnictwa
Początkowo protesty dotyczyły sprzeciwu wobec podpisania umowy Mercosur oraz napływu żywności z Ukrainy. Obecnie, gdy te procesy stają się faktem, główny nacisk protestów przesuwa się na konkretne żądanie skutecznej ochrony polskiego rolnictwa.
– Jesteśmy realistami. Jeśli Mercosur wejdzie w życie, to rząd musi jasno powiedzieć, czy chce w Polsce produkcji żywności, czy nie. A jeśli chce, to musi stworzyć realne wewnętrzne mechanizmy ochronne anizmy ochronne – skup interwencyjny, rekompensaty czy inne wsparcie – podkreślił organizator protestu.
Rolnicy wskazują na przykład Włoch, które – jak twierdzą – uzyskały wielomiliardowe rekompensaty dla producentów rolnych.
– U nas mówi się o klauzulach ochronnych, które w praktyce nic nie znaczą. Okazuje się, że decydenci nawet nie znają treści umowy. Dopiero w praktyce okaże się, czym to naprawdę dla rolnika się może skończyć – dodał Toporek.
Zobacz także: Kto z rolników wybiera się na protest do Strasburga? Delegacje już wybrano
Zdaniem protestujących sytuacja na rynku rolnym zagraża bezpieczeństwu żywnościowemu kraju.
– To nie jest już walka, to jest egzekucja na polskim rolnictwie. Niszczy się produkcję, a zniszczonej produkcji nie da się odbudować w kilka miesięcy, zwłaszcza w razie kryzysu czy konfliktu – ocenił Toporek. – Ktoś ma plan zrobić z Polski rynek zbytu dla zachodnich agroholdingów. W razie wojny albo kryzysu bezpieczeństwo żywnościowe bez własnej produkcji nie istnieje – dodaje.
Rolnicy krytykują także unijne regulacje oraz krajowe przepisy dotyczące m.in. walki z ASF.
– Zdrowe stada są likwidowane u nas, a jednocześnie mięso z krajów objętych strefami ASF trafia na półki sklepowe. To absurd, który uderza bezpośrednio w polskich producentów – zaznaczył.
Protesty będą kontynuowane
Protestujący podkreślają, że ich działania są konsekwencją braku dialogu z rządem i ograniczeń podczas wcześniejszych manifestacji w Warszawie.
– Nie wpuszczono nas do Warszawy, a potem premier stwierdził, że spodziewał się większego protestu. Nie mamy wyjścia – musimy działać lokalnie i głośno mówić o naszych postulatach – powiedział Toporek.
Jak zapowiadają organizatorzy, piątkowe protesty w Zachodniopomorskiem będą kontynuowane do czasu przedstawienia przez rząd konkretnych rozwiązań chroniących krajową produkcję rolną i bezpieczeństwo żywnościowe Polski.
Więcej na: tygodnik-rolniczy.pl
Agnieszka Sawicka
Fot: Paweł Toporek
