StoryEditor

Jak ukraińscy rolnicy obniżają koszty w gospodarstwach rolnych?

Ukraińska produkcja rolna opiera się na pragmatyzmie bez sentymentów. Produkuje się to, co łatwo sprzedać, sprzedaje bez czekania na „lepszą cenę”, a orkę, siew i żniwa coraz częściej wykonują usługodawcy. Taki model pozwala obniżać koszty i zwiększać skalę produkcji.

25.02.2026., 17:00h

Ukraiński model gospodarowania: TB Agro

Materiał, na którym opiera się ten tekst, pochodzi z reportażu opublikowanego na ukraińskim portalu branżowym Latifundist. Pokazano w nim gospodarstwo TB Agro, które uprawia ok. 6,5 tys. ha w obwodach kijowskim i żytomierskim. Rozmowa nie jest analizą ekonomiczną, ale praktycznym zapisem sposobu myślenia menedżera, który zarządza produkcją w oparciu o chłodną kalkulację kosztów.

Gospodarstwo koncentruje się głównie na uprawach jarych – kukurydzy, słoneczniku i soi. Jak przyznaje zarządzający, część areału znajduje się na glebach wymagających większej technologii i uwagi agronomicznej. W rozmowie pada charakterystyczne porównanie: na czarnoziemach rolnik może „posiać, opryskać herbicydem i przyjechać zebrać”, ale w ich warunkach takie podejście nie działa. To właśnie różnice glebowe i kosztowe wymuszają szukanie bardziej pragmatycznych rozwiązań w produkcji.

W praktyce oznacza to dostosowywanie struktury upraw nie do przyzwyczajeń, lecz do możliwości gospodarstwa i rynku. Produkcja ma być przede wszystkim przewidywalna operacyjnie – tak, aby kolejne decyzje dotyczące sprzedaży i organizacji pracy ograniczały ryzyko i stabilizowały koszty.

TB Agro: produkcja podporządkowana możliwościom

Produkcja w TB Agro jest podporządkowana organizacji pracy i rachunkowi ekonomicznemu. Gospodarstwo koncentruje się na uprawach jarych, a decyzje dotyczące struktury zasiewów wynikają nie z przyzwyczajeń, lecz z możliwości technologicznych i finansowych.

– Kiedy przyszedłem do firmy w 2022 roku, firma specjalizowała się w uprawie kukurydzy. Pod kukurydzę zbudowano kompleksy suszarnicze, magazyny, ustawiono całą technologię. Dodałem do tego dwie uprawy jare: słonecznik i soję, które dają pierwsze szybkie pieniądze. Teraz kukurydzę uprawiamy na 3900 ha, słonecznik na 1400 ha, soję na 1200 ha – mówi menedżer TB Agro.

Zarządzający gospodarstwem zdaje sobie sprawę z tego, że same uprawy jare zwiększają presję chorób i szkodników, jednak z perspektywy wprowadzenia nowych upraw, nawet trzy uprawy jare to już dywersyfikacja. Planowane jest większe zróżnicowanie upraw, jednak na razie to niemożliwe.

Analizy, cyfryzacja, rolnictwo precyzyjne

– Znajdujemy się w strefie, gdzie nie ma czarnoziemu. Nie jest tak, jak w Żytomierzu, gdzie można nic nie robić – wystarczy zasiać, potem spryskać glifosatem i zebrać plon. Dla wielu rolników gospodarujących na czarnoziemach to całe rolnictwo. U nas uprawa wymaga wiedzy i technologii – mówi menedżer TB Agro w reportażu.

Przykładem może być dostosowywanie technologii uprawy słonecznika do warunków gospodarstwa. Obserwowany przez 3 lata intensywny opad słonecznika wymusił koncentrację na budowie mapy gleb, organizację zbioru i ograniczanie strat. Obecnie w TB Agro analizowane są parametry pracy kombajnów, tempo młócenia, zużycie paliwa czy ilość plonu pozostawianego na polu. Gospodarstwo zaczyna też zbierać dane z maszyn i stopniowo przechodzi w kierunku rolnictwa precyzyjnego – właśnie po to, by lepiej dopasować technologię do trudniejszych warunków glebowych

Sprzedaż: płynność ważniejsza niż zysk

W TB Agro plony sprzedaje się na podstawie aktualnych cen, jeśli pozwalają one utrzymać płynność gospodarstwa.

– Jeśli widzę, że mamy zapotrzebowanie i cena nam odpowiada, to sprzedajemy. Produkujemy po to, żeby sprzedać. Nie ma logiki, że zawsze trzeba czekać na lepszy moment. Wszyscy wiemy, że kukurydza powinna kosztować około 170 dolarów, słonecznik 550, ale rynek nie zawsze to potwierdza – mówi menedżer TB Agro.

Część kukurydzy została sprzedana w ramach kontraktu terminowego, i choć później cena w Odessie okazała się wyższa, menedżer nie traktuje tego jako straty – ważniejsze są zabezpieczenie marży i pewność sprzedaży.

– Czy cena później była wyższa? Tak. Czy żałuję? Nie. Sprzedaliśmy ten wolumen i jedziemy dalej. A co, jeśli cena byłaby niższa? Albo gdyby nie było Odessy? Żyjemy w nieprzewidywalnych warunkach – mówi rozmówca.

Problemem jest to, że ukraiński rynek wciąż nie działa jak klasyczne rynki terminowe. Jeśli producent chce zrezygnować z dostawy, nie może po prostu zapłacić niewielkiej kary i zamknąć pozycji, jak na rynkach futures, bo kara w praktyce wyrównuje różnicę do aktualnej ceny rynkowej, więc wyjście z kontraktu staje się nieopłacalne. Dlatego decyzja o podpisaniu umowy oznacza realne zobowiązanie do dostawy, a producent od początku musi sam określić, jaką część ryzyka jest w stanie wziąć na siebie.

Finansowanie: bank, który rozumie rolnictwo

I tu pojawia się drugi element – bank. Doświadczenia TB Agro są tu podobne do doświadczeń polskich rolników.

– Wzięliśmy kredyt w jednym z banków. W marcu, w momencie siewu – czyli najważniejszym dla nas momencie, decydującym o kolejnym roku, wiążącym się z ogromnymi wydatkami – bank mnie informuje, że muszę spłacić kredyt. Dzwonię tam, żeby dali nam rozłożenie rat, no i z kim rozmawiam? Z automatem. I słyszę tylko, że mam spłacić kredyt i już. A poza tym robotem nikt w banku nic nie wie.

Po tym doświadczeniu firma zrezygnowała z tego banku, na rzecz innego, który rozumie specyfikę rolnictwa.

– Zadzwonili do mnie z tego banku i spytali, czy nie potrzebujemy finansowania. Odpowiedziałem – tak, potrzebujemy, jeśli załatwimy to w miesiąc. Nie wierzyłem, że to się uda, bo normalnie banki przez pół roku chcą coraz to nowe dokumenty. A tu, proszę – wszystko przebiegło sprawnie. I w dodatku sami zaproponowali harmonogramy spłat dostosowane do sezonowości produkcji – mówi zarządzający TB Agro.

Rozmówca portalu Latifundist podkreśla, że zarówno w tym przypadku, jak i w ogóle w biznesie rolniczym, najważniejsze są relacje międzyludzkie, wzajemne zrozumienie zależności.

Ile kombajnów na 6 tys. ha?

Kalkulacja kosztów gospodarstwa obejmuje również koszt maszyn i obsługujących je ludzi. W przedsiębiorstwie takim jak TB Agro to potężne obciążenie finansowe.

– Jeśli mówimy o takim banku ziemi, to powinno być 6–7 kombajnów, 5–6 ciągników, siewniki, samochody ciężarowe i ludzie do ich obsługi. To bardzo duża liczba pracowników – mówi menedżer firmy.

Gdy nowy menedżer TB Agro przyszedł do firmy w roku 2022, obliczył te koszty, biorąc pod uwagę zużycie sprzętu, nowe potrzeby gospodarstwa związane z dywersyfikacją upraw i możliwości finansowania.

– Kiedy przyszedłem do firmy, traktory miały już pod 20 lat. Wszystko jest ok, ale tylko do momentu, gdy zaczynają się psuć. Są stare, więc gdy naprawiasz jedną rzecz, psuje się druga. O ile znajdziesz części, co przy tak starych maszynach nie jest oczywiste. A kwoty napraw w pewnym momencie zaczęły osiągać wysokość całkowicie dla mnie nieatrakcyjną.

Maszyny własne - koszt i czas 

Pierwszym odruchem była oczywiście próba kupna nowszych maszyn. Okazało się, że na kombajny należałoby wydać ok. 2 mln dolarów, na używane 10 letnie traktory John Deere ok. 120 tys. dolarów za sztukę.

– I to nie jest tak, że kupiłeś i zapomniałeś, bo przecież trzeba naprawiać, serwisować, szukać pracowników, rezerwować ich – mówi menedżer TB Agro. – Rolnicy mogą dziś brać sprzęt na preferencyjnych kredytach, nawet na 5–7% na pięć lat, ale pytanie brzmi: czy ta matematyka się opłaca? Kombajny są nam potrzebne przez 2 miesiące w roku. A jeden kosztuje 450 tys. dolarów. To absurd – nie kupię 11 kombajnów, żeby stały przez 10 miesiący.

W tej sytuacji zarządzający gospodarstwem zdecydował się na inne rozwiązanie:

– Wyzwaniem jest zrozumienie, że biznes nie musi opierać się na szablonowych rozwiązaniach. Kiedy przeliczyłem te koszty zrozumiałem, że to nie ma sensu. Zdecydowanie lepiej jest wynająć firmę, która wykona potrzebne prace. Wiesz, że nie musisz się martwić o sprzęt, nie musisz się martwić o czas, bo pracujesz z dużą firmą, i jeśli jeden traktor się zepsuje, przyjedzie drugi, który go zastąpi.

Inwestycja w ziemię, zamiast w maszyny

W efekcie firma nie posiada własnego pełnego parku maszynowego, ograniczając się do takich sprzętów jak kultywatory dostosowane do technologii upraw, czy opryskiwacze, których wynajem jest zbyt drogi. Dzięki temu ograniczono zapotrzebowanie na operatorów, serwis i zaplecze techniczne, a środki inwestycyjne przesunięto na agronomię oraz infrastrukturę suszenia i przechowywania.

– Kiedy jesteś niezależny od tych wszystkich spraw technicznych, możesz skupić się na agronomii, inwestować w ziemię, w nowoczesne suszenie i przechowywanie – stwierdza zarządzający TB Agro.

Podsumowanie: pragmatyzm zamiast przywiązania do schematów

O rolnictwie na Ukrainie można powiedzieć wiele, ale jedno widać wyraźnie – rządzi nim pragmatyzm.

Np. Ukraina ma najlepsze gleby na świecie, ale średni plon pszenicy z ukraińskich czarnoziemów to zaledwie około 5–6 ton z hektara. W Polsce takich gleb praktycznie nie ma, a mimo to średnia jest podobna. Na glebach gorszych od czarnoziemów najlepsi polscy rolnicy potrafią osiągnąć plon 12 ton.

Oczywiście, czarnoziemy nie są gwarancją sukcesu: Ukraina, zwłaszcza strefa stepowa, ma często deficyt opadów, okresowe susze w maju-czerwcu i wysokie temperatury w okresie nalewania ziarna. Te warunki oczywiście wpływają na plon. Ale w Polsce też są takie warunki.

Jak mówi menedżer TB Agro, bardzo wielu rolników ukraińskich po prostu nie dąży do maksymalizacji plonów. „W Żytomierzu wystarczy zasiać, potem spryskać glifosatem i zebrać plon. Dla wielu rolników gospodarujących na czarnoziemach to całe rolnictwo”. I nie mówi tego o wielkich właścicielach agroholdingów.

Korzystny stosunek kosztów do zysków, nie maksymalizacja przychodu – to podejście warte uwagi.

Albert Katana

na podstawie: Latifundist

Albert Katana
Autor Artykułu:Albert Katana
Pozostałe artykuły tego autora
Masz pytanie lub temat?Napisz do autora
POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ
25. luty 2026 18:00