StoryEditor

Kiełbasa pradziada z Dukli z ChOG. Tomasz Parzybut: za jakość trzeba płacić

Komisja Europejska objęła „kiełbasę pradziada z Dukli” ochroną ChOG. Tomasz Parzybut, prezes Stowarzyszenia Rzeźników i Wędliniarzy RP, widzi w tym nie tylko ochronę tradycji, lecz także szansę na wyższą cenę, promocję polskich wędlin i rozwój eksportu produktów premium.

08.08.2026., 11:00h

Komisja Europejska wpisała „kiełbasę pradziada z Dukli” do unijnego rejestru chronionych oznaczeń geograficznych. Nazwa jest chroniona na terenie całej Unii Europejskiej, a mogą się nią posługiwać wyłącznie producenci spełniający wymagania specyfikacji i prowadzący produkcję na terenie gminy Dukla w powiecie krośnieńskim. To 51. polski produkt objęty jednym z unijnych systemów ochrony nazw produktów rolnych i środków spożywczych.

Czym wyróżnia się kiełbasa pradziada z Dukli?

Kiełbasa powstaje z mięsa i wątroby wieprzowej pochodzących od świń rasy puławskiej lub jej krzyżówek. Ma tradycyjną formę wianka i zawiera nie więcej niż 5% tłuszczu. Charakterystyczne jest połączenie mięsa z szynki z dużymi kawałkami wątróbki oraz sposób wędzenia – przy użyciu drewna bukowego i olchowego z dodatkiem drewna czereśniowego lub wiśniowego.

Według Tomasza Parzybuta znaczenie rejestracji wykracza jednak poza samą ochronę regionalnej receptury. Unijne oznaczenie może pomóc wyróżnić produkt na rynku i uzasadnić jego wyższą cenę.

– To jest bardzo dobra informacja dla całej branży mięsnej, ponieważ powinniśmy mieć jak najwięcej produktów z oznaczeniami europejskimi. To są oznaczenia najbardziej rozpoznawalne przez Europejczyków. My słyniemy z doskonałej jakości wędlin, a dobrze byłoby, gdyby turyści, którzy do nas przyjeżdżają, dostrzegali te produkty. Chciałbym, żeby w najbliższych latach jak najwięcej tego typu produktów wysokiej jakości posiadało takie oznaczenie. Przede wszystkim jest ono gwarantem jakości, smaku i tradycji, ale z drugiej strony pozwala wyróżnić tę kiełbasę i sprzedać ją w lepszej cenie, bo za jakość powinno się płacić – mówi Tomasz Parzybut, prezes Stowarzyszenia Rzeźników i Wędliniarzy RP.

Polska ma dobre wędliny, ale brakuje rozpoznawalnych nazw

Chronione oznaczenie geograficzne zabezpiecza nazwę przed wykorzystywaniem przez producentów, którzy nie spełniają określonych wymagań. W przypadku kiełbasy pradziada z Dukli produkcja została związana z terenem gminy Dukla.

Tomasz Parzybut wskazuje, że dla polskiej branży mięsnej problemem pozostaje jednak nie tylko sama ochrona produktów, ale także ich rozpoznawalność. Przywołuje przykład włoskich wyrobów, których pochodzenie stało się elementem marki rozpoznawanej daleko poza krajem produkcji.

– Ta ochrona jest jak najbardziej potrzebna i chciałbym, żeby Polska w Europie słynęła z wysokiej jakości wędlin. Każdy w Europie wie, że szynka parmeńska to szynka z Włoch. Niestety, my nie wypracowaliśmy w ostatnich latach takiej rozpoznawalności. Liczymy oczywiście na to, że ze wsparciem Ministerstwa Rolnictwa te produkty będą promowane. Bardzo na to liczymy – podkreśla Tomasz Parzybut.

W rozmowie Tomasz Parzybut zwraca również uwagę na spory dotyczące pochodzenia tradycyjnych wyrobów. Jako przykład podaje kiełbasę krakowską, z którą własne tradycje wiążą także producenci z Austrii. Dla prezesa Stowarzyszenia Rzeźników i Wędliniarzy RP jest to dodatkowy argument za możliwie szerokim wykorzystywaniem przez polską branżę europejskich systemów ochrony nazw.

Polskie wędliny poza ochroną w umowie z Mercosurem

Znaczenie ochrony nazw jest szczególnie widoczne w umowach handlowych Unii Europejskiej z państwami trzecimi. W umowie UE–Mercosur ochroną objęto 344 europejskie oznaczenia geograficzne. Z Polski na liście znalazły się jednak tylko dwa – „Polska Wódka” oraz „Wódka ziołowa Niziny Północnopodlaskiej aromatyzowana ekstraktem z trawy żubrowej”. Nie ma na niej polskich produktów mięsnych.

Tymczasem Tomasz Parzybut nie zgadza się z założeniem, że niewielka dzisiejsza sprzedaż polskich regionalnych produktów za granicę oznacza brak ich przyszłego potencjału eksportowego.

Parzybut: ilością z konkurencją już nie wygramy

Tomasz Parzybut rozmawiał z topagrar.pl z Wietnamu, gdzie uczestniczył w targach Vietfood & Beverage w Ho Chi Minh. Jak wskazuje, polskie zakłady już szukają możliwości sprzedaży na tym rynku między innymi kabanosów. Odpowiadając na pytanie, czy wystarczy, że polskie produkty regionalne będą sprzedawane wyłącznie w Polsce, choćby zagranicznym turystom, powiedział:

– Absolutnie nie. Ja dzisiaj jestem w Wietnamie. Jesteśmy na targach w Ho Chi Minh, Vietfood, i są tutaj zakłady, które chcą wysyłać kabanosy do Wietnamu. Są zakłady, które chcą inwestować i wprowadzać produkty wysokiej jakości, bo my już ilością nie wygramy z konkurencją. Musimy stawiać na produkty, które mają wyższą marżowość, tym bardziej w Azji. Coraz więcej ludzi stać tutaj na zakup produktu, który jest oczywiście droższy od produktu lokalnego, ale ma gwarantowaną jakość. To, że dziś produkt nie jest rozpoznawalny, nie oznacza, że za rok czy dwa te produkty nie będą rozpoznawalne. Liczymy na to, że będą – mówi Tomasz Parzybut.

To właśnie w takich produktach prezes Stowarzyszenia Rzeźników i Wędliniarzy RP widzi przyszłość polskiego eksportu. Chroniona nazwa, rozpoznawalne pochodzenie i gwarantowana jakość mają pomóc sprzedawać drożej tam, gdzie polskie zakłady nie są w stanie wygrać samą skalą produkcji.

Albert Katana

Na podstawie: Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi, Komisja Europejska; komentarz Tomasza Parzybuta dla topagrar.pl.

Albert Katana
Autor Artykułu:Albert Katana

Albert Katana – dziennikarz specjalizujący się w polityce rolnej i Zielonym Ładzie Unii Europejskiej. Od 2015 roku śledzi decyzje podejmowane w Brukseli i Strasburgu oraz ich wpływ na polskie rolnictwo. Jest autorem setek analiz, reportaży i komentarzy publikowanych na łamach topagrar.pl (Top Agrar), wrp.pl (Wiadomości Rolnicze Polska) i tygodnik-rolniczy.pl (Tygodnik Poradnik Rolniczych) w których opisuje m.in. reformy Wspólnej Polityki Rolnej, system dopłat bezpośrednich, Zielony Ład, unijne umowy handlowe oraz prawo rolne. Na co dzień pracuje z dokumentami Komisji Europejskiej, Parlamentu Europejskiego, EFSA oraz raportami instytucji finansowych i naukowych, sięgając także po literaturę ekspercką, taką jak opracowania Aliny Szczepaniak, Jerzego Wilkina czy monografie poświęcone WPR w praktyce. Dorastał na wsi i zna z własnego doświadczenia realia pracy w gospodarstwie, dzięki czemu łączy analityczne podejście do przepisów z praktycznym spojrzeniem rolnika. Jego celem jest prostym i konkretnym językiem wyjaśniać, co decyzje unijnych instytucji naprawdę oznaczają dla polskich gospodarstw.
Obszary specjalizacji: Wspólna Polityka Rolna, Zielony Ład, dopłaty bezpośrednie, unijne umowy handlowe, prawo rolne, regulacje środowiskowe w rolnictwie.
Kontakt: [email protected]

Pozostałe artykuły tego autora
Masz pytanie lub temat?Napisz do autora
POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ
08. sierpień 2026 11:02